Gorący temat

The Last of Us, sezon 1 – ramię w ramię przez apokalipsę [recenzja]


Warning: A non-numeric value encountered in /home/platne/serwer269681/public_html/badloopus.pl/wp-content/plugins/taqyeem/taqyeem.php on line 613

Warning: A non-numeric value encountered in /home/platne/serwer269681/public_html/badloopus.pl/wp-content/plugins/taqyeem/taqyeem.php on line 616

Wziąć się za bary z materiałem prawdziwie kultowym, to nie lada sztuka – nawet jeśli w portfolio ma się współudział w produkcji tak znakomitej, jak serialowy „Czarnobyl”. Porywając się na ekranizację wirtualnej legendy post apo, Craig Mazin doskonale wiedział jednak, jak powinien do materiału źródłowego podejść by zadowolić jak największą ilość docelowych grup odbiorców.

Wyprodukowane przez Naughty Dog „The Last of Us”, po raz pierwszy debiutowało jeszcze w 2013 roku, za czasów panowania Playstation 3 i niemal z miejsca stało się jednym z tych popkulturowych fenomenów, których wpływ sięgał znacznie dalej niż wskazywałaby na to przynależność do konkretnego medium. Doskonały, należący do ścisłej czołówki dokonań branży elektronicznej rozrywki scenariusz starzał się niczym wino – a po jednym remasterze, jednym remake’u i jednej kontnuacji jakie sprezentowano fanom w ciągu kolejnej dekady, jasnym stało się, że ostatecznym krokiem musi być wersja aktorska. To co nie udało się Neilowi Druckmannowi z ogłoszonym w 2014 roku długim metrażem, zdołano z nawiązką przezeń osiągnięte w formie serialu, gdy ten połączył siły ze wspomnianym wyżej Mazinem. I cóż tu kryć – ostateczny efekt, w postaci debiutującego na HBO Max, dziewięcioodcinkowego serialu zdołał spełnić wszelkie oczekiwania.

Telewizyjna seria startuje dokładnie w tym momencie, co jej wirtualny odpowiednik – a zatem w przededniu wywołanej przez mutację Cordycepsa apokalipsy. Podczas gdy agresywny grzyb w błyskawicznym tempie opanowuje świat, oko kamery skupia się na Joelu, który doświadczając tragicznej śmierci córki, w jednej chwili traci grunt pod nogami i powód, dla którego warto żyć. By go odzyskać, będzie musiał poczekać kolejne dwie dekady, kiedy chcąc nie chcąc podejmie się zadania odeskortowania Ellie – młodej dziewczyny której niezwykła odporność może stać się światełkiem w pogrążonej w mroku rzeczywistości –  przez zgliszcza cywilizacji jaką kiedyś znał. Obfitująca w niebezpieczne sytuacje podróż stanie się przyczynkiem do prawdziwego katharsis dwojga pzoornie całkowicie obcych sobie ludzi.

Ekranizacje gier wideo zdążyły w ciągu dekad nagrabić sobie u widzów pod co najmniej kilkoma względami. Miałkie, bo ograniczające się do kopiowania jeden do jeden scen z pierwowzorów podejście do materiałów źródłowych, czy stojące na zupełnie przeciwnej stronie skali autorskie fanaberie na dobre ugruntowały przekonanie, że komukolwiek uda się sztuka pogodzenia oczekiwań fanów z koniecznością trafienia do nowych grup odbiorców, ten sięgnie po filmowego Świętego Graala.

Co najważniejsze dla tych pierwszych, „The Last of Us” po nakreślonych przez scenariusz gry wydarzeniach porusza się niezwykle wiernie, od czasu do czasu tylko pozwalając sobie na rozbudowanie pojedynczych wątków, jak choćby ten z Billem i Frankiem, ze wzbudzającego emocje trzeciego odcinka. Mrugnięć oka do fanów wirtualnej wersji podróży Joela i Ellie jest tu więc siłą rzeczy mnóstwo, łącznie z sekwencjami, w których kadry jako żywo przypominają growe cutscenki. Na szczęście dla wszystkich zainteresowanych, na kopiowaniu wcześniejszych pomysłów tym razem się nie kończy, a Mazin i Druckmann nigdzie się nie spieszą, z postapokaliptycznej opowieści drogi we wdzianku post apo wyciskając ostatnie soki. „The Last of Us” nie stawia sobie przy tym celu redefiniowania gatunku – jego siłą jest staranne zagłębienie się w gatunkowe schematy i przefiltrowywanie ich przez stanowiącą rdzeń całej opowieści, z wolna budującą się relację dwojga złamanych ludzi.

