Gorący temat

Alack Sinner. Tom 1. Wiek niewinności – arcydzieło na podwalinie kryminału noir [recenzja]

„Alack Sinner” to arcydzieło. Z jednej strony materiał fabularnie mocno grający gatunkową kliszą noir, by jednocześnie co rusz poza nią wychodzić, poszerzać tekstową przestrzeń o dodatkową perspektywę. To z pewnością jedna z ważniejszych publikacji komiksowych roku.

Okładka kusi, podsuwając oczywiste skojarzenia z Frankiem Millerem i jego kultowym „Sin City”. Ale Miasta Grzechu może w ogóle by nie było, gdyby nie duet Munoz / Sampayo, którzy wcześniej wykorzystali ten cudownie pasujący do noir koncept grania plamami czerni i bieli. I stworzyli bohatera, który z jednej strony doskonale wpisuje się w szablon postaci z kryminału noir, by jednocześnie co rusz wykraczać poza jego ramy. Alack Sinner jest bowiem byłym policjantem, który za przesadną uczciwość i wiarę w sprawiedliwość – niekoniecznie uliczną – stracił wszystko i zmuszony był zostać prywatnym detektywem. Balansuje więc na krawędzi ubóstwa, mając na pieńku z większością miejscowych policjantów, znienawidzony przez komendanta i darzony szorstką przyjaźnią tylko przez jednego śledczego… Alack to samotnik, człowiek zagubiony, który odnaleźć się nie tyle nie chce, ile bardziej nie potrafi. Ale te próby szukania samego siebie, tego poszukiwania własnego ja oraz tego, co zdołałoby ukoić wewnętrzny, wiecznie tlący się smutek koncentrują się w bluesowych klubach dla czarnych, w tanich barach z podłą whisky i jeszcze gorszą kawą albo ramionach kobiet, które na jakiejś płaszczyźnie pragną Sinnera, ale jednocześnie odpychają go, porzucają, pozostawiają osamotnionego, kiedy tylko ten zacznie wierzyć, że oto odnalazł spokój i kogoś bliskiego.
Zasiedla ten komiks cała galeria postaci nietuzinkowych, postaci dziwacznych, postaci na wskroś nieprawdopodobnych – co czyni je, paradoksalnie, prawdziwszymi, autentyczniejszymi. Miasto w nim ukazane – będące jednocześnie równoprawnym bohaterem – jest brudne, nieprzyjazne, odpychające. Trudno odnaleźć w nim cokolwiek dobrego, ale to może i wina obszarów eksplorowanych i portretowanych przez twórców. Podłych knajp, szemranych zaułków, dzielnic zasiedlanych przez biedotę, przez życiowych rozbitków i ludzi co najmniej życiowo zagubionych, niezależnie od materialnego, czy społecznego statusu. Każdy tutaj jest pokaleczony, niewpasowany, bo i samo miasto – a może lepiej, Miasto? – zdaje się przede wszystkim ranić, odpychać, poniewierać?
Alack ze strony na stronę, z opowieści na opowieść marnieje, moralnie eroduje, zatraca wiarę w jakąkolwiek sprawiedliwość czy sens starań o lepsze jutro, skoro te starania za każdym razem płoną na panewce, nieważne, ile wysiłku w nie włoży. Staje się więc ten tom swoistą kroniką upadku bohatera. Jego powolnym, acz nieubłaganym popadaniem w marazm, zatracaniem poczucia sensu i własnej sprawczości, poddawaniem się nieuchronności losu, obowiązkowo tragicznego.
Zaczyna się w pierwszej opowieści historią bardzo klasyczną, mocno wpisaną w sztampowy sztafaż noir, by z odcinka na odcinek rozwijać się, poszerzać perspektywę, poruszać coraz poważniejsze – a w ujęciu literackim, też ciekawsze – wątki społeczne lub polityczne. I z każdą kolejną stroną zdaje się „Alack Sinner” wykraczać poza przyjętą estetykę, uciekać od niej, starając się powiedzieć więcej, niż tylko nową opowiastkę o prywatnym łapsie, którego przytłacza życie.
I nieuchronnie, im bardziej zagłębiamy się w niniejszy, pierwszy tom komiksu, oddalamy się od gatunkowego rdzenia noir. Autorzy świadomie uciekają od niego, wykraczając dalej, poszukując czegoś więcej, niż prosty, sztampowy schemat noir. Zaczyna się ta dekonstrukcja gatunkowa już w znakomitym „Vietblues”, w którym mocno uwidaczniają się ciągoty twórców do wyjścia poza gatunkowe, przyjęte z początku ramy, by z każdym kolejnym odcinkiem mocniej, bardziej ciążyć ku mrocznej, ponurej, surowej i naturalistycznej opowieści obyczajowej.
Warto zauważyć, że ta ucieczka od konwencji akcentowana jest dodatkowo przez zmianę profesji Alacka. W pewnym momencie traci on detektywistyczną licencję i podejmuje się pracy taksówkarza, co ostatecznie zdaje się przypieczętowywać oderwanie od trzonu noir, z jakim z początku mamy do czynienia. (Zwróćcie przy okazji uwagę na kadr świetnie nawiązujący do słynnego „Taksówkarza” z De Niro w roli głównej!). W takim zresztą ujęciu tym karykaturalniej — zamierzenie — zdaje się wybrzmiewać tytuł niniejszego tomu: „Wiek niewinności”. Wszak bohater jest owej niewinności, podszytej idealistyczną naiwnością konsekwentnie pozbawiany, odzierany z niej, do cna.
Dużo tutaj wątków społecznych, politycznych. Mocno nakreślony jest problem brutalności policji, systemowego rasizmu czy dławienia wszelkich robotniczych zrywów przez brutalny kapitalizm, który nie zna ograniczeń. Nadaje to mocno lewicowego wydźwięku całemu komiksowi, ale to akurat dla mnie wartość dodana, bo jest to lewicowość, społeczne zacięcie, dalekie od prostego, krzykliwego idealizmu, a bardziej trzeźwe spojrzenie na klincz społeczno – gospodarczy, w jaki zepchnął nas niekontrolowany kapitalizm. Autorzy nie tyle negują kapitalistyczne podwaliny jako takie, z jednoczesnym brakiem wychwalania prostego, sztampowego socjalizmu, ale próbują zdroworozsądkowo zaakcentować zauważalne problemy, z jakimi boryka się świat, ciążący – dowolnie, w różnych okresach – w stronę którejś ze skrajności. Z których żadnej nie można określić jako akceptowalnej samej w sobie.

