Gorący temat

Raz i na zawsze, tom 1: Król nieumarły – magiczne siły natychmiastowego reagowania [recenzja]

“Raz i na zawsze”to kolejny komiks ze scenariuszem Kierona Gillena w ofercie Non Stop Comics. Po rozgrywającym się w świecie urzeczywistnionej gry “Die”, tym razem do mamy do czynienia z przetworzonymi w atrakcyjny sposób mitami i legendami arturiańskimi. 

Popkuturowych dzieł wykorzystujących legendy arturiańskie mamy bez liku. Tytuł komiksu Gillena nawiązuje do jednego z kamieni milowych w tej tematyce, czyli do legendarnego cyklu “Był sobie raz na zawsze król” T. S. White’a, ale ten kto choć przez chwilę pomyślał, że dostaniemy jego komiksowy odpowiednik, raczej bardzo się zdziwi. Trafiamy bowiem do naszej współczesności, w której na wstępie jakaś tajemnicza grupa, z tajemniczą kobietą na czele pragnie przywrócić do życia samego króla Artura. Czyżby Anglia była w potrzebie? Cóż, ponownie nic bardziej mylnego. Okazuje się bowiem, że to nieumarły król Artur może stać się zwiastunem zagłady dla świata. Ale dlaczego ta wspaniała, legendarna postać miałby być zagrożeniem? Na to i na wiele innych pytań Gillen odpowiada w całkiem zaskakujący sposób, szykując swoich czytelników na reinterpretację arturiańskiego mitu. Tak właśnie, scenarzysta po prostu odwraca na popkulturowy sposób kota ogonem i całkiem dobrze się przy tym bawi.

Po tym jak na pierwszych planszach oglądaliśmy wspomnianą wyżej grupę z konkretnym zadaniem, fabuła wskakuje na nieco inne tory, bo przecież musimy poznać prawdziwych bohaterów tej opowieści. Pierwszy z nich to Duncan, młody mężczyzna, którego po raz pierwszy spotykamy w niezręcznej sytuacji na randce, a druga to jego babcia  Bridgette, aktualnie przebywająca w domu opieki. I to ona od pierwszych chwil okazuje się creme de la creme historii Gillena, kiedy to ukazuje nam swoje prawdziwe oblicze emerytowanej łowczyni potworów zamierzającą powstrzymać proces przywrócenia do życia króla Artura. I jak się okazuje, jest w swych działaniach niezwykle skuteczna, dzięki czemu akcja rusza w komiksie pełną parą i nie odpuszcza do ostatniej planszy. Słowem – dzieje się.

Kieron Gillen proponuje nam w fabule rodzaj szaleńczego wyścigu z czasem i przeciwnościami losu, ale jej największa atrakcją jest odsłanianie kolejnych tajemnica stojących za rodzinnym konfliktem, który znalazł w niniejszych wydarzeniach eskalację. Kolejne rewelacje podkręcają ciekawość czytelnika, ale ma się z czasem wrażenie, że to wszystko toczy się za szybko i taka sama jest lektura komiksu Gillena. Również rysownik albumu, Dan Mora kreuje niezwykle dynamiczne kadry i widowiskowe sceny walk, przez co nie możemy na dłużej zatrzymać się na kontemplowaniu wizerunku poszczególnych bohaterów, na których twarzach wybrzmiewa często pełna gama emocji. 

Tempo jest tak zabójcze, że może nam umknąć chyba największa zaleta fabuły Gillena, czyli kreowanie na bieżąco ram opowieści, która jest płynna i zmienna, mocno  zależy od konkretnych czynów i działań bohaterów i szybko zaczyna rozsadzać tradycyjną formułę, zresztą nie tylko odnoszącą się do arturiańskiego mitu. To główny patent na “Raz i na zawsze”, który jak na razie sprawdza się dobrze, choć jego percepcja może zaginąć w zalewie czystej rozrywki oferowanej przez twórców. Brakuje trochę wyważenia narracyjnych proporcji, by ta opowieść smakowała jeszcze lepiej, ale  i tak wciąż smakuje całkiem nieźle. 

Raz i na zawsze, tom 1: Król nieumarły

Nasza ocena: - 60%

60%

Scenariusz: Kieron Gillen. Rysunki: Dan Mora. Tłumaczenie: Jacek Drewnowski. Non Stop Comics 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Elektra i Wolverine: Odkupienie – inaczej niż zwykle [recenzja]

Elektra i Wolverine – taka para wspólnie w jednym komiksie obiecuje mnóstwo emocji. Najpierw jednak …

Leave a Reply