Gorący temat

Hombre. Księga I – surowe postapo pełną gębą [recenzja]

Ile trzeba, by człowiek zdegenerował się, cofnął w rozwoju i stał bezmyślną, reagującą na podbudowie pierwotnych instynktów bestią? Jak pokazują liczne konflikty w historii, czasu na to potrzeba boleśnie niewiele. Zaskakująco gwałtownie jesteśmy zdolni odrzucić człowieczeństwo i posuwać się do niewyobrażalnego okrucieństwa. A w tym ujęciu sceneria komiksu „Hombre” nabiera zaskakująco naturalistycznej wymowy.

„Hombre” nie tyle szokuje brutalnością – bo ta jest dla podjętego gatunku i samej konwencji  i charakterystyczna, i wręcz oczekiwana, dla naturalnego wyrażenia estetyki czasów, o jakich opowiada. Zaskakuje „Hombre” czymś innym – ciekawym wyważeniem owej brutalności i człowieczeństwa w głównym bohaterze, który może i zdaje się początkowo ciosany dość topornie, ale praktycznie już od pierwszych plansz potrafi zachowywać się nieszablonowo, w sposób łamiący podejmowany schemat. I to chyba główna siła przekazu tego komiksu – ta nieoczywistość bohatera, który gdzieś w głębi zachował ludzkie uczucia, a jednocześnie potrafi wykazać się oschłą, bezczelną bezwzględnością, wynikającą z życia w takich, a nie innych czasach.

Antonio Segura – odpowiedzialny za scenariusz – wyraźnie stara się nie tworzyć bohatera kryształowego, nieskazitelnego, typowego „ostatniego sprawiedliwego” w ponurych czasach postcywilizacyjnych. Skupia się na kreacji o tyle prostej, co naturalnej i – paradoksalnie, w swoim oczywistym przerysowaniu – prawdziwej. Tytułowy Hombre czerpie z postapokaliptycznego życia to, co mu ono oferuje, nie wahając się bezwzględnie brać, co swoje, ale i potrafiąc wykazać się ludzkim, empatycznym odruchem. Niekoniecznie takim bohaterem w postapokaliptycznej scenerii chcielibyśmy zostać, ale z największym prawdopodobieństwem, tacy właśnie byśmy się stali. O ile dane by nam było przeżyć. Śmiem zakładać, że bez tej mieszanki prostoty, szczerej, wymuszanej okolicznościami bezwzględności i rezygnacji ze szlachetności – jakie to wykazuje nasza komiksowa persona – nie byłoby nam to dane.
Komiks prowadzi nas przez scenerię zdegenerowanego świata, gdzie słabość równa się śmierci, a bezwzględność i egoizm oferuje przetrwanie. A przynajmniej pewną na nie szansę. Hombre nie cechuje się tępym brutalizmem, ale bardziej pragmatyzmem, dopasowując zachowania do kontekstu, do okoliczności.

Dużo tutaj oczywistego (i w pewnym stopniu typowego dla gatunku) uprzedmiotawiania kobiet, ale – nie oszukujmy się – w realiach postapokaliptycznych powstałych na gruzach znanego nam świata byłoby to nieuniknione, więc w komiksie o takim gatunkowym sznycie jest koniecznością. Ale pojawiają się też silne postaci żeńskie, choć wciąż z nadal mocno eksponowaną seksualnością. Jednak też z pełną świadomością tegoż. Kobiety-wojowniczki są świadome własnej siły i niezależności, bywa, ze górują nad mężczyznami za sprawą inteligencji, ale i sprawności i zwykłej siły. Do tego nie stronią od uciech fizycznych, co stanowi element ich płciowej tożsamości. Potrzebują seksu, jako formy rozładowania napięcia, ale i jako źródła przyjemności. Co ważne, sięgają po spełnienie z własnej woli, bo chcą, bo mogą, nie będąc w tym zakresie podległe mężczyznom. Seks jest tu wynikiem naturalnego lidzkiego popędu, ograbionego w dodatku z obwarowań cywilizacyjnej moralności i fałszywego wstydu. Brak cywilizacji, to dorzucenie wynikających z jej struktury norm i obwarowań, w każdym aspekcie życia.

