Gorący temat

Deadly Class, tom 10: Ratujcie swoje pokolenie – coś się kończy? [recenzja]

Dziesiąty tom “Deadly Class” oznacza, że zbliżamy się już do końca serii. Przed nami jeszcze tylko jedna opowieść w oryginale podzielona na dwa zbiorcze wydania, a jednak lektura dziesiątego tomu zamiast przybliżać nas do finału i domykać najważniejsze wątki, głównie wzbudza konsternację u czytelnika, choć niewątpliwie również intryguje.

Konia z rzędem temu, kto zasiada do lektury dziesiątej części serii i po kilku miesiącach od przeczytania tomu poprzedniego dokładnie pamięta co też się w nim wyprawiało. Masakra nad jeziorem Tahoe rozpisana była przecież na kilka zeszytów, fabuła skakała z postaci na postać, krew lała się gęsto i wszystko w końcu zlało się w jeden wielki, morderczy galimatias. Ostatnia plansza zasygnalizowała jedynie serię wystrzałów, które Marcus miałby skierować w stronę Marii i Stefano, jednak co wydarzyło się naprawdę, nie wiemy. 

Niniejszy tom powinien nam przynieść potwierdzenie naszych przypuszczeń, jednak jak się okazuje nie jest to takie proste. Z okładki zniknęły pojawiające się na nich dotychczas daty i rozpoczynając lekturę, po kilku planszach wciąż nie wiemy, w którym miejscu historii się znajdujemy, choć z pewnością w przyszłości względem 1989 roku. Dopiero kiedy główny bohater serii rozpoczyna pełną muzycznych tropów konwersację z młodszą dziewczyną zdajemy sobie sprawę, że zaczęły się lata dziewięćdziesiąte. Za chwilę potwierdza ów fakt splash ze słynną okładką “Nevermind” Nirvany. Akcja skończyła zatem dwa lata do przodu, Markus się przed kimś ukrywa i prowadzi w duchu typowe dla niego rozkminianie. Dokąd to wszystko prowadzi, zastanawiamy się i… w zasadzie nie dostajemy na to odpowiedzi.

“Ratujcie swoje pokolenie” to najbardziej zaskakujący album w całej serii – nielinearny, mocno refleksyjny, skupiony na wewnętrznych  przeżyciach bohaterów. To wypadnięcie z rytmu jest w jakiś sposób zbawienne dla serii Craiga i Remendera, bo tempo wcześniejszych wydarzeń było w poprzednim tomie (i wcześniej zresztą też) zabójcze, a intensyfikacja emocji ponad miarę, wręcz nieludzka – być może do przebrnięcia tylko przez bohaterów na progu dorosłości, którzy przecież  prowadzą wtedy szczególnie intensywne życie.

W dalszej części, szczególnie kiedy docieramy do rozdziału poświęconego Sai umiejscowionego w jeszcze dalszej przyszłości  “Deadly Class” staje się w pełni opowieścią o konsekwencjach życia na krawędzi i dokonywaniu takich, a nie innych wyborów. Fabuła w “Deadly Class” ma jednak swoje prawa i w końcu zataczamy koło by powrócić do lat osiemdziesiątych. A tam… czekają nas kolejne zaskoczenia, które świadczą o tym, że twórcy mają jednak pewne wymagania wobec czytelnika i  jednocześnie starają się go przekonać, że ich seria nie jest jedynie atrakcyjną wizualnie masakrą. Tej atrakcji wizualnej oczywiście nie sposób “Deadly Class” odmówić, Wes Craig znowu się dwoi i troi w końcówce tomu, a kadry wyglądają czasem tak, jakby miały za chwilę wyskoczyć z obszaru planszy. Znowu wracamy na teoretycznie znany, rozhuśtany emocjami i energią teren, ale w tej serii nic już nie będzie takie jak kiedyś. Czy coś rzeczywiście się skończyło i nadchodzi czas ostatecznej zapłaty za krwawe szaleństwa młodości? Cóż, przekonamy się za jakiś czas. 

Nasza ocena: - 70%

70%

Deadly Class,tom 10: Ratujcie swoje pokolenie. Scenariusz: Rick Remender. Rysunki: Wes Craig. Tłumaczenie: Paweł Bulski. Non Stop Comics

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Mroczny Kryzys na Nieskończonych Ziemiach, tom 2 – punkt krytyczny [recenzja]

Czytelnik komiksów superbohaterskich dociera co jakiś czas do punktu krytycznego i zadaje sobie wtedy pytanie …

Leave a Reply