Gorący temat

Mroczne Miasta. Mury Samaris – przewrotna architektura [recenzja]

“Mury Samaris” to pierwszy tom cyklu “Mroczne Miasta”, który wydawnictwo Scream Comics zaczęło publikować w 2019 roku. W ten sposób mamy już (prawie) komplet jednej z najważniejszych i najlepszych serii komiksu frankofońskiego.

Polski cykl wydawniczy “Mrocznych Miast” okazał się zatem równie zakręcony jak sama seria Benoita Peetersa i Francoisa Schuitena. Scream Comics zaczął w 2019 roku  od drugiego tomu, czyli “Urbikandyjskiej gorączki” głównie dlatego, że jedenaście lat wcześniej mieliśmy już pierwsze wydanie “Murów Samaris” z Wydawnictwa Manzoku i zapewne nowy wydawca nie chciał ryzykować. Kolejne tomy cyklu sprzedawały się bardzo dobrze, luka była coraz wyraźniejsza i wreszcie doczekaliśmy się wznowienia pierwszej części serii i to z bonusem, który rekompensuje te zawirowania. A że Scream Comics ma jeszcze wydawać serie poboczne “Mrocznych Miast” i niespodziewany, najnowszy tom (“Powrót Kapitana Nemo”), który ukaże się niebawem na zachodzie Europy, cały cykl nadal będzie pęcznieć na półce niczym żyjąca własnym życiem architektura w Peetersa i Schuitena.

“Mury Samaris” były swoistym badaniem terenu i możliwości materii komiksowej dla niezwykłej wyobraźni obu twórców, których połączyła miłość do architektury. Coś, co na co dzień stanowi dla nas constans – mijane przez nas mury, budynki, konstrukcje (chyba że akurat zwiedzamy to, czego na co dzień nie widzimy), dla Peetersa i Schuitena stało się aktem wyobrażonej podróży po nieistniejących krainach, w których architektura (ale też inne dziedziny twórczej pasji człowieka) mogą być odbierane równie emocjonalnie, co ludzkie czyny i uczucia. Te ludzkie emocje w “Mrocznych Miastach” najczęściej są skrywane i eksplodują po jakimś czasie, a żeby do tego doszło musi nastąpić sprzęgnięcie formy i treści, konstrukcji i przeżycia. Bo najpierw jest błądzenie po omacku, próba dotarcia do sedna rzeczywistości, krążenie wokół często w ospałym, onirycznym rytmie. Ale przez to, że odbyw sie to na tle zadziwiających formalnie konstrukcji architektonicznych, zaczarowuje i omamia zarówno czytelnika, jak i bohatera komiksu.

W “Murach Samaris” jest nim Franz, mieszkaniec miast Xhystos, który na zlecenie miejskiej rady wyrusza z misją do Samaris, w którym zaginęli, bądź nawet do niego nie dotarli poprzedni wysłannicy. Przed naszym bohaterem ciężka i długa droga, a im bliżej jest tytułowych murów Samaris,  tym bardziej miasto wydaje się od niego oddalać. W końcu jednak dociera do swojego celu i wtedy wokół niego zaczynają dziać się naprawdę niezwykłe rzeczy. 

Już w Xhystos architektura – w tym przypadku spod znaku art nouveau – wydaje się być przytłaczająca. W Samaris ta natarczywość konstrukcji wskakuje na wyższy poziom, wywracając świat Franza do góry nogami i igrając z jego zmysłem postrzegania. W “Murach Samaris” pojawia się również, choć tylko na chwilę, ale za to jako ważny element fabuły postać kobieca, Carla, będąca katalizatorem eksplodujących u Franza, emocji który nie może poradzić sobie z tajemnicami miasta. Wyzwolenie emocji to zazwyczaj punkt zwrotny w fabułach “Mrocznych Miast” i wejście na nowy etap podróży – puszczają hamulce, rzeczywistość przygniata, zostaje konfrontacja lub ucieczka. Bohater ze stanu zawieszenia wpada w sidła nadmiernej aktywności, która równie dobrze może prowadzić do wyzwolenia jak i szaleństwa. A przewrotna architektura mu w tym wtóruje.

“Mury Samaris” czytałem bodajże czwarty lub piąty raz i wciąż w równej mierze to opowieść która i fascynuje, i niepokoi. Tak samo zresztą jak wspomniany wyżej bonus, czyli obszerne dodatki do albumu w postaci niedokończonej historii “Tajemnice Pahry”. Dostajemy tu kilka krótkich opowieści – trzy czarno białe, powiązane z początku z architekturą Paryża i czwarta kolorowa, która dzieje się w tytułowym mieście. Tym razem bohater jest skryty przed oczami innych (albi tylko tak sądzi) i spędza swój czas w architektonicznych bebechach – kanałach, podziemiach, tajnych przejściach między murami. W kolorowej opowieści wszystko zaś eksploduje, a architektoniczne bebechy muszą wyjść w końcu na wierzch. Niektóre wątki w „Tajemnicach Pahry”, twórcy wykorzystali w kolejnych opowieściach, ale jest tu też bardzo intrygujące połączenie z “Murami Samaris”. W nowej edycji komiksu zabrakło posłowia z pierwszego wydania, z którego mogliśmy się dowiedzieć, że twórcy (i czytelnicy) nie do końca byli zadowoleni z fabuły komiksu i nawet zmieniali zakończenie. Zmiana to zresztą najistotniejsza kwestia “Mrocznych Miast”. Architektura może nam się wydawać czymś stałym, ale przecież wciąż są burzone stare budynki i wciąż powstają nowe. Stagnacja bohaterów, mająca w sobie coś bardzo kafkowskiego również wymusza zmianę, która zatrzęsie światem przedstawionym w posadach. I takie są właśnie “Mroczne Miasta” – potrafią wyzwolić u swoich bohaterów i pewnie częściowo u czytelników iskrę, która każe działać, nie bacząc na konsekwencje – ważny jest sam akt działania . A jak będzie i co będzie, kiedy zmiana nastąpi, to już jest inna historia. 

Mroczne Miasta. Mury Samaris

Nasza ocena: - 80%

80%

Scenariusz: Benoit Peeters. Rysunki: Francois Schuiten. Tłumaczenie: Jakub Syty. Scream Comics 2023

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Przysięga tom 2 – godne zwieńczenie martinowskiej opowieści [recenzja]

Drugi tom zbiorczy „Przysięgi” cechuje większy fabularny mistycyzm, niż miało to miejsce w części pierwszej, …

Leave a Reply