Gorący temat

Pośród lasu – mroczny feministyczny horror [recenzja]

„Pośród lasu” – najnowsza odsłona serii Hill House Comics zaskakuje. Przede wszystkim mocniejszym zaangażowaniem w tematy społeczne – bardzo obecnie nośne – ale też zupełnie odmiennym potraktowaniem grozy, niż miało to miejsce dotychczas.

Niby ograne motywy – zabita dechami, prowincjonalna amerykańska dziura, która boryka się z post-kopalnianym kryzysem. Tajemnice, które kryje, rzucające cień na życie i codzienność mieszkańców. Ponura przeszłość, i nie lepsza teraźniejszość. Fantastyczne, ale i przerażające stworzenia, krążące w lasach wokół miasteczka. I sama mieścina, jakich wiele nie tylko w Stanach, ale i w popkulturze. Takie właśnie jest Shudder-to-Think w Pensylwanii. Jednak to, co udało się autorce scenariusza, Carmen Marii Machado, to właśnie odświeżenie konwencji – zdawałoby się – na wskroś już wyeksploatowanej.

Bo im dalej zagłębimy się w Shudder-to-Think, im bliżej przyjrzymy się dymiącym szczelinom w ziemi, im uważniej wpatrzymy w mroki lasu, który je otacza, tym więcej dostrzeżemy i dziwności i straszności. Ale nawet kiedy wkroczymy do pozornie zwyczajnych, małomiasteczkowych domostw, zauważymy, że w tym mieście nic nie jest normalne. A wszystko, co jest składową tego mikroświata, wymyka się zdecydowanie racjonalnemu pojmowaniu. Bohaterkami są dwie nastolatki – zagubione, zaniepokojone tym, co się dzieje wokół, tą innością, przynajmniej na wczesnym etapie można to tak określić. W trakcie seansu w lokalnym kinie urywa im się film… a kiedy zaczynają starania, by wyjaśnić, jak to się stało i co działo się z nimi w owym, utraconym czasie… Wtedy zaczyna robić się zarówno irracjonalnie, jak i strasznie zarazem.

Irracjonalnie, bo nie sposób postrzegać inaczej kobiet, w których ciałach otwierają się dziury… Otwory do innego świata? Do czeluści piekielnych? Strasznie, bo las wokół miasta zamieszkują przerażające stworzenia, jak kobieta – jeleń czy mężczyźni bez skóry. Te postaci zahaczają o klasyczne horrorowe motywy, ale są wykorzystane przez Machado inaczej, mam wrażenie, bardziej dojrzale, mniej pulpowo. Zresztą, podobnie postać wiedźmy, mieszkającej w miasteczku i znającej większość, jak nie wszystkie jego sekrety. A te związane są głownie z kobietami. Tak, jak cały komiks, który ma podbarwienie mocno feministyczne, ale w ten rozsądny, nie krzykliwo – hasłowy sposób. Bardziej stara się zwrócić uwagę na rzeczywiste problemy – związane m.in. z napaściami seksualnymi – niż awanturniczo i dla poklasku bić pianę na podbudowie chwytliwych aktualnie haseł.

Silnie zaakcentowany jest też wątek przyjaźni miedzy nastolatkami. Przyjaźni niełatwej, skomplikowanej, ale trwałej, bo budowanej na fundamencie wspólnych przeżyć. Dodatkowo pojawia się – marginalnie – wątek LGBT. Ale znów – zaimplementowany umiejętnie, bez ordynarnej nachalności, byle tylko go pokazać, za wszelką cenę. On buduje tutaj tło, uwypukla charakterystykę przynajmniej jednej z postaci, czyni ją bardziej wielowymiarową, a to tylko działa na korzyść, zarówno jej samej, jak i całej fabuły, dopinając ogólny jej przekaz.

Całościowo zresztą Machado trzyma swoją fabułę w ryzach i widać, że zaplanowała skrzętnie całą opowieść, ujmując ją w surową weirdowo – baśniową estetykę. Oraz wciąż niestety aktualną problematykę związaną z dyskryminacją i uprzedmiotowieniem kobiet. Jej opowieść gra horrorowymi kliszami, ale re-modeluje je, ujmuje je w sposób nie tylko ujmująco mroczny, ale też, na swój sposób nowatorski. Opierając się nadal na pewnych gatunkowych archetypach i wzorcach, które sprawiają, że historia jest nam bliska, że się z nią utożsamiamy.

Graficznie jest co najmniej dobrze. Specyficzna kreska greckiej rysowniczki Dani zgrabnie wkomponowuje się w styl opowieści, choć mam świadomość, że nie do każdego trafi. By ją scharakteryzować, warto przypomnieć sobie styl Tylera Crooca („Hrabstwa Harrow”) i zmieszać go z specyficzną stroną graficzną „Wiedźm”, za którą odpowiada Jock. Zresztą, te tropy skojarzeniowe (zwłaszcza pierwszy) są bliskie komiksowi Machado / Dani, przynajmniej w warstwie wizualnej. Choć i klimat jest budowany za pomocą po części tożsamych narzędzi, opartych na mitach i wierzeniach, które bardzo bliskie są właśnie „Hrabstwu Harrow” (mężczyźni bez skóry, etc.), ale i powierzchownie korelują z ogólną wymową fabularną „Wiedźm”.

“Pośród lasu” to z jednej strony najhermetyczniejszy w przekazie album spod szyldu Hill House Comics, a z drugiej zdecydowanie najambitniejszy. Odchodzi od klasycznej, pulpowej estetyki horroru, starając się w mrocznej, quasi – baśniowej, onirycznej opowieści przekazać coś więcej. Ale to czyni go tytułem jednocześnie nie mającym szansy trafić na wszystkich, a z drugiej – stanowiący przykład tego, że da się w konwencji horroru opowiadać naprawdę ambitne historie.

Pośród lasu

Nasza ocena: - 85%

85%

Scenariusz: Carmen Maria Machado. Rysunki: Dani. Tłumacz: Paulina Braiter. Wydawnictwo Egmont 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

W cieniu drzew / Pan Borsuk i pani Lisica – leśne komiksy dla młodych czytelników [recenzja]

Egmont wkracza na rynek z nową serią „Mój pierwszy komiks” zaczynając od czterech tytułów przeznaczonych …

Leave a Reply