W warstwie graficznej to komiks bardzo specyficzny. Wspomniałem już o Franku Millerze, ale warto podkreślić, że w jego przypadku kreska była zdecydowanie bardziej realistyczna, mniej zdeformowana, mniej oniryczna, niż prezentowana tutaj. Zdecydowanie bliżej „Alackowi Sinnerowi” do prac Eduardo Risso, który zapewne twórczością Munoza się inspirował. Zdecydowanie jednak tym, co wyróżnia grafika niniejszego komiksu, jest pewna ekspresyjna swoboda, z jaką podchodzi do rysunku. Kreska jest tu miejscami mocno schematyczna, wręcz chciałoby się rzec – niedbała. Ale to tylko pozory, bo kolejne kadry udowadniają, że wszystko jest tutaj przemyślane, ta deformacja ma posłużyć za wzmocnienie wydźwięku opowieści, za zbudowanie klimatu adekwatnego dla tak ponurej estetycznie historii. Nietypowe kadrowanie, mocny przekaz zawarty w sporadycznie umieszczanych, dopracowanych elementach tła, jak architektura, czy przedmioty, nagłówki gazet etc., dodają głębi samym rysunkom, korespondując silnie z warstwą narracyjną i uzupełniając ją o dodatkowe szczegóły. Deformacja postaci i podobne ujęcie tła w kolejnych planszach wzmacnia poczucie odrealnienia, co ma na celu zaakcentowanie ogólnej zgnilizny przedstawianego świata. To spojrzenie Alacka na otaczającą go rzeczywistość, które udziela się – poprzez tak zdeformowaną, oniryczną kreskę – i nam, odbiorcom. To doskonały przykład, jak wiele w komiksie, w finalnym wydźwięku dzieła komiksowego zależy od rysownika. W jak dużym stopniu ma on wpływ na ogólny, finalny efekt, jak znacząco wpływa na ostateczny kształt dzieła. Tutaj rysunek nie stanowi jedynie prostej ilustracji warstwy narracyjnej, nie jest tylko prostym dopełnieniem opowieści, ale stanowi jej integralną część, umożliwiającą powiedzenie więcej, snucie pobocznych, czysto graficznych, niezależnych od głównej linii fabularnej opowieści. Rysownik nie uzupełnia tutaj scenarzysty, ale wraz z nim komponuje całość i jeden w oderwaniu od drugiego uczyniłby z pewnością „Alacka Sinnera” dziełem niepełnym, niedokończonym.

„Alack Sinner” otwarciem obiecuje kryminał noir, by w trakcie snucia swojej historii przetransformować do mrocznej opowieści obyczajowej z mocnym podbarwieniem politycznym. Nie jest to więc komiks do polecenia zatwardziałym fanom noir. To album raczej dla tych, którzy szukają eksperymentów zarówno w formie, jak i treści. Eksperymentów, mocno osadzonych w klasycznym sztafażu gatunkowym, ale jednak solidnie wykraczającym poza jego granice. To komiks dla wymagających? Z pewnością. Uczta? To mało powiedziane!

Alack Sinner. Tom 1. Wiek niewinności

Nasza ocena: - 100%

100%

Scenariusz: Carlos Sampayo. Rysunki: Jose Muñoz Tłumaczenie: Katarzyna Skórska. Wydawnictwo Mandioca 2024

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Lucyfer, t.4: diabeł w głębi serca – współczucie dla diabła [recenzja]

Czwarty i ostatni  tom „Lucyfera” w ramach “Sandman Uniwersum” potwierdza wysoką jakość serii o Gwieździe …

Leave a Reply