Gorący temat

Tom Strong, tom 3 – do końca świata i jeszcze dłużej [recenzja]

Musieliśmy poczekać trochę ponad rok, by skompletować całą serię o przygodach Toma Stronga. I chociaż to bohater, który z pewnością zasługuje na jeszcze więcej komiksowych perypetii dobrze, że Alan Moore nie zamierzał przeciągać serii w nieskończoność.

W czasach tworzenia imprintu America’s Best Comics Alan Moore musiał kierować jednocześnie kilkoma projektami, które potem zbiegły się w (prawie) apokaliptycznym finale. Ów finał zobaczyliśmy w “Promethei”, a w trzydziestym szóstym zeszycie “Toma Stronga” oglądamy te same wydarzenia z jego perspektywy i z bardzo podobnym zakończeniem. Wspominam o ilości projektów dlatego, że trzeci tom serii Moore’a to w rzeczywistości głównie dzieło innych scenarzystów ( w mniejszej skali miało to już miejsce w poprzednim tomie) , których brytyjski twórca zaprosił do współpracy. Ciężko powiedzieć jaki był jego wpływ na poszczególne historie, za którymi stoją między innymi takie postacie komiksowej sceny, jak Ed Brubaker czy Brian K. Vaughan, a nawet legenda literatury fantasy, Michael Moorcock. Zapewne dla wszystkich wymienionych autorów praca nad “Tomem Strongiem” musiała być przyjemna, choć patrząc na całość trzeciego tomu, widać pojawiające się na koncepcie wyraźne rysy. 

Czytając wszystkie trzy tomy za jednym zamachem z pewnością odczulibyśmy rodzaj fabularnego zmęczenia – bo za każdym razem, niemal w każdym zeszycie trzeba wymyślić pomysłową, oryginalną fabułę i ów natłok wrażeń i wydarzeń, w którymś momencie przestaje działać. Na dodatek w trzecim tomie, kiedy ze sceny zniknął już Paul Saveen (choć jeszcze na nią powróci w finale) nie czuć już tej stawki, tego napięcia które towarzyszyło wcześniej perypetiom Toma i choć przygody nadal są narracyjnie lekkie to ich mnogość i pewna powtarzalność zaczyna nużyć. Być może – ciekawe czy było to zamierzone, czy nie – twórcy osiągnęli tradycyjny poziom przyswojenia komiksowej klasyki, którą nie jest łatwo czytać w większych ilościach. To literatura, którą najlepiej sobie dawkować, bo wtedy lepiej w niej zasmakujemy. Jednak pamiętajmy – to dzieło Alana Moore’a, które nawet w tych mniej rozpoznawalnych komiksach będzie  miało fragmenty wybijające się wysoko  ponad przeciętność.

Najbardziej pozostaje w pamięci dwuczęściowa historia “Straszne prawdziwe życie”, która z początku zapowiada się na typową dla tego superbohatera przygodę, by nagle zabrać nas w alternatywny świat, w którym Tom Strong jest zwykłym pracownikiem fabryki, ze zwykłym, szarym życiem, nocami śniących o przygodach superbohatera z Millennium City. Ed Brubaker stworzył tutaj duszną historię, a Duncan Fegredo nakreślił przejmujący graficznie portret zmęczonego życiem bohatera. Fascynująca jest również opowieść “Strzeliste Wieże Samachary”, w której świat Toma nagle miesza się ze światem literackim wymyślonym przez pisarza Armanda Delatoura (prawdopodobnie fikcyjnego, ale Moore go tam wie).

Przyjemność z lektury zapewniają również te historie, w których wydawałoby się zwykły mieszkaniec świata Toma Stronga nagle zaczyna mieć na ów świat destrukcyjny wpływ, jak pierwsza z albumu “Kumpel Toma Stronga” czy mieszająca rzeczywistość ze snem “Jenny Panika i Biblia Snów”. W trzeciej części bardzo istotna staje się postać Pneumana, którego obwody zaczynają w pewnym momencie szwankować. W końcu jednak wszystkie te opowieści zmierzają do jednego celu, czyli trzydziestego szóstego zeszytu o końcu świata, choć trzeba uczciwie przyznać, że ta droga w trzecim tomie wcale nie była taka oczywista i podczas lektury raczej nie mieliśmy poczucia, że wszystko zmierza do właśnie takiego finału. 

A w finale stery przejmuje już sam Alan Moore i od razu czujemy, kto jest prawdziwym demiurgiem uniwersum America’s Best Comics. Głównym mankamentem podczas lektury tej historii, w której żywot Toma Stronga nagle nabiera większej głębi może być nieznajomość “Promethei” ale nie tylko. Pojawiają się tu przecież postacie z “Tomorrow Stories”, które na szczęście Egmont zamierza wydać, ale także bohaterka o imieniu Joni Future, znaną z serii “Tom Strong Terrific Tales”. Tak, tak, w rzeczywistości nie dostaliśmy wcale wszystkich przygód Toma Stronga, bo ten bohater pojawia się nie tylko w tejże serii pobocznej, ale też i w spin-offie, “Terra Obscura”, czy zeszytach specjalnych z serii “Tomorrow Stories”. I pewnie na wydanie wyżej wymienionych są raczej mniejsze szanse, ale i tak cieszmy się, że dostaliśmy jedną z tych lżejszych w odbiorze historii Alana Moore’a, o superbphaterze (i jego rodzinie), który chciałby być “kumplem każdego”.

 

Tom Strong, tom 3

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz: Alan Moore i inni. Rysunki: Chris Sprouse i inni. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Egmont 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Powrót pszczołojada – piękno historii ukryte w jej prostocie [recenzja]

„Powrót pszczołojada” to debiut komiksowy niezwykle utalentowanej holenderskiej twórczyni Aimee de Jongh, którą polski czytelnik …

Leave a Reply