Gorący temat

Nightwing, tom 1: Skok w światło – dystans, luz i prostota [recenzja]

“Nightwing” potwierdza, że w superbohaterskich seriach najlepiej jest w pełni skoncentrować się na przygodach pojedynczego herosa i przede wszystkim zachować w stosunku do historii i jej postaci odrobinę twórczego dystansu. I wtedy wszystko działa, jak należy.

Nightwing to superbohater którego znamy coraz lepiej, choć pewnie nie wszyscy fani kojarzą, że wcześniej pełnił rolę Robina, a później zdarzało mu się również odgrywać rolę Batmana podczas dłuższych nieobecności Bruce’a Wayne’a w Gotham. Dick Grayson – bo o nim mówimy – to wiecznie młoda postać, która jest zbiorem mnóstwa pozytywnych cech, co starał się zaznaczyć w scenariuszu niniejszego tomu Tom Taylor. Jeszcze jakiś czas temu, na skutek postrzału w głowę stracił pamięć, teraz jest już wszystko ok. A nawet więcej niż ok. Można rzec, że Dick Grayson zamienił się miejscami z Brucem Waynem. Podczas gdy obrońca Gotham stracił większość fortuny, Nightwing dzięki testamentowi Alfreda Pennywortha nieoczekiwanie stał się miliarderem. I dysponując taką fortuną zamierza w swoim mieście zrobić wiele dobrego. A to nie za bardzo spodoba się trzęsącym Blüdhaven złoczyńcom, na czele ze zwalistym Ronaldem Desmondem aka Blockbusterem.

W fabule komiksu ze scenariuszem Toma Taylora i rysunkami Bruna Redonda nie ma wielkiej filozofii. To prosta historia o superbohaterze, który chce coś zmienić wokół siebie i w ten sposób dać swój wkład w naprawę świata. Jest w tym pragnieniu uroczo-naiwny, ale też zdecydowany, co będzie miało poważne konsekwencje. Razem z innymi superbohaterami – Oracle/Batgil, Jonem Kentem zastępującym Supermana i Wally Westem w roli Flasha częściej będzie musiał ratować się przed złoczyńcami niż pełnić superbohaterskie powinności.. Ale skoro jako Dicka Grayson ogłosił publicznie swój plan modernizacji Blüdhaven , od razu znalazł się na celowniku i to w dosłownym sensie.

Tak naprawdę to tylko część fabuły “Nightwinga”. Mamy tutaj jeszcze ważny wątek tajemniczego złoczyńcy zabierającego swoim ofiarom serca czy nieoczekiwanych rodzinnych związków z córką zabójcy rodziców Dicka. Wszystkiei razem splatają się w bardzo potoczystą opowieść, do czego Tom Taylor, którego znamy choćby z “Injustice”, czy “DCEased” zdążył już swoich fanów przyzwyczaić. A jednak w “Nightwingu” czuć jeszcze większe, twórcze zaangażowanie, które wielu fanom i krytykom pozwoliło w ostatnich latach uznać tę serię za najlepszy aktualnie, superbohaterski ongoing. 

Jeszcze jakiś czas temu podobne triumfy święcił „Hawkeye” Matta Fractionai  Davida Aji i, który ma bardzo zbliżoną strukturę do opowieści Toma Taylora. Graficzne eksperymenty, które nadają historii świeżości z łatwością znajdziemy właśnie w “Nightwingu”. Rzecz w tym, aby eksperyment był prosty i służył samej opowieści, a nie nad nią przeważał. Kreska Bruna Redondo taka właśnie jest, prosta, można rzec, że nawet szlachetna, co zresztą odpowiada szlachetności tytułowej postaci i jej życiowej wizji. A same plansze to w wielu momentach czysta kreacyjna zabawa, czego dowodem jest słynny już, osiemdziesiąty siódmy zeszyt, czyli pierwsza odsłona opowieści “Dorwać Graysona”. To jeden wielki kadr, podzielony w komiksie na dwadzieścia dwa panele, na których Dick Grayson/Nightwing jest w ciągłym ruchu, multiplikowany, a w tle przewija się codzienne życie mieszkańców Blüdhaven. Po prostu cudeńko. 

Świetny jest również scenariusz Toma Taylora. Dotychczas kojarzył nam się jako znakomity rzemieślnik dostarczający emocjonujących historii, w których jednak brakowało czegoś więcej. I więcej dostajemy w “Nightwingu” – dystans, prostotę i luz. A nawet pewną staroświeckość, która w zderzeniu ze współczesnym spojrzeniem i realiami w superbohaterskich historiach zwyczajnie sprawia radość. To niby nic wielkiego, ani przełomowego, ale czuć włożone w tę historię serce i pragnienie, by wyróżniała się na tle innych. No i wyszło, po prost fajna, świeża lektura, chociaż w tle naznaczona nie jednym,a wieloma dramatami przewijającymi się przez fabułę. Podobne wrażenie sprawiał ostatnio “Daredevil” ze scenariuszem Marka Waida, ale “Nightwing” przez to, że jest mniej rozpoznawalny niż superbohater Marvela, jest ciekawszy. I sprawia, że nie tylko chcemy więcej, ale też od razu mamy lepsze samopoczucie, czego przecież nie jest w stanie sprawić żaden komiks z Batmanem. Naprawdę miła odmiana. 

Nightwing, tom 1: Skok w światło

Nasza ocena: - 80%

80%

Scenariusz: Tom Taylor. Rysunki: Bruno Redondo i inni. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Egmont 2023

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Opowieści makabryczne – graficzne adaptacje klasycznej nowelistyki grozy [recenzja]

Joan Boix – „Opowieści makabryczne” to uzupełnienie kolejnej z białych plam na mapie komiksowego horroru …

Leave a Reply