Gorący temat

Serce pustyni – awanturniczo – przygodowa seria, jakiej nam brakowało [recenzja]

Robert Karcz powraca. A ja, jeśli przy pierwszej części – „Honor złodzieja” – jeszcze wahałem się, czy ta postać bliższa jest Panu Samochodzikowi, czy może kreacji Indiany Jonesa, to tym razem nie mam wątpliwości. Międzynarodowy rozmach i skala działań w trakcie tunezyjskich perypetii niewątpliwie plasuje Karcza zdecydowanie bliżej tego drugiego poszukiwacza skarbów.

Udało się Corso zaszczepić w polską literaturę prawdziwy, hollywoodzki rozmach kreacji, z jednoczesnym niepozbawieniem go swojskiego, rodzimego kolorytu. To nadal w pewnym stopniu trochę zagubiony polski chłopak, który zupełnym przypadkiem wplątuje się w coraz to nowe kłopoty, akurat tym razem o zasięgu globalnym. Znów wrócą starzy antagoniści, jak poznany w pierwszej części Deveraux, czy romansujący z siostrą Roberta Karmelita. Znów wyjdą na jaw liczne sekrety bohaterów, ale też dowiemy się trochę więcej o przeszłości Karcza. O nim samym, o jego najbliższych. Corso szlifuje z tomu na tom tę postać bardziej, nadając mu głębię psychologiczną, ale i czyniąc coraz mocniej dwuznacznym. To ważne, bo ten brak idealizowania postaci mocno rzutuje na odbiór bohatera. Karcz nie jest Indianą. Jest mniej komiksowy, bardziej surowy, naturalistyczny. Co akurat świetnie się sprawdza. Jest w powieści dynamizm, ale to nie pędząca na oślep jazda bez trzymanki, jaką cechują kolejne części opowieści o słynnym profesorze Jonesie, które stanowić mają przede wszystkim emocjonujące widowisko. Powieść Corso jest inna. Po części styczna, w wielu punktach z sagą Indiany, przynajmniej w ogólnym zarysie, jednocześnie jest bardziej stonowana, kameralna. Choć Karcz, tak jak i jego sławniejszy pierwowzór dysponuje swoistym atrybutem (Indie miał kapelusz, Robert ma swoją znoszoną ramoneskę po ojcu), to są postaciami mocno od siebie różnymi. I coraz bliżej mi mentalnie do Karcza, bo jest bardziej realny, swojski i prawdziwszy. Indiana Jones to postać, która ma być na wskroś przerysowana w samym trzonie, w samym założeniu. Corso zaś kreuje Karcza na bohatera co najmniej prawdopodobnego.
I to jest siła tych powieści. Kiedy Indie skupia się na poszukiwaniu (i bezustannym odnajdowaniu) zaginionych skarbów, Karcz częściej próbuje przetrwać. I dbać o najbliższych, choć robi to w koślawy, charakterystyczny dla siebie, pełen skrajnego poświęcenia sposób. Robert nie jest do końca szczery, przynajmniej nie z najbliższymi. Może bardziej wobec samego siebie? Zna swoje grzechy, swoje przewiny, ale zawsze uporczywie trzyma się myśli, że wie lepiej, że swoim milczeniem, swoim unikaniem odpowiedzi na kluczowe pytania chroni siostrę i przyjaciół. A w rzeczywistości pakuje ich w coraz to nowe kłopoty.
Karcz nie jest ideałem. To złodziej, oszust, działający nie tyle na granicy prawa, ile często dalece poza nią. Ale jednocześnie, by przywołać słowa jego matki, przytaczane w powieści, jest dobrym człowiekiem. I – paradoksalnie – udało się Corso stworzyć postać, w której kreacji te dwa bieguny, te przeciwieństwa zdają się łączyć. To bycie „dobrym złodziejem”, okazuje się możliwe. Bo Karcz jest złodziejem, oszustem, kłamcą. Owszem. Ale ma też swoisty moralny kręgosłup, mieszczący się w podstawowych, elementarnych ramach ludzkiej moralności. Może i wybiórczo traktowanych, ale pewnych granic za nic nie przekraczających, wypływających z samej człowieczej natury, z jego poczucia sprawiedliwości i rozgraniczenia pomiędzy realnym dobrem a złem, zestawianym ze zwykłym społecznym prawodawstwem.
Lubię Karcza. Z każdym tomem lubię go bardziej. I kibicuję mu, bo choć wiem, że musi się z kłopotów w końcu wykaraskać i przeżyć (wszak zapowiedziane są kolejne części cyklu), to jednak kluczowe zdaje się, jak bardzo poraniony, skrzywdzony, zagubiony i przegrany (a może wręcz przeciwnie?) okaże się w finale nowej powieści.
Tom drugi przynosi wiele zmian. Zdaje się wręcz wywracać na nice wszystko, co wiemy, cały obraz Karcza, jaki sobie zbudowaliśmy. I sam powieściowy sztafaż zdaje się być w finale wywrócony do góry nogami. Ale czy to źle? Mam wrażenie, że tylko zaostrza to apetyt, a złym jest jedynie konieczność oczekiwania w niecierpliwości na kolejny tom.
Seria o Robercie Karczu to znakomita literatura przygodowa, jakiej zdecydowanie brakowało w ostatnich latach na polskim rynku. Moje pokolenie (i pokrewne) miały choćby serie przygód Tomka Wilmowskiego z powieści Alfreda Szklarskiego, czy właśnie wspominanego na wstępie Pana Samochodzika od Zbigniewa Nienackiego. Ale to już zawsze będzie literatura minionej epoki, nieprzystająca do obecnego świata, za mało w nim zakorzeniona. Zbyt mocno osadzona w minionych systemach, w tamtych realiach i ówczesnej mentalności, co czyni ją na swój sposób hermetyczną i niezrozumiałą (a tym samym mało pociągającą) dla współczesnych młodych czytelników. Obecne pokolenia były więc pozbawione takiej typowo awanturniczo – przygodowej literatury, skrojonej pod współczesne czasy. I Corso z cyklem o Robercie Karczu skutecznie zdaje się tę lukę wypełniać.

Bo Karcz jest w dużym stopniu „dzisiejszy”. A przynajmniej operuje we współczesności, w znanych, rozpoznawalnych realiach, zderzając się z oczywistymi problemami aktualnej rzeczywistości i współczesny czytelnik ma większą szansę się z nim identyfikować. Także ten ciut młodszy, w wieku nastoletnim. Seria o Karczu nie jest stricte literaturą młodzieżową, ale zdaje się plasować na granicy młodzieżówek i powieści dla dorosłych, co czyni ją tym atrakcyjniejszą, że ma szansę zachęcić młodych do czytania. A to z pewnością wartość dodana, jakiej nie można nie zauważyć. Ja zdecydowanie przyznaje jej znak jakości!

Serce pustyni. Cykl Robert Karcz tom 2

Nasza ocena: - 85%

85%

Przemek Corso. Wydawnictwo SQN 2024

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Wściek – manifest na miarę naszych czasów? [recenzja]

Firma badawcza Colossal Biosciences zapowiada nie tylko możliwość wskrzeszenia mamutów i innych wymarłych gatunków, ale …

Leave a Reply