Gorący temat

Pokolenia – nostalgiczna odskocznia [recenzja]

Wydarzenia z “Tajnego Imperium” położyły się cieniem na całym marvelowskim uniwersum. W “Pokoleniach”, swoistym suplemencie tej historii twórcy nie zajmują się jednak pokłosiem dramatycznego eventu, tylko wlewają trochę otuchy w serca superbohaterów, którzy w walce z imperium Kapitana Ameryki stanęli po słusznej stronie. 

“Tajne Imperium” bez wątpienia jest jednym z najważniejszych, o ile nie najważniejszym eventem ostatnich lat w Marvelu. Nawet przy założeniu, że Kapitan Ameryka służąc Hydrze  był pod wpływem mocy Kosmicznej Kostki, przy pomocy której Red Skull zmienił jego wspomnienia, na nieskazitelnym dotychczas wizerunku superbohatera na zawsze pozostanie skaza. W zamian uniwersum Marvela idzie w kolejne lata z duchem współczesności, w której nowy Kapitan Ameryka może mieć skórę czarnego koloru. Moment, w którym opadł już bitewny kurz to czas w sam raz na refleksję i zarazem nagrodę dla tych, którzy tak długo walczyli z Imperium Hydry. I ten sposób możemy razem z dziesiątką herosów skoczyć z wizytą w przeszłość (a w jednym wypadku w przyszłość) na spotkanie z bohaterami, których w komiksowej współczesności przyszło tejże dziesiątce naśladować bądź zastąpić. 

Te dziesięć spotkań teoretycznie zapowiada okładka z grafiką Alexa Rossa, która w tym przypadku jest w jakiś sposób niefortunna. W zasadzie niewiele na niej widać, a cała dwudziestka kłębi się niczym grupa Laookona w intensywnych, superbohaterskich pozach. Jawnie eventowy klimat grafiki po prostu nie pasuje do refleksyjnej i podzielonej na osobne historie fabuły i może być zwyczajnie mylący dla czytelników oczekujących po tym komiksie jakichś doniosłych wydarzeń. Nie tym razem, to raczej pretekstowe historie, które w większości w nostalgiczny sposób ingerują w superbohaterskie mity z przeszłości, a jeśli już zaglądają w przyszłość jak w opowieści o Ironheart i wiekowym Iron Manie, to tylko po to, by oprowadzić nas po utopijnej wizji przyszłości w uniwersum Marvela. 

Dobrym testem na sprawdzenie, co z nami zostaje po lekturze dziesięciu historii jest próba uświadomienia sobie, które z nich zapamiętaliśmy lepiej, a które szybko wywietrzały nam z głowy. W tym momencie, nie za bardzo już kojarzę co się wydarzyło między Milesem Moralesem a Peterem Parkerem lub Amadeusem Cho i Brucem Bannerem. Pamiętam nadal przekomarzanki Kate Bishop z Hawkeyem, czy zabawne wyczyny Kamali Khan podczas jej niespodziewanej pracy dziennikarskiej w magazynie dla kobiet pod okiem dawnej wersji Ms. Marvel, czyli Carol Danvers. Takie właśnie dzieją się tu rzeczy, czasem jest śmiesznie, czasem nostalgicznie, a w ostatniej historii ze zbioru wydaje się nawet, że twórcy chcieliby cofnąć czas i przywrócić pełnię blasku Steve’owi Rogersowi za sprawą starań Sama Wilsona. 

Ta pewna życzeniowość razem z fabularną lekkością widoczną również w graficznych rozwiązaniach poszczególnych historii dobrze działa na czytelnicze samopoczucie, ponieważ  tworzy rodzaj niezobowiązujących, efemerycznych  wizji. Nie wpływają one na status quo uniwersum, ale też dają chwilę odpoczynku od trzęsących nim dramatycznych eventów. Jak widać, takiej odskoczni potrzebują czasami wszyscy ze wspólnego, komiksowego kręgu. Scenarzyści i rysownicy, superbohaterowie i ich fani. A chwilę potem i tak wszystko wraca na z góry ustalone tory. 

Pokolenia

Nasza ocena: - 60%

60%

Scenariusz: Jason Aaron, Brian Michael Bendis i inni. Rysunki: Szymon Kudrański, Ramon Perez i inni. Egmont 2020

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Fastnachtspiel – oniryczna podróż w trzewia szalonego Miasta [recenzja]

Jeśli miałbym wskazać twórców w polskim komiksie niezależnym, jakich szanuję w opór, to przychodzą mi …

Leave a Reply