Wojciech Chmielarz – Pojawia się mnóstwo złych książek i nie ma nikogo, kto by to powiedział na głos [wywiad]

Z Wojciechem Chmielarzem, nagradzanym autorem m.in. “Prostej sprawy”, “Żmijowiska” i “Cieni” rozmawiamy o pisaniu powieści sensacyjnych, pozycji kryminału w Polsce, lockdownie i ekranizacjach jego książek. Ale też o tym, czego mu jeszcze, jako pisarzowi, brakuje i czy pisanie o prawdziwych zbrodniach jest trudniejsze, niż tworzenie fikcji.

 

„Prosta sprawa” to powieść pisana na początku w odcinkach, w ramach zajęcia czasu w trakcie lockdownu. Gdyby nie on, to czy w ogóle by powstała?

Wiesz co, jest duża szansa, że nie! Powiem tak, od dawna ciągnęło mnie w stronę sensacji, thrillera. Chciałem spróbować czegoś nowego, odejść od tego kryminału policyjnego i thrillera psychologicznego czyli dwóch gatunków, z którymi jestem najbardziej kojarzony. Ale brakowało mi trochę motywacji, pomysłów, ale też chyba nie czułem się do końca bezpiecznie z tą konwencją. Obawiałem się, że brakuje mi trochę wiedzy, umiejętności, wyczucia. Lockdown, ta formuła pisania powieści w odcinkach i publikowana na Facebooku sprawiła, że mogłem podejść do tego wszystkiego na luzie. Wziąć całą tą opowieść w pewien nawias, artystyczną klęskę zwalić na okoliczności. Dużo tam po prostu miałem poduszek bezpieczeństwa, które gwarantowały w miarę lekkie lądowanie.

To pierwsza w pełni sensacyjna powieść w twoim dorobku. Ale już np. w „Cieniach” trochę w tym kierunku gatunkowym zmierzałeś. Zawsze chciałeś napisać sensację, czy po prsotu nadarzyła się okazja?

Ciągnęło mnie do tej sensacji. Wiesz, to jest fajny gatunek. Ciekawy. Zabawny. Pamiętasz, że moje trzy ostatnie powieści: “Żmijowisko”, “Rana”, “Wyrwa” były ciężkie? Emocjonalnie wymagające nie tylko dużo od czytelnika, ale także ode mnie jako autora. Potrzebowałem od tego odpocząć. Zająć się, mówiąc trochę pół serio, powieścią, gdzie nie ma żadnej psychologii. Jest sama akcja.

Planujesz następną? Niekoniecznie o perypetiach bohatera „Prostej sprawy”, choć życiorys zdaje się on mieć bogaty.

Myślę, że będzie następna. Mam już na nią pomysł. Wiem, gdzie się ma dziać i czego dotyczyć. Ale nie wiem, kiedy powstanie, bo wcześniej jest kilka innych tematów, z którymi chciałem się zmierzyć.

Sprawdź, gdzie kupić:

Czujesz się lepiej przy konstruowaniu fabuły kryminału, czy przy takiej, jak w „Prostej sprawie” – „jeździe bez trzymanki” w ramach sensacyjnej konwencji? Pisanie jakich scen sprawia ci najwięcej frajdy?

Tego nie da się zmierzyć. To jest zupełnie inny rodzaj roboty i zupełnie inny rodzaj satysfakcji po skończonej pracy. Kryminał czy thriller psychologiczny wymaga ode mnie więcej dyscypliny, więcej analitycznego myślenia, namysłu i skupienia. Taka sensacja jak “Prosta sprawa” to jest czysta pisarska jazda, pościgi, wybuchy, strzelaniny, ale bardzo łatwo się w tym pogubić. Dać się porwać temu nurtowi. Poza tym trzeba wiedzieć, jak dawkować napięcie, gdzie trochę zwolnić, gdzie przyspieszyć, gdzie dać czytelnikowi szansę na oddech. To trochę inny zestaw umiejętności.

