Spontaneous – krwawa miłość [recenzja]

W temacie komedii romantycznych filmowcy powiedzieli tak wiele, że mogłoby się wydawać, że już wystarczająco. Słowo klucz to „mogło” bo to co serwuje nam Brian Duffield na polu oryginalności wybija się ponad konkurencję.

O tym że Amerykanin zdecydowanie dobrze czuje się w gatunku czarnych komedii, udowodnił już jego scenariusz do Netfliksowej „Opiekunki”. Odpowiednia doza szaleństwa i dobre tempo to zresztą te same zalety które wykorzystuje w swoim opartym na powieści Aarona Stramera reżyserskim debiucie.

 W „Spontaneous” spotykamy się przede wszystkim z uczennicą ostatniego roku college’u Marą. Sarkazm i ironia w podejściu do życia staną się wkrótce jej główną bronią przeciw zupełnie niespodziewanym okolicznościom – oto bowiem przyszli studenci jak jeden mąż zaczynają… eksplodować. Nikt nie zna przyczyny, nikt nie potrafi zidentyfikować objawów koszmarnej przypadłości, a jedynym co wydaje się pewne, to świadomość czyhającej za rogiem śmierci. Czy w takim momencie jest szansa na to by w dwojgu młodych ludzi zrodziło się uczucie? Czy może to wbrew wszystkiemu, idealny moment na to… by tak naprawdę zacząć żyć?

„Spontaneous” rozpoczyna się niekoniecznie uwielbianą przez wszystkich narracją z offu prowadzoną przez główną bohaterkę, ale na szczęście dawka celnego sarkazmu jest wydozowana na tyle precyzyjnie, by nie tylko Marę polubić, ale i przynajmniej kilka razy uśmiechnąć się pod nosem. Film Duffielda szybko przechodzi zresztą do konkretów, zawiązując akcję wokół tajemniczej choroby która jak się zdaje, zaczyna towarzyszyć nastolatkom. Pod tym względem robota wykonana przez Duffielda sprawdza się w 150 procentach – jest nieprzewidywalnie, jest krwawo i z całą pewnością dynamicznie. Już samo to wystarczyłoby na zupełnie przyzwoitą rozrywkę, ale mimo że obecna przez cały seans, wybuchowa choroba stanowi jedynie tło dla opowieści o nastoletnim zauroczeniu dwojga wydawałoby się zupełnie przeciwstawnych charakterów. Niby klasyka gatunku zatem, a jednak uzupełniona o niespotykany fantastycznonaukowy twist. Do jednego wora wrzuconych zostaje tu zatem tak naprawdę kilka gatunków, poczynając od komedii romantycznej, przez pandemiczne science fiction, po elementy rodem z filmów gore. I wiecie co? To działa.

Niewątpliwą zaletą filmu Duffielda umiejętność sprawnego poruszania tematów trudnych, jednocześnie przyoblekając je w ton który nie wywołuje u widza natychmiastowych  napadów depresji. Przekaz nie zostaje tu jednak zbagatelizowany formułą, a momenty komedii doskonale równoważą się z nie byle jaką refleksją. Duffield całkiem słusznie dochodzi do wniosku bowiem, że jeśli coś może stanowić idealne tło dla afirmacji życia, to świadomość nieuchronności i nieprzewidywalności śmierci. Jasnym blaskiem świeci też w „Spontaneous” relacja Mary i Dylana. Dynamika ich rodzące się uczucia jest podana niezwykle naturalnie i wiarygodnie – Duffield daje nam czas żebyśmy odnaleźli się zarówno w stanowiącej niezbędne tło dla młodzieńczej miłości sytuacji, jak i zapoznali z charakterami bohaterów. W punkt wypadają też kreacje aktorskie – słowem, Katherine Langford i Charlie Plummer są tak dobrzy, że można w trakcie seansu zadawać sobie pytanie, czy nie są parą również poza ekranem.

„Spontaneous” nieco traci ze swojego rozpędu w okolicach trzeciego aktu, kiedy Duffield przygotowuje grunt pod większą dawkę podanego raczej ciężką ręką moralizatorstwa, ale tak czy inaczej wychodzi zeń obronną ręką, zwłaszcza w sytuacji kiedy paralele między przedstawioną historią a zamieszaniem związanym z pandemią COVID-19 wcale nie tak trudno znaleźć. By na filmie Amerykanina naprawdę dobrze się bawić, należy przede wszystkim już od pierwszych scen odrzucić kwestionowanie logiki  i analizę przedstawionych wydarzeń na poziomie naukowym, a miejsce tychże przyjąć założenie, że mamy do czynienia bardziej z metaforą wkraczania w dorosłość, niż – paradoksalnie w obliczu wiader posoki zalewających ekran – dosłownym science fiction.

To przyznając, należy zdawać sobie sprawę z tego, że forma w jakiej „Spontaneous” zostaje podane, fanów bardziej standardowych wariacji odnośnie młodzieńczych romansów i tak zapewne odrzuci. Cała reszta jednak może po tę specyficzną lekcję życia sięgnąć bez obaw, bo to po prostu zdrowa dawka krwistej rozrywki.

Foto © Paramount Pictures

Spontaneous

Nasza ocena: - 75%

75%

Reżyseria: Brian Duffield. Obsada: Katherine Langford, Charlie Plummer, Piper Perabo i inni. USA, 2020.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski
Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

The Dark and The Wicked – dawka zła w skondensowanej formie [recenzja]

Na palcach jednej ręki policzymy zapewne filmy które potrafiły wywołać w nas ten rodzaj atawistycznego …

Leave a Reply