Gorący temat

Ćma #3 i #4 – warszawskiego bohatera (nie)ziemskich przygód ciąg dalszy [recenzja]

„Ćma” to polska seria komiksowa, która ukazuje, jak ciekawym zjawiskiem może być komiks niezależny. Szalone pomysły scenarzysty, wspieranego przez solidną rysowniczą reprezentację, z numeru na numer serwują jeszcze więcej zabawy szeroko rozumianą (pop)kulturą.

Przyznaję, z wiekiem coraz mniej potrafię docenić amerykański komiks superbohaterski. Być może dlatego, że też jego twórcy coraz mocniej zaczynają zjadać własne ogony, w coraz to nowych, często niepotrzebnych i kreowanych na siłę rebootach klasycznych serii. Przetwarzanie mniej lub bardziej ogranych pomysłów może nużyć, a założenia danego uniwersum zwyczajnie narzucają niemożliwe do obejścia – lub możliwe do obejścia w sposób absurdalny – ramy i fabularne i światotwórcze. A to wszystko zaczyna niemożebnie wiać nudą!
Co innego polski komiks niezależny. Polski głównie z tej przyczyny, że mi z nim po drodze, że mam łatwiejszy dostęp, ale też ze swoistego poczucia patriotyzmu i chęci wspierania „swoich”. A że jest kogo wspierać, to inna bajka. Nie twierdzę, że jestem specjalista od komiksowego rodzimego undergroundu (czy to jeszcze underground, kiedy tytuły ukazują się nakładem najważniejszych wydawców komiksu ambitniejszego w kraju?), bo publikuje się u nas dużo tytułów i zwyczajnie wszystkiego nie ogarniam. Z drugiej zaś strony – nie ze wszystkim mi jest po drodze. Ale zdarzają się tytuły, które przyciągną uwagę, które zaintrygują, a to okładką, a to opisem, a to nazwiskiem twórcy / twórczyni. I takie tytuły z przyjemnością serwuję na BadLoopus. Jak np. rewelacyjno – rewolucyjna „Ćma”, o której dwóch pierwszych zeszytach miałem niekłamaną przyjemność pisać TUTAJ.
„Nasiono zła” to trzecia odsłona serii i znów pozostaje mi tylko przyklasnąć zarówno szalonym – ale nie pozbawionym polotu – pomysłom Tommy’ego Grodeckiego, który pakuje swojego nietuzinkowego superbohatera z rodzimego podwórka w coraz to nowe kłopoty, ale też i staraniom rysowników. Tym razem jest ich dwóch, każdy odpowiedzialny za jeden epizod w zeszycie. Otwierający „Nasienie zła” Grzegorz Kaczmarczyk serwuje kreskę, jaką, mówiąc wprost, uwielbiam. Dopracowaną, realistyczną, świetnie wpasowującą się w klimaty opowieści o superbohaterze, choćby tak nieszablonowym, jak niniejszy. Drugi epizod to prace, za które odpowiada pojawiający się w serii regularnie Rafa Janko, znakomicie tym razem wykorzystujący przywołany przez Grodeckiego motyw Joanny D’arc. „Joanna” rysowana jest w dużej części w sekwencyjnym układzie stylizowanym na średniowieczne grafiki, a sama postać tytułowej francuskiej bohaterki narodowej to udatnie odniesienie do wzmiankowanego zresztą w tekście jej portretu autorstwa Alberta Lyncha.
Takie zresztą nawiązanie to rzecz dla serii typowa. To wyszukiwanie smaczków (pop)kulturowych odniesień, nawiązań (przypomnijcie sobie, któż to tak rozpaczał po śmierci ukochanej Urszulki, hę?) jest z pewnością wartością dodaną przy lekturze tego seryjniaka. Kłania się przy czytaniu znajomość i sztuki i historii i szeroko rozumianej popkultury, bo tropów – jak wspomniany wyżej, z obrazem Lyncha – ani scenarzysta, ani rysownicy odbiorcom nie szczędzą. I bardzo dobrze, bo to właśnie wyróżnia „Ćmę” ponad klasyczne, zwykle mocno uproszczone (poza małymi wyjątkami) opowieści stricte superbohaterskie. Ćma to bohater na miarę naszego kraju. Taki, o jakiego nic nie robiliśmy, a jednak jest, pojawił się i walczy ze złem na ulicach stolicy, pomimo przeciwności i kłód rzucanych mu pod nogi przez zawistny świat.