Polska powieść sensacyjna zdaje się dopiero rodzić, kształtować jako gatunek, a jej reprezentantów moglibyśmy policzyć na palcach jednej ręki. Jako baczny obserwator literackiej sceny, widzisz jakichś rodzimych autorów gatunku godnych polecenia?

Faktycznie. Trudno napisać sensację w Polsce. To jest gatunek, który wymaga przecież pewnego rozmachu, przestrzeni, odrobiny szaleństwa. A my w sumie jesteśmy takim małym, prowincjonalnym krajem. Co ma swoje zalety, bo jest u nas dość spokojnie, ale ma też wady – trudno napisać thriller. Ale widzę, że są autorzy, którzy próbują. Z rzeczy, które znam i czytałem, to polecam oczywiście Zygmunta Miłoszewskiego z “Kwestią ceny”. Natomiast w przyszłym roku swoją powieść sensacyjną ma wydać Jakub Ćwiek i to będzie, ku…wa, petarda.

Wspomnieliśmy już, że jesteś uważnym obserwatorem polskiego rynku książki. Ale nie stronisz także od komentowania, nie tylko ogólnej sytuacji, ale i poszczególnych pozycji. Co niekoniecznie spotyka się z pozytywnym odbiorem. Autor powinien sam sobie „nakładać kaganiec” i nie mówić o twórczości innych autorów? Czy wręcz przeciwnie?

Ja bym bardzo chciał siedzieć cicho, ale, kurczę, kto jak nie ja? Przecież w Polsce prawie nie ma krytyki literackiej, a tym bardziej krytyki literackiej, która zajmowałaby się literaturą gatunkową. A powiedzmy sobie, że nie dzieje się dobrze. Pojawia się mnóstwo złych książek i nie ma nikogo, kto by to powiedział na głos. Uważam, że powinniśmy na serio porozmawiać o kryminale i literaturze popularnej. Jak ona się rozwija, gdzie zmierza, co nam się podoba, a co nie. A póki co mamy nieustanny festiwal klepania się po plecach i udawania, że wszystko jest super. Nie jest.

Za twoją najlepszą powieść uznaje się powszechnie „Żmijowisko”. A ty osobiście którą lubisz najbardziej? Która jest ci najbliższa? Najważniejsza?

Mam trzy. “Osiedle marzeń”, bo to była pierwsza moja książka, którą napisałem w sposób tak świadomy. Doskonale zdając sobie sprawę, co chcę osiągnąć w każdej scenie i jeśli chodzi o wydźwięk całości. Potem “Zombi” pierwsza powieść, gdzie tak głęboko wszedłem w psychikę moich bohaterów. I na koniec “Żmijowisko”, bo to chyba faktycznie najlepsza rzecz, jaką napisałem do tej pory.

„Żmijowisko” zostało zekranizowane w formie serialu przez Canal+. Otworzyło ci to drogę do świata filmu? Możemy spodziewać się kolejnych ekranizacji? Serialu? A może filmu na kinowym ekranie – kiedy w końcu pandemiczny kurz opadnie?

Pomidor. Życie nauczyło mnie, że projektami filmowymi można się chwalić w momencie, kiedy te już powstają.

A – w takim razie – którą ze swoich książek najbardziej chciałbyś zobaczyć zekranizowaną?

Wszystkie! Ale najbardziej to chyba “Farmę Lalek”. Uważam, że to materiał na świetny film lub serial i szkoda, że nie udało się tego potencjału wykorzystać. Chociaż kilka razy było blisko.

Sprawdź, gdzie kupić:

Jesteś ostrym komentatorem obecnej sytuacji społeczno – politycznej. Chciałbyś napisać powieść w gatunku political fiction? Parafrazę obecnych czasów, obecnych rządów? Pójść drogą Sekielskiego z jego trylogii „Sejf”?

