Gorący temat

Przysięga, tom 1 – martinowskie fantasy z obietnicą czegoś więcej [recenzja]

Przyznaję, że „Przysięga” duetu Eric Bourgier & Fabrice David zaczyna się co najwyżej średnio. Mocno przypomina n-tą wariację fantasy na temat Martinowskiej „Gry o tron”, od której ogranych schematów ucieka tak bardzo, że za nic uciec nie może. Ale przyznam jednocześnie, że ciekawy zwrot następuje w drugiej części i całość nabiera dużo więcej fabularnej barwy, niż zapowiadało się to na wstępie.

Początek jest do bólu klasyczny. Podzielone królestwa, próbujące (często pozornie) utrzymać kruchy pokój i to tylko dlatego, że żaden z władców nie czuje się na siłach, by pokonać pozostałych. Do tego nachodzą na siebie – regulujące obecny porządek świata przedstawionego – dawne zwycięstwa i podbicia, ale także różne koligacje rodzinne i spowinowacenia. I – jak nadmieniłem na wstępie – czuć tutaj mocno przebijającą estetykę fabularną „Gry o tron”, choć Martin zrobił to zwyczajnie lepiej. David stara się, jak może, by odmalować świat interesujący sam w sobie i jak na ramy gatunkowe fantasy także oryginalny. Ale nijak nie udaje mu się z początku wyjść poza oklepaną konwencję. I trochę szkoda, bo taki początek może mocno zniechęcić potencjalnego odbiorcę, który – zawiedziony tendencyjnym sznytem opowieści przerwie lekturę, nim dojdzie do tego, co komiks kryje wartościowego. A już od drugiej części, od „Drakkarów” robi się ciekawiej. Mocne odniesienia kulturowe do wschodniej Azji i okresu shogunatu – kiedy to doszło w Japonii do marginalizacji roli cesarza, marionetkowo sprawującego władzę, posiadaną realnie przez wojskowych głównodowodzących – mocno urozmaica fabułę. I niesie powiew świeżości. Pojawiające się tutaj smoki (kolejne skojarzenie z Martinem) ciążą mocno właśnie w kierunku azjatyckich odniesień i tradycji. A to akurat przychodzi całej w historii w sukurs, solidnie ją przemodelowując i serwując coś nowego, ciekawego w opowieści, która zaczyna się aż nazbyt klasycznie, nawet jak na fantasy.

Tom trzeci serii – „Pożegnanie królów” to niejako powrót do konwencji martinowskiej, jednak z niezmazywalną już skazą „azjatyckości”, co sprawia, że cała historia daje się uratować i nie popada w zbytnią miałkość, dając jednocześnie nadzieję na interesującą kontynuację.

W rozłożeniu na detale, tak naprawdę cała fabuła napisana przez Davida okazuje się opowieścią niepotrzebnie nad miarę skomplikowaną. Na tyle, że konieczne dla objaśnienia meandrów fabuły okazują się tekstowe rozpiski i bogaty zakres dodatków, z których niektóre są ciekawe (jak bitewna chronologia działań) a niektóre mają rolę tylko uzupełniająco – wyjaśniającą. I to trochę bolesne, że tak plastyczne, tak bogate w środki ekspresji medium, jak komiks musi posiłkować się pisanymi uzupełnieniami, dopowiadającymi fabułę, jakby nie dało się wszystkich koniecznych elementów opowieści wpleść w jej główny nurt. Jakby komiks sensu stricte był ułomny na tyle, że potrzebuje wsparcia czysto literackiego. Wiemy przecież, że tak nie jest, a to raczej pewna niewprawność scenarzysty sprawiła, że musi on nam objaśniać w komentarzach, co naprawdę miał zamiar napisać.

I to nie tak, że całościowo historia z „Przysięgi” jest zła. Ma mocne, interesujące momenty, ma intrygujący – w pewnych obszarach – świat przedstawiony. Uważam jednak, że można – i powinno się było – opowiedzieć ją inaczej, więcej przekazując obrazem, czy w samym trzonie scenariusza, by dopiski „na marginesach” rozdziałów były zwyczajnie zbędne.

Jeśli chodzi o warstwę graficzną, to kolejny bardzo klasyczny w formie frankofon. Bourgier radzi sobie nieźle, w niektórych miejscach naprawdę błyska kunsztem (strona 50-51 to najlepsza pełnoplanszówka ze smokiem, jaką widziałem), ale miejscami też gubi go czy to pośpiech, czy zbytnia pewność siebie. Przynajmniej na kilku kadrach ktoś traci kończynę za sprawą cięcia mieczem… a krwi praktycznie nie widać. I to trochę drażni, trochę pozbawia owe sceny naturalności i koniecznego dynamizmu.

Całkiem sprawnie za to rozrysowuje artysta szersze plany, dobrze radzi sobie w detalach wnętrz i ma zamiłowanie do przybliżania w kadrach twarzy postaci, co z kolei wskazuje, że potrafi udatnie oddać mimikę i rysy bohaterów w szerokim wachlarzu stanów emocjonalnych. To gra zdecydowanie na korzyść, ale i tego po frankofonach zwykliśmy oczekiwać.

Kreska i kolorystyka w „Przysiędze” jest stonowana, raczej utrzymana w miękkich, pastelowych barwach. Dużo tu brązów i sepii, ale to akurat komponuje się z klimatem i tempem opowieści i należałoby poczytywać za plus.

Reasumując, „Przysięga” nie jest komiksem doskonałym. Ma wyczuwalne braki, ma potknięcia zarówno scenariuszowe, jak i graficzne. Ale ma też w sobie coś, co sprawia, że nadal ciekaw jestem kontynuacji. Miewa momenty znakomite, czasem balansuje na krawędzi tendencyjności, by na kolejnych planszach zaserwować odświeżający powiew zgrabnego, nieco nowatorskiego ujęcia tego, co już dobrze znane. To historia z jednej strony dla tych, co lubują się w klasycznej fantasy, a z drugiej, jeszcze nie mają w niej przesadnie wielkiego obycia – by uwierała ich powtarzalność fabularnych ścieżek, jakimi podążają twórcy. Słowem – dawkować ostrożnie, bo nie każdy zdoła ten komiks przyswoić na spodziewanym poziomie.

Przysięga. Tom 1

Nasza ocena: - 65%

65%

Scenariusz Fabrice David. Rysunki Eric Bourgier. Tłumaczenie: Jakub Syty. Wydawnictwo Lost In Time 2023

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Batman, tom 1 – Failsafe [recenzja]

Kolejny nowy scenarzysta i kolejny pierwszy tom głównego runu z Batmanem. “Failsafe” proponuje nam pojedynek …

Leave a Reply