Można mieć co prawda wątpliwości czy takie podejście zadowoli tych, którzy liczyli na gęstą, podszytą biologicznym horrorem atmosferę, ale dokładnie taki też był zamiar twórców. Z tej perspektywy, bowiem, niezależnie od tego, czy naszym bohaterom przyjdzie zmierzyć się z hordami zakażonych, czy grupami ocaleńców, których instynkt przetrwania pchnął do prawdziwych potworności, produkcja HBO z apokalipsy samej w sobie czyni niezbędne i konieczne, ale jednak tło dla leżącego u podstaw całości pomysłu. Każda tragedia przeżyta po drodze, każde przypomnienie, że w walce o przeżycie na bok schodzi zdrowy rozsądek i moralność, a iluzja nadziei na lepsze jutro zdaje się pierwszym krokiem ku niechybnej śmierci, staje się zatem kolejnym uderzeniem w kruszejący z każdą chwilą mury obojętności, jakie dwójka protagonistów wokół siebie wybudowała. Wszystko to rzecz jasna zmierza ku oczywistej, emocjonalnej kulminacji – ciekawej jednak o tyle, że przypominającej o tym, że w opanowanej przez Cordycepsa rzeczywistości nie ma czynów, które pozostałyby bez konsekwencji.

Na poparcie tak rozbudowanej i przemyślanej historii mamy też niewątpliwie znakomitą realizację – taką która nie musi narzucać się nachalnością, by widz docenił detaliczne podejście twórców. Innymi słowy, przegniła i upstrzona rdzą scenografia to prawdziwa proza życia, która mimo kilku epickich scen i ukazujących ogrom zniszczeń panoram, zapada w pamięć przede wszystkim realizmem. Podobnie sprawa ma się z nieprzesadzoną charakteryzacją zarażonych, w przypadku której fuzja CGI z praktycznymi efektami dała piorunujący, należycie obrzydliwy efekt. Trudno byłoby jednak mówić o serialu kompletnym, gdyby sprawę pokpiono na polu castingu. Nic takiego jednak w „The Last of Us” nie ma miejsca, a postawieni w centralnym punkcie historii Pedro Pascal i Bella Ramsey mają ten rodzaj ekranowej chemii, który sprawia, że w ich emocje chce się wierzyć.

Choć nigdy nie osiąga zawrotnego tempa, zawarty w dziewięciu odcinkach serial HBO ma więc wszystko, by odpowiednio cierpliwego widza wynagrodzić uczciwie zapracowanym finałem. Nawet jeżeli jego wydźwięk nie jest aż tak mocny jak w pierwowzorze, nie zmienia to faktu, że „The Last of Us” jest po dziełem przemyślanym od A do Z, dokładnie wiedzącym co chce opowiedzieć i konsekwentnie do tego celu zmierzającym. Czasem tylko (i aż) tego potrzeba, by zapewnić widzowi kawałek dobrej rozrywki.

Foto © HBO MAX

The Last of Us

Nasza ocena: - 70%

70%

Twórcy: Neil Druckmann, Craig Mazin. Obsada: Pedro Pascal, Bella Ramsey, Anna Torv i inni. UA, 2023.

User Rating: 4 ( 1 votes)

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Infamia – romska etiuda o dorastaniu na pograniczu dwóch kultur [recenzja]

Bardzo kusi, by określić Netflixową „Infamię” romską wersją Szekspirowskiego „Romea i Julii”. Kusi, ale chyba …

Leave a Reply