Jakim ostrym! Daj spokój. Przecież piszę oczywiste oczywistości i to zresztą bardzo rzadko. Ale nie. W ogóle nie ciągnie mnie w tym kierunku. Za mało znam ten świat i chyba nie mam w tym temacie nic ciekawego do powiedzenia. Przynajmniej teraz.

„Opowiem ci o zbrodni” to projekt serialowo – literacki kanału tv Crime Investigation Polsat. Właśnie startuje trzeci sezon, w którym także, po raz kolejny się pojawiasz. Opowiadacie (i piszecie) o realnych zdarzeniach, prawdziwych zbrodniach. To trudne? Trudniejsze, niż tworzenie fikcji, przy której wiemy, że zbrodnia i tożsame z nią cierpienie pozostają na kartach powieści? Obnażanie prawdziwego ludzkiego okrucieństwa to bezdyskusyjnie ciężar. Warto go dźwigać?

No zadałeś teraz pytanie, czy warto pisać reportaże. I uważam, że warto. Niekoniecznie dlatego, że pokazują prawdę, bo uważam, że często fikcja może być prawdziwsza od rzeczywistości, ale dlatego, że jest to jakiś kolejny sposób, żeby literacko zmierzyć się z tym, co nas otacza.

No dobra, ale przechodząc do konkretów. “Opowiem Ci o zbrodni” to faktycznie ciężki projekt właśnie z tego powodu, że zajmujemy się prawdziwymi sprawami i opowiadamy o prawdziwych ludziach. I mam tę świadomość, że każde słowo, które wypowiem i każde słowo, które napiszę, może kogoś skrzywdzić. To jest ogromna odpowiedzialność i ogromny ciężar na naszych ramionach.

Co w tych historiach, w realnych sprawach, o jakich mówicie w „Opowiem ci o zbrodni” przeraża cię najbardziej?

To zależy od historii. Czasami jest to bezwzględność zabójcy, jak w sezonie drugim, kiedy sprawca w sposób absolutnie wyrachowany wybrał ofiarę, owinął ją sobie wokół palca, ukradł jej majątek całego życia, a potem brutalnie zamordował. Albo jak w trzecim sezonie, fakt, że do zbrodni doszło przez przypadek. Że sprawczyni znalazła się w takiej życiowej matni, że nie widziała dla siebie innej wyjścia, jak sięgnąć po nóż. A wystarczyło tylko to, żeby w jej otoczeniu znalazł się ktoś jej życzliwy, kto by ją po prostu chwycił za rękę i zapytał, co ona właściwie robi.

Da się zrozumieć, pojąć intencje, motywację mordercy, opierając się na policyjnych aktach? Wejść tak głęboko w sprawę, by ją móc ją przedstawić?

Nie wiem. To jest jedyna prawdziwa i szczera odpowiedź. Ale się staramy. Próbujemy zrozumieć, co się wydarzyło i dlaczego. Jak nam to wychodzi, to już ocenią widzowie i czytelnicy.

Zostaje to z tobą, wspomnienia tych spraw? Odchorowujesz je? Może – w jakimś stopniu – pomagają ci też w pisaniu?

Jeszcze nie wiem. Jestem świeżo po premierze trzeciego sezonu i odcinka. Zawsze potrzebuję trochę czasu, żeby sobie to wszystko na spokojnie przemyśleć i chyba tak poprzeżywać. Zastanowić się, czego się nauczyłem, co wyniosłem z danej sytuacji.

Sprawdź, gdzie kupić:

A co jest najtrudniejszego w roli pisarza kryminałów?

