Gorący temat

Od Nerwosolka do Yansa – z sentymentu do komiksu minionej epoki [recenzja]

„Od Nerwosolka do Yansa” to tytuł, który wychowankom PRL-u mówi wystarczająco wiele, by nie trzeba było dodawać niczego więcej. Jednak podtytuł „50 komiksów z czasów PRL-u, które musisz przeczytać przed śmiercią” jest skierowany zapewne do nieco młodszego fana komiksów. I jest o tyle niepotrzebny, co zdecydowanie nie mówi prawdy.

Bo zebrane w książce PRL-owieskie publikacje komiksowe w znacznej większości bronią się co najwyżej odwołaniem do nostalgii czasów, kiedy kolejne odcinki rysunkowych opowieści wycinało się z ostatniej strony Świata Młodych. I z całą moją osobistą, subiektywną miłością do rodzimego komiksowego dorobku tamtych czasów, wiele z tytułów zamieszczonych w książce duetu Koziarski / Obremski zaczęła po latach mocno trącić myszką i niekoniecznie warto na siłę przekonywać do ich jakości, byle wpasować się w tezę przyjętą w podtytule publikacji. Co jednocześnie nie przesądza o słabej jakości tej publicystycznej pozycji. Owszem, to opracowanie dość pobieżne, ale – jak by nie patrzeć – nie zawężające się do wąskiego zakresu tematycznego, jak choćby robił to „Czas na Relax” Chosińskiego, czy „Kapitan Żbik. Portret pamięciowy” Suskiego i Szlachtycza. Ta konkretnie pozycja obejmuje praktycznie całość PRL-owskiego komiksu, więc ciężko o inną, niż taka leksykonowa, formę.

I ona się sprawdza, z grubsza. Krótkie notki o każdym z tytułów zgrabnie charakteryzują jego rys historyczny i znaczenie w popkulturowym dorobku minionych czasów, serwując wiele ciekawych i często mniej znanych powszechnie anegdot. Ale przede wszystkim buduje ciekawy, historyczny obraz czasów, kiedy zdani byliśmy prawie wyłącznie na dorobek polskich twórców w kategorii opowieści rysunkowych. I nie oszukujmy się, mieliśmy wśród twórców kilka prawdziwych przysłowiowych pereł. Alfabetyczny układ zdaje się być wyborem najwygodniejszym do wertowania książki, bez deprecjonowania którejkolwiek pozycji umieszczeniem jej na dalszym miejscu listy, choć wybór aż pięćdziesięciu tytułów, jakie winne były się w niej znaleźć nie było – mam wrażenie – małym wyzwaniem. Bo, jak wspomniałem na wstępie, niekoniecznie znajdziemy tu tytuły, „które musicie przeczytać przed śmiercią”. Wiele z nich, jeśli nawet stanowiły powiew świeżości w chwili powstania (a na pełnym posuchy PRL-owskim rynku wydawniczym każdy komiks był wartością dodaną, w obliczu znaczącego ich deficytu), zestarzało się dość brzydko. I choć można niektórych pozycji bronić z racji darzenia ich sentymentem (jak niżej podpisany), to już podnoszenie na siłę ich rangi do poziomu „konieczne warte poznania” są przesadą. I przyczyniają się do poważnego problemu, jaki ma ta książka. A jest nim ostentacyjny i miejscami wyraźnie wymuszony brak krytycyzmu. Autorzy niewątpliwie się na komiksie znają, jednak niezbyt są skłonni do wytykania ( czy choćby uczciwego wypunktowania) wad omawianych publikacji. To przecież sugerowałoby niezasadność umieszczenia ich pośród komiksów, „które musisz przeczytać przed śmiercią”, więc lepiej o nich nie mówić.

„Od Nerwosolka do Yansa” okazuje się być publikacją skrajnie optymistyczną, napisaną przez znających się na temacie, ale stroniących od surowych ocen zapamiętałych fanów, którzy w najsłabszych komiksach usilnie wyszukują jakikolwiek, najmniejszy pozytyw. Czasem i na wyrost i niepotrzebnie.

Jeśli chodzi o kwestie edytorskie, to, mówiąc kolokwialnie „szału nie ma”. Zrozumiałym jest – w przyjętym modelu wydawniczym – ograniczanie niemałych kosztów wydania, jednak traci na tym potencjał publikacji. Można by oczekiwać nieco bardziej albumowej formy, ilustracji drukowanych na ciut lepszym papierze, a w ogóle to większej ich ilości, niż tylko okładki komiksowych albumów. Brak przykładowych kadrów to największa bolączka tej książki, którą można porównać do smakowania lizaka przez papierek. Opakowanie jest fajne, kolorowe, ale co w sobie kryje, to już musimy sobie do-wyobrażać, bo nie zostało pokazane. A szkoda. Formuła leksykonu zwyczajnie aż prosi się o bogatszy materiał ilustracyjny.

Jednak mimo wspomnianych niedociągnięć, książka Koziarskiego i Obremskiego jest warta uwagi. Nie wyczerpuje być może tematu PRL-owskich komiksów, ale stanowi zgrabne wprowadzenie do zagadnienia. Zadowoli przede wszystkim PRL-owskich wychowanków, którzy zaczytywali się w dzieciństwie / młodości w ujętych w publikacji komiksach. Młodsi mogą sięgnąć z ciekawości, z chęci poznania, „jak to dawniej bywało…”, jednak w ich gronie przesadnego sukcesu książce nie wróżę.

Od Nerwosolka do Yansa: 50 komiksów z czasów PRL-u, które musisz przeczytać przed śmiercią

Nasza ocena: - 60%

60%

Daniel Koziarski, Wojciech Obremski. Wydawnictwo Novae Res 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Dom stu szeptów – jedna z najlepszych powieści Mastertona? [recenzja]

„Dom stu szeptów” – najnowsza powieść uznanego twórcy horrorów Grahama Mastertona to powrót do klasycznej …

Leave a Reply