Gorący temat

Miasto jest nasze – w poczuciu bezradności [recenzja]

Filmowa ekipa odpowiedzialna kiedyś za “Prawo ulicy” wróciła do Baltimore. Efekt znowu jest świetny, choć “Miasto jest nasze”, choćby ze względu na niewielką ilość odcinków, nie jest tak fabularnie złożoną historią jak przywołany wyżej serial, w wielu plebiscytach uważany za najlepszy w historii telewizji.

W pierwszym odcinku nowego serialu Davida Simona nie ma szans, żebyśmy nie poczuli się zagubieni. To i tak nic przy zagubieniu w fabule kilku pierwszych odcinkach “Prawa ulicy”, która z czasem, jak za dotknięciem magicznej filmowej różdżki zmieniła się w precyzyjnie naoliwiony mechanizm. Problemem dla widza w “Miasto jest nasze” są jeszcze regularnie zmieniające się plany czasowe, bo oglądamy historię której początki sięgają 2004 roku z a kończy się kilkanaście lat później. Przez ten czas w życiu głównych bohaterów, policjantów z Baltimore wydarzyło się bardzo wiele z finałem w postaci śledztwa w sprawie nadużyć specjalnej jednostki nieumundurowanych funkcjonariuszy, którzy życie zwykłych mieszkańców miasta zamienili w przedsionek piekła. 

W odróżnieniu od “Prawa ulicy”, “Miasto jest nasze” to w pełni opowieść oparta na faktach, dla której kluczowym momentem jest śmierć czarnoskórego Freddiego  Greya w kwietniu po tragicznym w skutkach zatrzymaniu przez policję.. I choć funkcjonariusze ze wspomnianej wyżej jednostki nie mieli z tą śmiercią nic wspólnego, właśnie to wydarzenie przelało czarę goryczy mieszkańców Baltimore i sprawiło, że inne podmioty z grona służb porządkowych lub organizacje społeczne, jak na przykład ta od spraw obywatelskich, zaczęły bacznie przyglądać się działaniom policjantów, z sierżantem Williamem Jenkinsem na czele, który w serialu jest najważniejszą postacią, w dodatku doskonale zagraną. Nie ma co ukrywać, Jon Bernthal w osobie Wayne’a Jenkinsa stworzył swoją najlepszą kreację aktorską.

Śmierć Freddiego Greya przyczyniła się w Baltimore do zamieszek, ale ta rana ropiała latami. To historia o stopniowej degeneracji służb porządkowych, w których jednostki do zwalczania brutalnej przestępczości dla statystyk nękali zwykłych, najczęściej czarnoskórych mieszkańców miasta. A jeśli już robili nalot na tych naprawdę obracających się w przestępczym świecie, przywłaszczali sobie znalezioną na miejscu gotówkę. Stąd już kolejny krok do handlu pozyskanymi w czasie nalotu narkotykami, bo chęć zysku rosła w miarę konsumowania zagrabionego mienia. Dominowało w tym procederze poczucie bezkarności, bo konsekwencje były żadne, a Jenkins uważany był za prawdziwego bohatera, ale skutkowało też coraz mniejszą samokontrolą. Bo skoro w myśl tytułu miasto jest nasze, więc możemy robić co chcemy.

Serial HBO MAX jest zrobiony w prawdziwie reporterskim stylu, często mamy wrażenie że bardziej oglądamy świetnie zmontowany dokument, niż fabularną produkcję. Twórcy uchylają się też od osądzania swoich bohaterów, po prostu starają się przedstawić fakty, byśmy mogli sami sobie uporządkować w głowie całą układankę. Porządkuje je z nami ekipa dochodzeniowa, na czele z profesjonalną, skrupulatną śledczą (kasią Dominiczak w większej roli niż ta w “Sukcesji”) i często jest tak, że im samym jest trudno zrozumieć postępowanie policjantów, które staje się coraz bardziej irracjonalne i nieodpowiedzialne, mimo że zaczynają czuć już na plecach oddech służb wewnętrznych. Cóż, ta postawa w stylu my tu rządzimy jest po prostu zbyt uzależniająca i w końcu ci, którzy teoretycznie walczą z narkotykami, sami zmieniają się w upojonych władzą i bezkarnością oprychów.