„Ćma. Pierwszy kontakt” – czwarty zeszyt serii kusi już okładką. Uwielbiam tę grafikę. Nie tylko jest świetna w formie graficznej, ale i doskonale obrazuje to, co kryć się będzie w komisie. Już finisz zeszytu trzeciego co nieco zapowiadał, ale grafika okładkowa wskazuje bardzo bezpośrednio palcem, o czym będzie niniejszy odcinek. A wiadomo, UFO zawsze na propsie. Kto z wypiekami na twarzy nie oglądał „Z Archiwum X” i nie czytał o perypetiach najsłynniejszego rolnika z Emilcina, niech pierwszy rzuci kamieniem! Za ten zeszyt w warstwie graficznej w całości odpowiada Grzegorz Kaczmarczyk i z każdą jego grafiką urasta ten twórca do miana mojego ulubionego komiksowego rysownika w Polsce. A to, co wyrabia w niniejszym numerze „Ćmy”, to już serio są ewidentne popisy. I bardzo dobrze, bo co jak co, ale ma się warsztatowo czym Kaczmarczyk popisywać. Od pojedynczych kadrów, po piękną, dwu planszową rozkładówkę – jest na co popatrzeć. „Ale kosmos” – by zacytować samego bohatera komiksu, którego los zawiedzie tym razem daleko poza ciasne uliczki stolicy, a nawet poza granice powiatu.
W warstwie scenariusza mamy baaardzo oszczędne dialogi, w tym część w języku dla Ziemian niezrozumiałym, ale akcji tu nie brak, jest – a i owszem – kosmiczny wręcz rozmach kreacji, nie zabraknie też wspominanych wcześniej i typowych dla „Ćmy” kulturowych i popkulturowych odniesień i nawiązań do klasyki. Taki intertekstualny sznyt to już znak rozpoznawczy serii, więc nikogo fakt zaskoczyć nie powinien. A szukanie takich tropów rozsianych w warstwie graficznej i tekstowej jest dodatkowym wyzwaniem, ale i przyjemnością w trakcie czytania. Zwłaszcza że znajdzie się na jednym z kadrów miejsce także dla samego twórcy „Ćmy”, Tommy’ego Grodeckiego. Z pewnością warto sięgnąć po ten zeszyt!

„Ćma” wzięła szturmem polski rynek komiksu niezależnego i – za sprawą mrówczej pracy swoich twórców – zatacza coraz szersze kręgi. Kultywując idei komiksu zeszytowego, trochę już u nas w kraju zapomnianego i wypartego przez opasłe, zbiorcze tomiszcza w wydaniu exclusive (nie mówię, że nie lubię), powraca – wraz z serią „Wydział 7” do komiksowych korzeni. I dobrze, bo choć propsuję eleganckie edycje zbiorcze, to zeszytówki po pierwsze przypominają mi nieco młodzieńcze lata, a po drugie nie zmusza to do oczekiwania przesadnie długo na kolejne odsłony serii. A że Polska w końcu doczekała się superbohatera na miarę czasów i kraju, z którego się wywodzi, to wartość dodana. „Ćma” to konglomerat polskiej (pop)kultury, intertekstualna podróż przez czasy i miejsca, naszpikowana odniesieniami do ikonicznych motywów i dzieł. Komiks dla czytelnika obeznanego z dorobkiem popkulturowym. Nie tylko rodzimym, bo wykracza już „Ćma” poza wąskie, ziemskie horyzonty. I słusznie, bo ma bohater potencjał. Chciałoby się rzec – nieziemski.

Ćma #3

Ćma #4

Ćma #3 i #4

Nasza ocena: - 85%

85%

Scenariusz: Tomasz Grodecki. Rysunki: Grzegorz Kaczmarczyk i Rafa Janko. Wydawnictwo: Timof i Cisi Wspólnicy

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Pięć krain, tom 1: Ze wszystkich sił – obiecujący start [recenzja]

“Pięć krain” to nowa seria fantasy w ofercie Egmontu. Intrygująca okładka zapowiada coś zupełnie innego, …

Leave a Reply