Kolejnym interesującym wątkiem w serii jest zwrócenie uwagi na nowe, postapokaliptyczne pokolenia. Nie znające świata „przed”, wychowujące się w nowych, surowych realiach, cechują się odmienną moralnością, wykuwaną w zupełnie innych warunkach. Oczywistym jest poglądowy dysonans pomiędzy nimi i naszym głównym bohaterem, z racji faktu, że on żyje wspomnieniem przeszłości, echem minionego. Rozpamiętuje dawną rzeczywistość, której już nie ma. W jakiś sposób do niej tęskni. Młodzi nie mają takiego punktu odniesienia, a tym samym są pozbawieni brzemienia wynikłego z poczucia braku, co jest charakterystyczną przypadłością tych, co żyli „przed”. Segura wnioskuje, że muszą być oni nie tylko lepiej przystosowani fizycznie, ale też (a może w jakiś sposób szczególnie) psychicznie. A ich spojrzenie światopoglądowe kształtowane już na podwalinie współczesnych im realiów pozwala lepiej się dostosować.

W warstwie rysunku postawiono na realizm i wypada on bardzo dobrze, zważywszy na staranność kreacji, skupienie na detalach i dopracowanie tła każdego z kadrów. Da się zauważyć pewien cielesny idealizm w prezentacji płci żeńskiej (zwyczajowo), czego jednocześnie nie sposób powiedzieć o mężczyznach, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę przede wszystkim głównego bohatera. On jest topornie ciosanym osiłkiem o aparycji zestarzałego Lorenzo Lamasa (niegdysiejsza gwiazda taniego kina sensacyjnego, jeśli ktoś nie pamięta), który apokalipsę przetrwał w lasach Podlasia, w bimbrowniczej dziupli… Ale taki wygląd zaskakująco dobrze wpasowuje go w sztafaż kreowanego krajobrazu, dodając mu swoistej autentyczności. Daleko mu do filmowego amanta, Hollywood w wizjach postapokalipsy sięga po zupełnie inny typ dla kreacji postaci kluczowych, ale Jose Ortiz zupełnie lekceważy takie podejście, tworząc własną, surową, ale nie pozbawioną złowieszczego uroku wizję, jaka zwyczajowo staje się magnesem przyciągającym miłośników gatunku.

Ortiz to bardzo uzdolniony twórca, który na swoim koncie ma — poza „Hombre” – także świetną serię „Burton i Cyb”, którą zresztą Wydawnictwo Lost In Time już zapowiedziała w eleganckiej edycji na wrzesień. A ja już mówię, że warto, nie tylko przez rysunki Jose Ortiza, ale i ponowny wspólny występ twórców „Hombre” – bo za scenariusz wspomnianego tytułu także odpowiada Antonio Segura.

„Hombre” z pewnością nie przynosi wizji przyszłości ani przyjemnej, ani – choćby z grubsza – akceptowalnej. Tym bardziej daleka jest ona do ogólnie rozumianej poprawności. Nasycona przemocą, okrucieństwem i niedbale kamuflowanym erotyzmem, opowiada o świecie, w jakim zdecydowanie nie chcielibyśmy się znaleźć. I w jakim niewiele mielibyśmy szans na przeżycie. Ale to właśnie cały urok postapo – to odsłanianiem nam zasłony tego, co mogłoby / może się stać, jeśli ktoś rzeczywiście kiedyś wciśnie czerwony guzik… albo kiedy dopadnie nas taki czy inny kres cywilizacji. Jednak za to właśnie, za tą szczerość, choćby i uwypukloną i przerysowaną, kochamy postapo, prawda? „Hombre” to komiksowy top, jeśli chodzi o tę konwencję.

Hombre. Księga I

Nasza ocena: - 90%

90%

Scenariusz: Antonio Segura. Rysunki: Jose Ortiz. Tłumaczenie: Jakub Jankowski. Wydawnictwo Lost In Time 2023

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Pięć krain, tom 1: Ze wszystkich sił – obiecujący start [recenzja]

“Pięć krain” to nowa seria fantasy w ofercie Egmontu. Intrygująca okładka zapowiada coś zupełnie innego, …

Leave a Reply