Gorący temat

Ostatnie dni Władimira P. – satyryczny futuryzm, bardzo pożądany [recenzja]

„Ostatnie dni Władimira P.” Michaela Honiga to powieść grająca przede wszystkim oczywistą i silną jak nigdy dotychczas niechęcią wobec rosyjskiego przywódcy. I pomimo zapewnieniom wydawniczym, iż jest to fikcja i jakakolwiek zbieżność z prawdziwymi osobami jest zupełnie przypadkowa, to już na okładce pojawia się dwuznaczny portret Władimira P. Co do okładki, to jest (niestety) adaptacją edycji oryginału, a dla jej twórca powinno być specjalne miejsce w piekle. Co nie zmienia faktu, ze sama powieść jest lektura wartą uwagi.

Spodziewałem się – sięgając po tę pozycję – ostrej, bezpardonowej satyry, wykoślawiającej rzeczywistość, szargającej świętości i przekraczającej wszelkie normy. Słowem – spodziewałem się jazdy bez trzymanki, w estetyce Monthy Pythona. Otrzymałem za to powieść ironiczną, ale równie trafną w swoim komentarzu rosyjskiej rzeczywistości, co np. „Witajcie w Rosji” Dmitra Glukhovsky’ego. Historia rozgrywa się w bliżej nieokreślonej, bliskiej (miejmy nadzieję) przyszłości, kiedy Władimir Władimirowicz, jako coraz mocniej zniedołężniały starzec spędza czas po oddaniu władzy w swojej luksusowej daczy, w otoczeniu ochroniarzy, pokojówek i w towarzystwie równie nieodzownego, co poczciwego pielęgniarza, Szeremietiewa. Oraz – nie zapominajmy – całej rzeszy dawnych, często już od wielu lat martwych, przyjaciół, jak i wrogów.

Władimir P. nie jest już tym rosyjskim herosem, stającym w szranki z niedźwiedziem czy pozującym z nagim torsem na koniu. To już tylko cień własnej legendy, coraz bardziej oderwany od rzeczywistości, coraz mocniej zagubiony we własnych urojeniach. Jednak w powieści stanowi nie tyle główną postać, co klamrę, spinającą całą historię, ale niejako też element tła. Bowiem na pierwszy plan w tym kwaśno – gorzkim portrecie ostatnich lat dyktatora wysuwa się nie kto inny, jak wierny Szeremietiew. Poczciwy pielęgniarz, jako jedyny w całej luksusowej daczy nie próbuje rozkręcać swoich własnych interesów na boku, ale stawia sobie za cel przede wszystkich etos własnego zawodu i poświęcenie pacjentowi wszelkiej należytej uwagi. Kimkolwiek ów pacjent nie jest. Wierność nie tyle Władimirowi Władimirowiczowi, co własnym zasadom stawia Szeremietiewa w silnej opozycji do całej reszty pracowników luksusowej posiadłości. Co ciekawsze, jego naiwność jest na tyle znaczna, że nawet nie zdaje on sobie sprawy z lewych interesów i machlojek wszystkich wokół. Do czasu. Kiedy bratanek Szeremietiewa wpada w kłopoty, on sam staje przed wyborem: dobro rodziny i ratunek dla młodzieńca, czy może jednak własna moralność i zasady, którym poświęcił całe życie?

