Gorący temat

Mroczny Kryzys na Nieskończonych Ziemiach, tom 1 – raz lepiej, raz gorzej [recenzja]

Joshua Williamson kontynuuje swoją historię w ramach Uniwersum DC zmierzają do tego właśnie, kluczowego momentu, czyli kolejnego kryzysu, który tak jak poprzednie, ma za zadanie wstrząsnąć światami superbohaterów. 

Był czas, kiedy na Uniwersum DC składało się wiele światów  tworzących olbrzymie multiwersum. Za tę mnogość (w domyśle: bałagan) wzięli się w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku Marv Wolfman i George Perez i w “Kryzysie na Nieskończonych Ziemiach” poukładali uniwersum na nowo – prościej. Uniwersa superbohaterskie mają jednak tendencje do rozbuchania i po jakims czasie wszechświatów znowu sie namnożyło – dokładnie pięćdziesiąt dwa, jak przedstawił to w albumie “Multiwersum” Grant Morrison. Przed i po były jeszcze różne kryzysy, aż przyszedł ten najdziwniejszy (długo po lekturze, wciąż nie mogę ogarnąć co tam się dokładnie wydarzyło), czyli “Batman. Death Metal”, po którym bańka pękła i multiwersum zamieniło się w omniwersum. Nowy omniwersalny status nie jest jednak określany mianem bałaganu, tylko nowych możliwości (twórcy pokazali jak je wykorzystać n.p. w miniseriach z cyklu  “Stan przyszłości”). Światów i wszechświatów znowu jest więcej, wszystko może się tu zdarzyć, więc czemu nie zafundować czytelnikom kolejnego kryzysu? I oto tak jak w tytule, kryzys nadchodzi – mroczny i nawiązujący do niegdysiejszego “Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach”. 

Tempo popadania uniwersum DC w kolejne kryzysy jest przytłaczające. I czytelnicy i superbohaterowie nie mają chwili na oddech, muszą szykować się na kolejną, teoretycznie rozstrzygającą o statusie nawalankę, a prawdziwy efekt zazwyczaj jest taki, że mało co się zmienia. W “Batman. Death Metal” Scott Snyder pokazał co prawda niecodzienną wizję, odbiegająca od innych eventów, ale całość wyszła cokolwiek topornie. W najnowszym kryzysie sam tytuł wskazuje, że Joshua Williamson zamierza żerować na sentymencie, bo to po prostu stało się ostatnio modne. Którędy droga? – wydają się rozmyślać kolejni twórcy i prawda jest taka, że sami tego dokładnie nie wiedzą. A tymczasem to nie sam kryzys, tylko droga do niego wydaje się najciekawsza, co Williamson udowodnił w intrygującej “Nieskończonej granicy”. Potem, czyli w Międzywymiarowej Lidze Sprawiedliwości” nie było już tak dobrze, choć trafił się jeszcze rodzynek w postaci niezłego “Batmana. Wojny Cieni”. który za sprawą tego, co wydarzyło się z Deathstrokiem również ma sporo wspólnego z “Mrocznym Kryzysem na Nieskończonych Ziemiach”.

W ciągu dwóch miesięcy dostaniemy dwa tomy tego eventu. Pierwszy wywołuje mieszane uczucia, nawet jeśli zaczyna się jak w tytule zeszytu, czyli “Zagładą Ligi Sprawiedliwości”. Czytelnik komiksów superbohaterskich już tyle widział, tyle przeżył razem z superbohaterami, że ich zejście ze sceny traktowane jest z pewną pobłażliwością, bo  z tyłu głowy mamy zakodowane, że przecież oni wrócą, w jakiś kolejny, przekombinowany sposób, ale wrócą.

No dobrze, ale skoro ich nie ma, pałeczkę muszę przejąć potencjalni następcy – Jon, syn Supermana, czy Nightwing, podopieczny Batmana. Co ciekawe, nie wydają się jakoś mocno przejęci tym co się wydarzyło, ale jest na to usprawiedliwienie – na żałobę nie ma czasu, bo złoczyńcy, odkąd Liga Sprawiedliwości wypadła z gry przejawiają nadmierną aktywność. A gdzieś w tle, na obrzeżach kosmosu, za sprawą Pariasa (czyli ważnego dla “Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach Kella Mossy) nadchodzi Wielka Ciemność, która ma pochłonąć omniwersum. 

Ta Wielka Ciemność to nie jest szczególnie mocny punkt fabuły, ale jej enigmatyczność i brak dookreślenia w paradoksalny sposób działa. Po co bowiem kombinować, wymyślać złożone scenariusze w stylu Jonathana Hickmana, skoro pod pojęciem Wielkiej Ciemności kryje się wszystko, co potrzebne by stworzyć wyjątkowe zagrożenie. Superbohaterowie szykują się więc na konfrontację, złoczyńcy robią swoje i tak to się toczy przez pierwszy tom, którego punkt kulminacyjny, czyli zagładę Ligi Sprawiedliwości dostaliśmy na początku historii. Potem nie może się ona odpowiednio skleić i rozbujać, bo skaczemy po różnych wątkach i opowieściach i w końcu okazuje się, że te poboczne są po prostu ciekawsze.

Chodzi konkretnie o miniserię “Poszukiwania Barry’ego Allena” – bohater zniknął w dziwnym, jakby wyjętym ze Złotej Ery Komiksów świecie, a jego bliscy i przyjaciele, posiłkując się mocą prędkości, próbują go odszukać, trafiając na alternatywne wersje superbohatera. Historia wciąga, ciekawi i daje odpoczynek od głównego wątku ciesząc również oko rysunkami Amancaya Nahuelpana, bo Daniel Sampere, który tworzy główny wątek “Mrocznego Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach” wydaje się jakiś bezpłciowy. A im bliżej końca albumu, tym bardziej robi się ciekawie i ku zaskoczeniu czytelnika, także kameralnie. Bo na tymże końcu dostajemy dwie najlepsze opowieści w komiksie, czyli „Poza Ziemią” Toma Kinga i „Budowniczego” Phillipa Kennedy Johnsona. Te jednozeszytowe wstawki rozbudowują ważne  dla eventu postacie – Jona Kenta i jednego z Green Lanternów, czarnoskórego Johna Stewarta. To swoista cisza przed burzą, która powinna nadejść w drugim tomie, obie historie są bardzo dobrze narysowane i opowiedziane z pomysłem. Aż żal, że nagle musimy przerwać lekturę.

A zatem – nie jest tak źle, ale też nie jest specjalnie dobrze. To nierówna kompilacja, w której w ogóle nie czuć wagi zagrożenia, ale która ma ciekawe momenty. Joshua Williamson stara się jak może, kombinuje, ale tu ciężko wymyślić coś nowego i spektakularnego, bo wszystko już było. Kryzysów i resetów mieliśmy już tyle, że w sprawczość kolejnego już po prostu nie wierzymy. A i tak zawsze wracamy do tematu z nadzieją, że może tym razem zostaniemy naprawdę zaskoczeni. Zaglądając w niedaleką przyszłość, w stronę nadchodzącego drugiego tomu, jakoś tego zaskoczenia na horyzoncie nie widzę.

 

Mroczny Kryzys na Nieskończonych Ziemiach, tom 1

Nasza ocena: - 60%

60%

Scenariusz: Joshua Williamson i inni. Rysunki: Daniel Sampiere i inni. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Egmont 2024

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Dieter Lumpen – hiszpański kamrat Corto Maltese [recenzja]

Dieter Lumpen to awanturnik i prawdziwy „niebieski ptak”. Ima się rożnych prac, często balansując na …

Leave a Reply