Gorący temat

MŻKN. Moje życie kiepsko narysowane [recenzja]

„MŻKN” to intrygujący  formalnie i konstrukcyjnie  zapis doznań mężczyzny pogrążonego w smudze cienia. Rozrachunek z przeszłością, czyli młodością, z którego wynika… No właśnie, cóż takiego?

Dla nas, Polaków, Gipi jest jednym z wielu zagranicznych twórców , który za pośrednictwem Timof Comics ( i po części Kultury Gniewu)  dostarcza ciekawych, różnorodnych tematycznie tytułów. To autor skłaniający do myślenia, zadziwiający umiejętnościami plastycznymi, ale czy bliski naszym polskim sercom? Tymczasem we Włoszech Gipi to jeden z komiksowych filarów, drapieżny i zarazem liryczny bóg rysunkowych opowieści odwrotnie proporcjonalny do klasyki spod znaku Pratta i Manary. Taki, który był wzorem dla niedawno wydanego u nas komiksu Zerocalcare, megabestsellerowej we Włoszech  “Przepowiedni pancernika”. Ten młodszy Włoch wprost odwoływał się do Gipiego, także  ironizował na jego temat i po przeczytaniu “MŻKN” widać, że również polemizował i naśladował na swój autorski sposób również. A w udany sposób naśladować i korespondować z twórczością Gipiego to naprawdę sztuka. Tak jak sztuką, boleśnie przeżywaną przez twórcę, jest niniejszy album

“MŻKN”, zgodnie z swoim tytułem to komiksowy mazaniec o undergroundowym sznycie – pewnie znalazłoby się sporo głosów, że Gipi generalnie brzydko rysuje, tutaj szczególnie i jeszcze  usprawiedliwia się samym tytułem. Włoski autor jednak potrafi naprawdę pięknie rysować, czy raczej malować – jako pejzażysta, wśród komiksowych autorów jest niezrównany. Choć nie oczekujmy tu realizmu – pejzaże Gipiego, czego dowodem jest okładka “MŻKN” to impresje, wyglądające jak mazanie farbą od niechcenia, z czego i tak powstaje obraz chwytający za duszę. A jednak i w szkicowej wersji jego opowieści trafiają się kadry, które zatykają dech z wrażenia – kto jest zwolennikiem takiego stylu, szybko na nie w komiksie natrafi. 

W oryginale “MŻKN” wyszło w 2008 roku, kiedy Gipi miał już czterdzieści pięć lat. W ogóle jego różne albumy wychodzą u nas niechronologicznie, a że spora ich część to w dużej mierze dzieła posiłkujące się biografią autora, całościowy obraz jest nieco zagmatwany. W “MŻKN” teoretycznie się klaruje, ale Gipi robi wszystko, by podczas lektury było jak w zwierciadle – niejasno. Może musi tak robić, ponieważ ów album to artystyczne full disclosure, na czele z tajemniczą chorobą na siusiaku, która na początku opowieści staje się katalizatorem dla gonitwy wyobraźni. Ta gonitwa rozchodzi się w różne strony, nie tylko w autobiograficzną przestrzeń. A może i tylko – bo Gipi, niczym w literackich strumieniach świadomości przeskakuje z kontekstu na kontekst, mnożąc odnogi fabularne, które mogą być wszystkim – nagłym kaprysem autora, nawiązaniem dosztukowanym na siłę, czy zupełnie oddzielną, kolorową piracką opowieścią, z której zajawkę mamy na okładce. Czyżby autor w tej opowieści był po prostu statkiem zagubionym na bezkresnym morzu życia, które próbuje na naszych oczach zmienić w zamotaną komiksową fabułę? I czy w ogóle jesteśmy pewni, że jest to rzeczywiście jego własna, impresyjna w stylu i formie autobiografia?

Tej fabuły nie da się zebrać w klarowny opis, zresztą nie ma sensu tego robić. Trzeba dać się porwać narracji Gipiego, który w surowy, a zarazem w jakiś czuły sposób wraca do fragmentów młodości, do jej najgłupszych i najboleśniejszych momentów. Młodość w jego opowieści jawi się jako irracjonalne doświadczenie, moment kiedy nie trzeba jeszcze poszukiwać sensu życia, tylko z życia korzystać, zanim te, w całej swojej fizyczności i niestabilności zacznie brać odwet na naszych starszych wersjach. 

Zapewne przed takim momentem drżał autor “Przepowiedni pancernika”, dając nam równie przejmujący, ale też bardziej prześmiewczy obraz owego czasu, jakby nie był w stanie dorównać degrengoladzie bohatera/bohaterów Gipiego. Bo u tego ostatniego to wizja bez żadnej taryfy ulgowej – niemal do końca albumu. W finale autor jakby poczuł, że pojechał za bardzo i na końcu trzeba jednak wyhamować i zrobić dobrą minę do złej gry – bo może jednak jest w tym wszystkim jakiś sens? No właśnie, może…

MŻKN. Moje życie kiepsko narysowane

Nasza ocena: - 80%

80%

Scenariusz i rysunki: Gipi. Tlumaczenie: Jacek Drewnowski. Timof Comics 2023

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Excalibur. Kroniki – historia legendarnego miecza opowiedziana na nowo [recenzja]

Już sam tytuł albumu – „Excalibur. Kroniki” – wskazuje całkowicie czytelny trop dla odbiorcy, w …

Leave a Reply