Gorący temat

Ten, który stoi za plecami – wschodniosłowiański horror w natarciu [recenzja]

„Ten, który stoi za plecami” Eduarda Wierkina to horror posługujący się do bólu ogranymi kliszami. Co ważniejsze – nawet jej główny bohater doskonale zdaje sobie z tych klisz sprawę i sam często o nich przypomina. Co nie przeszkadza powieści stanowić świetny przykład udanej literatury gatunkowej, która trzyma w napięciu od pierwszej, do ostatniej strony.

Ania Siemionkowa chciała zrobić złośliwy żart, jaki miał dać nauczkę jej koleżance. Zwraca się więc z prośbą o pomoc w tej kwestii do Witka Kruglowa. Bowiem Witek – podobno, jak słyszała Ania – potrafi straszyć. Ale tak straszyć na serio, że się nawet na oddziale szpitalnym kończy. Witek to wielki miłośnik horrorów i wszystkich nadprzyrodzonych opowieści, który niechętnie, ale w końcu zgadza się pomóc Ani w złośliwych zakusach… I zaczyna się dla dwójki młodych ludzi niezwykła, mroczna, przerażająca przygoda, która w pewien sposób odmieni ich na zawsze.

Wierkin nie tylko dobrze rozumie konwencję horroru, ale też dobrze orientuje się w lokalnym, wschodniosłowiańskim folklorze, jakie zgrabnie wplata w swoją historię. I tak naprawdę przez większość powieści unika bezpośredniości, stosując proste zabiegi, wykorzystując prozaiczne – zdawałoby się – straszaki, które nadspodziewanie dobrze w jego rękach grają. To horror balansujący na granicy dosłowności i przekory. Tak naprawdę przez całą powieść wahamy się, czy w ogóle zawierzyć w przedstawiane zdarzenia. Czy są one prawdą, faktem, czy może jednak stanowią jedynie wyobrażenie skrzywionego, wypaczonego przez zamiłowanie do horrorów umysłu Witka? Jego własnej, podbudowanej popkulturowym dorobkiem grozy podświadomości?

Dodatkowym plusem powieści jest jej rosyjskość. Literatura zza wschodniej granicy ma swój specyficzny styl, smak, którego nie da się podrobić. I być może przez swoją słowiańskość jest bliższa właśnie rodzimemu, polskiemu odbiorcy? Zdecydowanie jest odmienna od książek zachodnich, czy to brytyjskich, czy – już zupełnie – amerykańskich. Literatura posiada bowiem narodowość, ukrytą w kulturowych odniesieniach, w kreacji świata przedstawionego, w ogólnym duchu, klimacie, w jakim powstała. W niuansach, niby niewidocznych, na pierwszy rzut oka, ale dostrzegalnych wyraźnie dla uważnego czytelnika. I u Wierkina wyczuwalna jest ta rosyjskość właśnie. W osobie Witka Kruglowa, w postaci jego nowobogackiej rodziny i ichniejszej posiadłości, która konfrontowana jest z miałkim, skromnym, uboższym życiem Ani.

Witek to chłopak, który ma wszystko – w sensie materialnym – ale tak naprawdę jest samotnym, zagubionym dzieciakiem, dla którego ucieczka w horrory stanowi odskocznię od wyobcowującego go świata. Jego rodzina korzysta z posiadanych pieniędzy w sposób charakterystyczny dla rosyjskich biznesmenów, jacy awansowali w hierarchii społecznej gwałtownie i niespodziewanie, zachłystując się posiadanym wysokim statusem, nie niosącym jednak za sobą obycia, gustu, czy zwiększonej elokwencji. To portret rodziny, która pozornie ma wszystko, jednak realnie nie ma prawie nic. A w środku tego wszystkiego jest Witek – chłopak łaknący akceptacji, więc próbujący na swój sposób zaimponować rówieśnikom, zrobić wrażenie na dziewczynie. Przez co ściąga kłopoty i na siebie i na nią.

Wierkin – jak wspomniałem na wstępie – gra kliszami,. Jednak robi to na tyle otwarcie, z taką bezczelną bezpośredniością, że nie sprawia to wrażenia nieudolności. On doskonale rozumie schematy działania horrorowych motywów i skrzętnie to wykorzystuje, by zagrać z czytelnikiem w swoistą grę w kotka i myszkę. Kto jest kim? Kto istnieje naprawdę, a kto jest majakiem? Co rzeczywiście się wydarza, a co jest manifestacją zagubionego umysłu? Wątpliwości mamy praktycznie od pierwszej, do ostatniej strony.

Zakończenie w pierwszej chwili pozostawia poczucie niedosytu. Ale po dłuższym przemyśleniu okazuje się nad wyraz dobrze dopasowane do całej historii i dobrze ją domyka, we właściwy sposób wieńcząc całą opowieść.

„Ten, który stoi za plecami” to przykład, jak bardzo nie doceniamy rosyjskiej literatury. A jest tam naprawdę wiele do odkrycia. Od Anny Starobiniec, poprzez Olega Diwowa, Wadima Panowa, czy Siergieja Łukjanienko po Eduarda Wierkina właśnie (by wspomnieć tylko tych, którzy już się pojawili na polskim rynku książki) – wschodniosłowiańska fantastyka i horror mają dużo do zaoferowania, jeśli tylko będziemy chcieli po nią sięgnąć. Wydawnictwo IX dało nam jedną z szans, obiecywało też jakiś czas temu wydanie Starobiniec (za co bardzo trzymam kciuki). Jednym zdaniem: polecam rosyjskojęzyczną grozę, bo naprawdę jest tego warta. Czego „Ten, który stoi za plecami” jest sztandarowym przykładem.

Ten, który stoi za plecami

Nasza ocena: - 80%

80%

Eduard Wierkin. Tłumaczenie: Paweł Laudański. Wydawnictwo IX 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Enigma. Liczba wszystkich liczb – największy polski sukces, o którym nikt nie chce pamiętać? [recenzja]

„Enigma. Liczba wszystkich liczb” Krzysztofa Koziołka to fabularyzowana historia jednego z największych – jeśli nie …

Leave a Reply