Gorący temat

Świt X. Wolverine – historia bez polotu [recenzja]

Marvel coraz częściej potrzebuje nowego otwarcia dla poszczególnych serii, by nie popaść w nadmierny kreacyjny marazm. Stąd kolejne restarty serii, dające konieczną dla nowych scenarzystów przestrzeń i szansę wyjścia poza sztywny kanon. Czasem wychodzi to lepiej, czasem gorzej.

Wolverine, nie ukrywam, jest jedną z moich ulubionych marvelowskich postaci. Dziki, bezkompromisowy, o skomplikowanej przeszłości i jakże odległy od ugładzonych, nad wyraz porządnych trykociarskich postaci z uniwersum. Nawet w obrębie zespołu X-Men wyróżnia się nieposkromioną naturą i wrodzonym brakiem pokory, co pozwalało na przestrzeni lat kolejnym twórcom rozwijać jego postać. I choć za samymi X-Menami nie przepadałem jakoś przesadnie, to jednak ten superbohater ze szkieletem z adamantium zawsze miał moją sympatię. Dlatego z ciekawością sięgnąłem także i po ten album. Nowe otwarcie dla świata X, zapoczątkowane w albumie „Ród X/Potęgi X” przez Johnatana Hickmana niosło X-Manom powiew świeżości i pozwalało mocno przemodelować także poboczne historie tworzone w obrębie uniwersum. Pozorny azyl dla mutantów utworzony na sielskiej wyspie Kraoka oczywiście nie może opędzić się od zagrożeń, bo jeśli coś jest zbyt piękne, by było prawdziwe, to zwykle należy spodziewać się kłopotów.
Tym razem w historii pobocznej – za którą w warstwie scenariusza odpowiada znany choćby z „Green Arrow” Benjamin Percy – ktoś wykorzystuje bezcenne płatki kwiatów z Krakoi na niebezpieczny narkotyk. Wolverine nie byłby sobą, jeśli nie broniłby zaciekle tego, co oswoił się nazywać domem. A kiedy nasz bohater wpada we wściekłość – a dzieje się tak zwykle, kiedy ma kogo lub czego bronić, co jest dla niego ważne – zazwyczaj rozpętuje się krwawe piekło. Czy i tym razem Wolverine podoła? I czy jego czynnik gojący wystarczy, by zaleczyć rany, które odniesie? Bo, że odniesie liczne, to z góry wiadomo…

Otwarcie nowej, pobocznej serii ze świata X wypada… tak sobie. Jest tu z jednej strony dużo akcji, dużo typowej dla Wolverine’a rozwałki. Są trochę topornie skrojone twisty i zarys intrygi, która jednak nie powala ani oryginalnością, ani przesadnie – wykonaniem. Całość, mimo starań Percy’ego nie porywa wykonaniem i komiks czyta się do końca bez przesadnych emocji – może przez jego przewidywalność – i zapomina zaraz po lekturze. Najgorsze, że nijak nie potrafiła ta historia wzbudzić we mnie pragnienia poznania kontynuacji. Ot, będzie, to będzie, zapewne przeczytam, dla zasady, ale nie, żebym na nią czekał. I szkoda, że się tak ciekawy bohater – w interesująco zrebootowanej serii – doczekał tak miałkiego, nie wykorzystującego jego potencjału rozwinięcia.

Graficznie jest nieźle. Dynamicznie, kolorowo, z dbałością o detal. Ale znów – bez przesadnej oryginalności, bardzo zachowawczo w warstwie rysunku. I Adam Kubert (tak, z tych Kubertów) i Victor Bogdanovic skupiają się na tym przede wszystkim, by stylistycznie wpasować się w typową już, oswojoną estetykę X – Manów. A ja przyznaję, może robię się już zwyczajnie starym zgredem, ale coraz częściej poszukuję w komiksie – także marvelovskim – jakiejś warstwy eksperymentalnej. Nie tylko w fabule, ale także w rysunku. A to, co prezentują twórcy tutaj, jest trochę pójściem na łatwiznę, trochę wpasowywaniem się w znany (i – nie ukrywajmy, lubiany przez wielu) estetyczny standard.

„Świt X. Wolverine” to komiks zwyczajnie średni. Można by powiedzieć, letni, niewzbudzający wiele emocji. Zachowawczy, daleki od tendencji rewolucyjnych, zarówno w warstwie fabularnej, jak i graficznej. Spodobać się może młodym odbiorcom, którzy jeszcze nie znają od podszewki marvelowskiego świata, którzy jeszcze odkrywają swoją przestrzeń zainteresowań w świecie superbohaterów. Dla starych wyjadaczy niewiele znajdzie się tutaj powodów do zachwytów. Ale może to nieuchronność, takie pokoleniowe zmiany, celowanie w inną wrażliwość, w inny sposób narracji, czy nawet rysunku? Inny, ale w jakiś sposób taki sam. Bez przesuwania granicy, bez poszukiwania nowego, ale tworzenia w ramach ukształtowanego już status quo, który – mimo solidnego reebotu całości, w detalach nie chce odbiegać zanadto od tego, co znane, co nieźle sprzedawalne? Bo wiadomo, ze już dawno w komiksie Marvela artyzm zszedł na dalszy plan, a liczy się przede wszystkim tabelka w Excelu… I ten komiks niestety mocno tę tezę potwierdza.

Świt X. Wolverine

Nasza ocena: - 60%

60%

Scenariusz: Benjamin Percy. Rysunki: Adam Kubert, Viktor Bogdanović. Tłumaczenie: Bartek Czartoryski. Wydawnictwo Egmont 2024

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Dieter Lumpen – hiszpański kamrat Corto Maltese [recenzja]

Dieter Lumpen to awanturnik i prawdziwy „niebieski ptak”. Ima się rożnych prac, często balansując na …

Leave a Reply