Raphael Bob-Waksberg – autentyczny w żartowaniu

Raphael Bob-Waksberg ma raptem trzydzieści pięć lat, a już zapisał się w historii popkultury. Jego autorski serial, „BoJack Horseman”, zyskał status kultowego, co zapewniło mu uznanie i rozpoznawalność. Nie osiadł jednak na laurach i z impetem wdarł się do świata literatury wydając zbiór opowiadań „Ktoś, kto będzie cię kochał w całej twej nędznej glorii”, który – przez pewien niefortunny żart – wzbudził sporo kontrowersji nad Wisłą. Autor okazuje się być artystą wszechstronnym ale także o niewyparzonym języku. Czy to szablon, na jaki skazane są ikony popkultury, a Waksberg śmiało do niego dąży?

Raphael Bob-Waksberg urodził się w Palo Alto w Kaliforni, w żydowskiej rodzinie, z dwiema siostrami. Babcia i matka prowadziły sklep z książkami i prezentami, a ojciec mocno angażował we wsparcie emigracji Żydów z Rosji do USA.

Nie był zbyt spokojnym dzieckiem. Wcześnie zdiagnozowano u niego ADHD, co miało znaczący wpływ na jego bardzo kiepskie wyniki w nauce, ale jednocześnie mogło w wydatny sposób wspierać twórczą ekspresję. To właśnie na zajęciach  teatralnych poznał osobę, która odegrała kluczową rolę w ostatecznym ukształtowaniu się Boba-Waksberga (bo to stwierdzenie w kontekście ich relacji nie wydaje się przesadzone)  jako artysty. Lisa Hanawald – bo o niej mowa – jest rysowniczką i to właśnie jej prace stały się iskrą inspiracji dla postaci BoJacka. Zresztą, to właśnie ona stała się zarówno designerką serialu, jak i jego producentką. Owszem, Bob-Waksberg, kreując swój szalony pomysł kreskówki o gościu z głową konia, odwoływał się też do takich kultowych produkcji, jak choćby „The Simpsons”, czy „Seinfeld” (u nas emitowane jako „Kroniki Seinfelda” a w USA przebijający pod względem kultu nawet „Przyjaciół”!), jednak to właśnie prace Hanawald miały być główną inspiracją dla głównej postaci serialu.

Waksberg to komik, który wykazuje postawy bardzo charakterystyczne dla całego amerykańskiego środowiska komików – jest bezkompromisowy, często przekracza granice dobrego smaku i nie boi się podejmować tematów trudnych i kontrowersyjnych.

Oczywiście nie samo to przesądza o jego niepodważalnym sukcesie, ale jednak z pewnością ma na niego znaczący wpływ. Zresztą sam artysta jest świadom problemu płynącego (zawsze) z indywidualnego poczucia humoru. „Nie wszystko, co śmieszy ciebie, śmieszy też innych. Jest wiele różnych rzeczy, z których żartowałem wcześniej, ale nie zażartowałbym z nich teraz, kiedy rozumiem lepiej zjawisko” – wspomina w jednym z wywiadów i jest to zdecydowanie bardzo znaczące stwierdzenie, zwłaszcza po wpadce, która przydarzyła się przy okazji promocji książki „Ktoś, kto będzie cię kochał w całej twej nędznej glorii”. Mowa o niesławnym tweecie Boba-Waksberga, który skupił uwagę wielu polskich środowisk, poprzez niespecjalnie fortunne nawiązania, a mianowicie przez kojarzenie naszego kraju głównie z prześladowaniami Żydów oraz antysemityzmem. Bob-Waksber – pochodzący wszak z żydowskiej rodziny, stara się  – rzeczywiście w niewybredny sposób – nawiązywać niejednokrotnie do Holokaustu. Często próbuje ironizować, akcentując, że jest to ironia podszyta zarówno smutkiem, jak i frustracją oraz strachem. Trochę, jak obłaskawianie bolesnej przeszłości, przez obśmiewanie jej. Jednak użycie takiego żartu w ramach promocji swojego zbioru opowiadań akurat w naszym kraju – tak często niesłusznie kojarzonego poza naszymi granicami w ten fałszywy i niesłuszny sposób – może budzić kontrowersje. I budzi – co zrozumiałe, jednocześnie, przypadkowo – wzmagając medialny szum wokół samego twórcy, jak i jego dzieła. Ty bardziej znamienne wydają się więc powyżej przytoczone słowa, które uwidaczniają bezkompromisowość i bezpośredniość Boba-Waksberga. To twórca, który ma przysłowiowy „niewyparzony język”, który mówi, co myśli, często przekraczając granice dobrego smaku, ale nie mając na celu obrażania, krzywdzenia innych. To, co robi, robi  bowiem dlatego, że sam uważa to za śmieszne, ironiczne. Jak sam podkreśla: „przede wszystkim musisz być autentyczny w żartowaniu”.  I on jest, mimo, że czasem zbiera za to cięgi. Czy słuszne, czy nie – to już pozostawiam osobistej ocenie każdego.

Raphael Bob-Waksberg to twórca niezwykły. Utalentowany, wszechstronny, często kontrowersyjny. Jego „BoJack Horseman” odważył się – na przestrzeni 6 sezonów – sięgać po wiele skrajnie problemowych tematów, często starannie unikanych zarówno przez kino, jak i telewizję, zaskarbiając sobie tą szczerością zdecydowaną sympatię rzeszy fanów. Książka – zbiór opowiadań o miłości – może przysporzyć mu kolejnych, zwłaszcza tych zaintrygowanych samą sylwetką autora, bowiem on sam często podkreśla, że nigdy nie jest do końca pewien, jak mocno w pisanych przez siebie historiach samego siebie obnaża.

Mimo kontrowersji,  nic nie zmieni tego, że to artysta nietuzinkowy, o wielu twarzach, ale też bardzo niewyparzonym języku, na którego warto mieć oko i w przyszłości.

© Insignis / materiały promocyjne

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Godzilla w komiksowym kadrze

Godzilla to nie tylko kinowe filmy. To także dochodowa licencja, która rozprzestrzeniła się na przemysł …

Leave a Reply