Gorący temat

Spirala: nowy rozdział serii Piła – świeżość na pokaz [recenzja]

Pewne rzeczy się nie zmieniają – po czterech latach nieobecności na kinowych ekranach, seria która zdążyła przyprawić niejednego widza o torsje powraca. I zamierza zrobić to z wielkim hukiem.

Nowe otwarcie znanej przez lata marki sugeruje już sam podtytuł, który z wdziękiem mlota pneumatycznego wbija nam do głowy, że bezlitosną grę w kotka i myszkę zaczynamy całkowicie na nowo. Zupełnie świeża i niejako oderwana od tradycji serii jest też obsada, w z jednej strony zapomnieć możemy o ikonicznym Tobinie Bellu, ale z drugiej, obok Chrisa Rocka czy Maxa Minghelli znajdziemy też tak uznane nazwisko jak Samuel L. Jackson. Wszystko to jeszcze przed seansem pozwala sądzić, że rzeczywiście, całkowicie na miejscu byłoby spodziewać się od filmu odpowiedzialnego za zupełnie przyzwoite Piły II, III i IV Darrena Lynna Bousmana całkowicie nowej jakości. Ale podobnie jak na wstępie: pewne rzeczy po prostu się nie zmieniają.

Fabuła „Spirali” w dużej mierze obraca się dookoła detektywa Ezekiela Banksa, który wraz ze swoim partnerem, Williamem Schenkiem staje naprzeciw serii tajemniczych morderstw. Choć niewątpliwie dzielące nawiązujące do znanej sprzed lat sprawy Pana Układanki elementy, makabryczne miejsca zbrodni zdają się być pozbawione wspólnego motywu – no może poza tym, że ktoś ewidentnie postanowił tym razem zapolować na stróżów prawa. Po nitce do kłębka, dwójka detektywów będzie zmuszona zatem rozwikłać zagadkę. Zegar jednak tyka nieubłaganie, a wszystko wskazuje na to, że zabójca bynajmniej nie powiedział ostatniego słowa.

„Piła” to jedna z tych kinowych serii, których ciężko z perspektywy czasu nie uważać za takie, które zaczęły zjadać własny ogon. Co rozpoczęło się w 2004 roku w formie kameralnego, ale potrafiącego zaskoczyć thrillera, wkrótce podążyło ścieżką mainstreamowego gore, wraz następnymi odsłonami tonąc coraz wyraźniej w wiadrach płynów ustrojowych i co bardziej efektownych metod pozbawiania kolejnych przedstawicieli homo sapiens życia. O pierwotnym, zasadzającym się na bezpardonowo potraktowanym motywie konieczności odpokutowania win przekazie wkrótce można było mówić jedynie w kontekście usprawiedliwienia kolejnych dawek makabry. Nawet najwięksi miłośnicy marki musieli zatem przyznać, że jeśli „Piła” ma utrzymać się przy życiu, czekają ją nieuniknione zmiany. Tyle, że cóż… „Spirala” taką zmianą bynajmniej się nie stanie.

Nowe otwarcie marki zaczyna się jednak ze wszech miar obiecująco. Ciężko co prawda mówić o tym, by z lubością prezentująca nam anatomiczne szczegóły  pułapka z jaką zaznajomimy się w otwierającej film sekwencji jakoś wyraźnie odcinała się od wypracowanego przez lata modus operandi, ale ewidentnie czuć, że tym razem postanowiono poświęcić efekciarstwo na rzecz znacznie skuteczniej oddziałującego na zmysły minimalizmu. Charakterystyczny dla kolejnych „Pił” chaotyczny montaż i dla odmiany, nasycona kolorystyka współgrają ze sobą na tyle dobrze, by stanowić skuteczną zasłonę dymną przed tym co, film ma w rzeczywistości do zaoferowania.

Miłe złego początki chciałoby się powiedzieć, bo już niebawem okazuje się, że szumnie reklamowana jako coś dla serii w istocie świeżego, „Spirala” zdaje się wpadać w ten sam, znany już od dekad schemat. Mimo tego więc, że kolejne sceny śmigają nam przed oczyma z niezwykłą intensywnością, film Bousmana ma ewidentne problemy z utrzymaniem odpowiedniego tempa. Sporo tu scen które w założeniu mają nam wyłożyć motywacje postaci, równie wiele pojawia się takich, w których kolejne elementy układanki mają wskakiwać na swoje miejsce, ale ostatecznie i tak zgrubnie zarysowana psychologia bohaterów okazuje się niczym więcej, jak miałką próba wbicia nam łopatą do głów określonego przekazu. Ostatecznie więc jak to przed laty, łapiemy się na tym, że zwyczajnie czekamy na kolejną porcję rozczłonkowywania złapanych niczym muchy w pajęczą siec ofiar.

A tego typu atrakcji w „Spirali”, wbrew oczekiwaniom nie ma znów tak wiele. O ile można zgodzić się zatem, że interaktywne sale tortur tym razem postanowiły zejść na ziemię, ciężko już mówić tu o czymś, co zdołałoby wywindować nową odsłonę serii w rejony dla poprzednich części niedostępne.

I w zasadzie w taki sposób „Spiralę” należałoby podsumować. Miłe akcenty w postaci nowych – i rozpoznawalnych – twarzy w obsadzie, to jednak zdecydowanie za mało by mówić o nowej jakości, zwłaszcza jeśli sama historia ani trochę nie ma zamiaru widza zaskakiwać. Oj zbyt bezpieczny ten nowy rozdział „Piły” by traktować go jako coś więcej niż ubraną w ładne fatałaszki powtórkę z rozrywki.

Foto © Monolith Films

Spirala: Nowy rozdział serii Piła

Nasza ocena: - 45%

45%

Reżyseria: Darren Lynn Bousman. Obsada: Chris Rock, Samuel L. Jackson, Max Minghella i inni. USA, 2021.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

The Colony – porządne europejskie science fiction [recenzja]

Choć kosmiczne science fiction to gatunek właściwie od zawsze zdominowany przez Amerykanów, w ostatnich latach …

Leave a Reply