Gorący temat

Punisher Max, tom 10 – krótkie historie na temat [recenzja]

Ostatni tom serii “Punisher Max” jest wyjątkowy przynajmniej z jednego powodu – nie znalazło się na jego okładce żadne z nazwisk twórców, których komiksy w nim zawarto. Fakt, była ich w tym przypadku wyjątkowo duża ilośc i to jest chyba jedyne wytłumaczenie. A jest ich tak dużo,  ponieważ tym razem dostaliśmy zbiór kilkunastu krótszych opowieści, w których Frank Castle niekoniecznie każdorazowo był na pierwszym planie.

Dziesięć tomów serii “Punisher Max” wygląda na półce bardzo imponująco i trzeba nadmienić, że imponuje również ich zawartość. Garth Ennis i następnie Jason Aaron stworzyli jedne z najbardziej brutalnych opowieści w historii nie tylko superbohaterskiego komiksu, czasami jawnie przemoc przejaskrawiając, czasem traktując ją nad wyraz poważnie. Punisher w ich wykonaniu to uosobienie morderczo skutecznej, w zasadzie nadludzkiej i niepowstrzymanej siły, będącej niczym uosobienie miecza bożego, który nie zna litości dla przestępców. Dziesiąty tom w tym zestawieniu to dodatek, który powinien ucieszyć fanów tej postaci, choć z poziomem prezentowanych historii bywa tu różnie.

Zebrano tutaj zeszyty z różnego okresu, między innymi mamy opowieści z serii “Untold Tales of Punisher Max” i chyba ten właśnie tytuł najlepiej pasuje do charakteru zawartych w albumie historii. Nie trzymają się one ściśle czasowych ram, które obowiązywały w runie Ennisa, nie mają nic wspólnego z tym, co potem zaprezentował Aaron, to po prostu bardziej skondensowane, czasami wręcz kameralne opowieści, w których Punisher robi to co zwykle, ale okoliczności są czasem mocno zaskakujące. Dziesiąty to zaczyna się od mocnego – może nawet zbyt mocnego – uderzenia w postaci historii “Nagi mord”, w której scenarzysta najwyraźniej zamierza przelicytować dokonania Ennisa i Aarona i to z początku wzbudza obawy, że o to będzie właśnie chodziło w tym zestawie – o to żeby było mocniej, brutalniej, najlepiej po bandzie. 

W kilku przypadkach tak właśnie jest, na szczęście dostajemy tutaj również kilka komiksowych perełek, w których najczęściej Punisher jest na drugim planie, a historia dotyczy przypadkowych bohaterów, których jakieś wydarzenie popchnęło na drogę do zbrodni. Ten schemat przypomina trochę krótsze opowieści ze “100 Naboi”, w których agent Graves dostarczał wybranej przez siebie osobie walizkę ze spluwą i dowodami na czyjąś niegodziwość, tyle że ów bohater wkraczał na scenę na początku, a Punisher zazwyczaj taką opowieść kończy, w wiadomym stylu. Może się wydawać, że w pewnym momencie taki schemat zaczyna nużyć, jednak w historiach z Frankiem Castle jest coś magnetycznego i jakoś nie przeszkadza nam, że niemal każdorazowo karze on grzeszników na swój sposób. 

Niektóre z tych opowieści szybko zapomnimy, niektóre zostaną nam w pamięci na dłużej. Po dwóch otwierających dziesiąty tom przychodzi czas na trzecią, czyli “Motyla”, po którym wzrasta nasza ciekawość względem zawartości albumu. To niejednoznaczna i ciekawa psychologicznie opowieść o płatnej zabójczyni, dla której być może spotkanie z Punisherem okaże się wybawieniem. Te pierwsze trzy opowieści, a potem jeszcze ostatnią zilustrował znany dobrze z serii “BBPO” Laurence Campbell, którego sterylna kreska i operowanie czernią bardzo pasuje do tych historii i udanie wprowadza w klimat ostatniego tomu serii “Punisher Max”. 

Potem, także pod względem graficznym, nie tylko scenariuszowym jest bardzo różnie. Świetnie wypada szalona historia “Szczęśliwe zakończenie”, w której przypadkowy bohater uwikłany w wojnę mafii z Punisherem odkrywa nagle w sobie niespodziewane pokłady męskości. Duże wrażenie swą warstwą graficzną i nietypowym otwarciem robi “Tam, gdzie diabeł nie zostaje”, w którym Frank wpada w ręce przerażających i nieczułych, choć narysowanych z wyczuciem groteski rednecków. Bardzo pouczająco wypada “Parę słów o zemście”, w której Punisher stara się uchronić przed jej demonami pewnego młodego chłopaka. Z kolei w “Furtce” twórcy dokładają atrakcyjny fabularnie kamyczek do sprawy masakry w parku, podczas której zginęła rodzina Franka.

To rzecz jasna nie wszystko, jest w tym tomie więcej opowieści, które w większym lub w mniejszym stopniu przekonają do siebie czytelników. Ważne, że pokazują naprawdę szerokie spektrum sposobów, w jakie można opowiadać o tym właśnie bohaterze, nawet jeśli nadrzędny schemat jest tylko jeden. Nie jest to jakieś spektakularne zwieńczenie serii, takim z pewnością był poprzedni tom, ale ów zbiór nadal pozwala cieszyć się przygodami jednego z najbardziej charakterystycznych superbohaterów (antybohaterów?) Marvela. To świetna, mocna rozrywka pokazująca brutalny świat, który przecież istnieje gdzieś obok nas i skutecznie przekonuje, że lepiej trzymać się od niego z daleka i mokra robotę zostawić komuś takiemu, jak Punisher. 

Punisher Max, tom 10

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz: Peter Milligan, Greg Hurwitz i inni. Rysunki: Laurence Campbell, Goran Prlov i inni. Egmont 2021

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Lycyfer. Wydanie zbiorcze, tom 2 – epicki rozmach na miarę bohatera [recenzja]

„Lucyfer” to monumentalne dzieło, stanowiące najwybitniejszy przykład twórczości autora scenariusza – Mike’a Careya, nie tylko …

Leave a Reply