Książka Honiga to – wbrew ironicznej otoczce – bardzo smutna powieść. I mam wrażenie, że trafnie portretuje współczesną Rosję. I to sam kraj, a nie jego gasnący władca okazuje się być tutaj jednym z najważniejszych bohaterów. Autor umiejętnie oddaje nie tylko zróżnicowanie rosyjskiego społeczeństwa, z ich zachodnimi, kapitalistycznymi marzeniami, z ich swobodą w pojmowaniu moralności i uczciwości, z ich umiejętnością adaptacji do realiów świata, w jakim przyszło im żyć. Jaki wykreował dla nich nie kto inny, jak Władimir Władimirowicz. Wraz z Szeremietiewem nie tylko towarzyszymy byłemu prezydentowi w codziennych czynnościach, ale też obserwujemy – chcąc nie chcąc – jego powolny upadek. Pełzającą dekonstrukcję jego własnego mitu, obnażenie fałszu, słabości, zepsucia, które transformował na cały kraj, zmieniając go w ropiejący czyrak korupcji i bezwzględnego sięgania po to, co w mniemaniu każdego, zwyczajnie się mu należy. Jak można nie kraść w kraju, w którym kradną wszyscy? Jak można nie brać łapówek w rzeczywistości, w której każdy po łapówki wyciąga ręce? Nie zważając na zdrowi, życie, dobro innych ludzi?

Obraz współczesnej Rosji w powieści Honiga daleki jest – rzecz jasna – od jej własnego o sobie mniemania gospodarczej, militarnej i politycznej potęgi. To kraj zepsuty, zdemoralizowany, który jedynie pozornie stara się udawać wielkiego niedźwiedzia, a jest tak naprawdę ledwie jego wyliniała skórą. Honig w pewnym stopniu – spojrzeniem samego Szeremietiewa – stara się nie tyle rozgrzeszyć rosyjskiego tyrana, ale w zaskakującym stopniu mu przebaczyć. Obnażywszy jego grzechy, jego sprawczość całej klęski, jaka stała się udziałem nie tylko rosyjskiej państwowości, ale i każdej warstwy społecznej uznaje, że nie ma co kopać leżącego. Władimir Władimirowicz utracił na ostatniej prostej wszystko, co z taką zachłannością gromadził. I to nie tylko w zakresie dóbr materialnych. Także w wymiarze symbolicznym i historycznym. Bowiem taki wszak jest koniec każdego tyrana. Zakończenie zaskakuje pół na pół. Marny koniec Władimira P. niespodziewany nie jest, jednak sam charakter zgonu jest czymś, czego się raczej nie spodziewamy. Ale nie zmienia to faktu, że największą ofiarą powieści jest właśnie pielęgniarz Szeremietiew. On – jako jedyny uczciwy – nawet kiedy próbuje złamać (dla dobra bratanka) własne zasady, nie ma pojęcia, jak radzić sobie wśród zepsutych, chciwych współobywateli. Nie wie, komu ufać. A raczej, że nikomu ufać nie można. I przegrywa, a jego przegrana jest symboliczną klęską Rosji, którą Władimir P. rozmontował, zdemoralizował i zakaził chorobą chciwości, jaka – paradoksalnie – staje się jedyną szansą na przetrwanie w kraju zepsutym do granic.

„Ostatnie dni Władimira P.” to książka nie tak prześmiewcza, jak można by się spodziewać, po – jak wspomniałem, piekielnie brzydkiej – okładce. To interesujący i szczery portret współczesnej Rosji, który wypada autentycznie i prawdopodobnie. To powieść zmuszająca do refleksji, ale też próba zrozumienia, do czego niegdysiejsze mocarstwo doprowadziła dyktatorska zachłanność i wieloletnie rozkradanie państwowego dobra. Ironiczna proza Michaela Honiga okazują się udanym komentarzem do tematu, który w ostatnich miesiącach rozpala umysły w całej Europie, a może i na świecie – jaka naprawdę jest współczesna Rosja. Poza tym, powieść kryje wizję tego, na co czekają z utęsknieniem nie tylko wciąż walczący z najeźdźcami Ukraińcy, ale chyba cały cywilizowany świat. Na ostatnie dni Władimira P. Oby nadeszły jak najszybciej.

Ostatnie dni Władimira P.

Nasza ocena: - 80%

80%

Michael Honig. Tłumaczenie: Monika Skowron. Wydawnictwo Otwarte 2022

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Plama światła – wszystkie dzieci Antrovisu [recenzja]

Sięgając po „Plamę światła” nie bardzo wiedziałem, czego się spodziewać. Owszem, znam twórczość Pawła Matei …

Leave a Reply