Jak w roli każdego pisarza – pisanie. Wiesz, to jest jednak dość monotonne i nudne zajęcie, które polega na siedzeniu na tyłu i stukaniu literek na klawiaturze. Trzeba dużej motywacji i samozaparcia, żeby skończyć pierwszą książkę. A z kolejnymi, wbrew pozorom, jest jeszcze ciężej. Ale też nie chcę brzmieć tak, jakbym jakoś strasznie się żalił i narzekał, jak mi jest ciężko. Mam tę satysfakcję i to szczęście, że spełniło się moje życiowe marzenie. Jestem zawodowym pisarzem.

A jak ma się sam kryminał, jako gatunek, w Polsce? Wiele gatunków literatury popularnej traktowanych było po macoszemu, z dużą dozą lekceważenia. Kryminał – jak się wydaje – przebił się niejako na salony, jest obecny w krytycznym dyskursie literackim. Ma swoje niemałe festiwale i prestiżowe nagrody. Sukces?

Kryminał odniósł sukces i kasowy, bo się sprzedaje, i artystyczny, bo faktycznie jest dostrzegany przez krytykę. Ale mam wrażenie, że to wszystko jest mocno powierzchowne. Jest kilku autorów, powiedziałbym flagowych, którymi chwalimy się na lewo i prawo, a przecież ten gatunek w tej chwili uprawie kilkaset osób. Oni jakoś znikają. Publikują jedną książkę, nie wydają kolejnej. Inną kwestią jest jeszcze jakość tej produkcji literackiej. Ilu jest autorów w Polsce, którymi tak szczerze moglibyśmy się chwalić na świecie? Góra dziesięciu? Chyba jakoś tak. Ale nie każ mi wymieniać nazwisk.

Największe marzenie, cel w zakresie literackim? Czego jeszcze brak Wojciechowi Chmielarzowi – pisarzowi?

Tłumaczeń. To zawsze jest jakiś dodatkowy prestiż i dodatkowa przygoda. Niestety, jestem tłumaczony tylko na francuski, ale mam tę satysfakcję, że jestem na tym rynku obecny już od kilku lat i nie zapowiada się na to, żebym miał z niego zniknąć.

A jest może jakiś pisarz – niekoniecznie polski – z którym chciałbyś stworzyć coś wspólnie? Jak w ogóle podchodzisz do tematu pisania w duecie?

Ostatnio napisaliśmy z Jakubem Ćwiekiem wspólnie słuchowisko, opowieść grozy. Całkiem ciekawie nam to wyszło, jak mi się wydaje. Ale co też oznacza, że póki co nie mam planu pisać z kimkolwiek czegokolwiek.

Wielu twórców ewoluuje, porzucając pierwotnie przepracowywane gatunki. Łukasz Orbitowski, Jakub Małecki, Aleksandra Zielińska – zaczynali w grozie, fantastyce, w lit. gatunkowej, by zawędrować – z powodzeniem – do mainstreamu. Ty myślisz o tym, by porzucić kryminał dla powieści głównonurtowej?

Niespecjalnie. Czuję, że mam jeszcze coś do powiedzenia i do udowodnienia w kryminale. I to na tym gatunku będę się skupiał.

Choć od premiery „Prostej sprawy” nie minęło jeszcze wiele czasu, to jednak spytam: pracujesz nad czymś nowym? Jeśli tak, to co możesz zdradzić czytelnikom?

Teraz na tapecie mam trzecią część cyklu gliwickiego, czyli “Wilkołaka”. Ma to być zakończenie historii Dawida Wolskiego, najgorszego prywatnego detektywa w Polsce. Nie jest on tak popularny, jak komisarz Mortka, ale strasznie lubię tego bohatera. Zobaczymy, jak to wyjdzie. Mam nadzieję, że czytelnicy będą zadowoleni.

Zdjęcie główne © Wojtek Rudzki

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Jakub Bielawski – wszyscy jesteśmy słabi, wrażliwi i podatni na zło [wywiad]

Z Jakubem Bielawskim, autorem bestsellerowej “Ćmy”, “Dunkela”, a także zbioru opowiadań “Słupnik” rozmawiamy o najnowszej …

Leave a Reply