Najbardziej fascynująco wypadają w serialu poszczególne osobowości przesłuchiwanych funkcjonariuszy. Wszyscy sypią, niezależnie od koloru skóry, wszyscy mają na twarzy wypisane coś na kształt satysfakcji, kiedy opowiadają o swoich i kolegów “dokonaniach”, braterstwo okazuje się tu mitem. Jednak dwójka z nich (w zasadzie trójka), ci którzy w serialu zagrali kluczowe role, trochę inaczej widzą rzeczywistość ostatnich lat. Bardziej jak rodzaj gry, niż świadome popełnianie przestępstw. Jeden z nich to sierżant Daniel Hersl, odrażający, skorumpowany typ w niesamowitej, świadomie odpychającej roli Josha Charlesa. Drugi to Wayne Jenkins w brawurowej roli Bernthala, który gra tutaj jak nakręcony, bo przecież tak wpływa na niego ta namiastka władzy, którą posiada. To kreacja, która może stanąć obok tych Ala Pacino w “Pieskim popołudniu”, czy Harveya Keitela w “Złym poruczniku”. Najbardziej fascynujące w tej postaci jest to, że do końca oszukuje sama siebie i nie potrafi po imieniu nazwać swoich czynów. To w jakimś sensie postać tragiczna, gość który mógłby być świetnym policjantem, gdyby nie czające się wokół pokusy.

Dla przeciwwagi mamy jeszcze postać czarnoskórego gliniarza, Seana Suitera, który jakiś czas spędził w oddziale Jenkinsa, a teraz jest detektywem w dziale zabójstw. Był świadkiem przekrętów, jest szczęśliwy, że udało mu się stamtąd uciec i widać, że profesjonalnie podchodzi do swojej roboty. Niestety zetknął się z choroba toczacą policję Baltimore i chcąc nie chcąc jest nią zarażony. W przypadku tego bohatera, w którym wspólnie walczą wstyd, lojalność i szacunek dla prawa widać najlepiej, że dostajemy opowieść o węźle gordyjskim, który jest nie do rozsupłania potrzebne jest precyzyjne cięcie, na wykonanie którego nikt nie ma odwagi. Stąd ofiary tej sytuacji, bezpośrednie i poboczne. Tak jest zazwyczaj w przypadku wojny i takie oskarżenie pada z ust jednej z postaci serialu. Skoro tak właśnie określa się walkę z przestępczością narkotykową, to oznacza, że jest to również wojna wypowiedziana społeczeństwu. To jeden z najmocniejszych fragmentów serialu, w którym twórcy powracają do jednego z wątków “Prawa ulicy” pokazując, że w tej kwestii nic się nie zmieniło i jeszcze nie narodził się taki geniusz, który mógłby coś w tym temacie zmienić. Z tego powodu “Miasto jest nasze” tym mocniej wybrzmiewa jako swoista coda dla “Prawa ulicy”, pozostawiając nas w poczuciu bezradności, tak jak rezygnującą ze swojej pracy w zespole od praw obywatelskich, Nicole Steele. Smutne to i cholernie prawdziwe. 

Miasto jest nasze

Nasza ocena: - 85%

85%

Twórcy: David Simon. Występują: Jon Bernthal, Josh Charles i inni. HBO MAX 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Stranger Things, sezon 4, cz. 1 – dokąd biegniesz, Max? [recenzja]

Jeśli zastanowić się nad tym jakie produkcje stałym się fundamentami popularności największego serwisu streamingowego na …

Leave a Reply