Trasa promocyjna – kryminał niekryminalny [recenzja]

Miłośników książek w fizycznej postaci okładkowa grafika “Trasy promocyjnej” powinna z miejsca złowić w swoje sidła. Piętrzące się stosy i niezwykle wysokie półki wypełnione setkami lektur oraz siedząca za stolikiem postać w oczekującej pozie nawiązującej do tytułu komiksu wywołują bezwiedny uśmiech i z miejsca skłaniają do rozpoczęcia czytelniczej przygody.

“Trasa promocyjna” reklamowana jest jako kafkowska czarna komedia, choć takie określenie nie oddaje wszystkich niuansów fabuły i zarazem literacko-gatunkowych gier w komiksie Andi Watsona. Poza tym, zaraz  po czteroplanszowym, klimatycznym prologu pokazującym nocny spacer niezidentyfikowanej postaci po wyludnionym mieście, historia zaskakuje uproszczoną formą graficzną kontrastującą ze szczegółowym i trochę przytłaczającym obrazkiem z okładki. Ta prostota obowiązuje do finału “Trasy promocyjnej” z rzadka dając mocniejszy akcent graficzny, ale im dalej zagłębiamy się w historię, tym ta mocniej działa, a nawet wzbudza podziw w momentach, kiedy Watson używając absolutnie minimalnych środków wyrazu pokazuje nam zmiany w zachowaniu i postrzeganiu świata przez głównego bohatera komiksu.

Ten główny bohater to G.H. Fretwell, drugorzędny pisarz, autor kilku powieści, który po wydaniu najnowszej, zatytułowanej “Bez K”, rusza w trasę promocyjną. Od samego początku nic nie będzie układało się po jego myśli, ponieważ już po przybyciu do miejsca docelowego pewien mężczyzna, którego wziął za wysłannika wydawnictwa znika z jego walizką. Samą trasę promocyjną, polegającą na umówionych wizytach w księgarniach i antykwariatach i oczekiwaniu na swoich czytelników raczej ciężko uznać za sukces, ponieważ tych czytelników, którzy zechcieliby aby Fretwell złożył im autograf w książce, w ogóle nie ma. Co więcej, pracownica pierwszej księgarni, w której pisarz złożył wizytę nie wraca na noc do domu, a pisarz okazuje się być ostatnią osobą, którą ją widziała. Stąd już niedaleka droga do tego, by policja uznała Fretwella za podejrzanego w sprawie zniknięcia kobiety.

Fabuła od początku podąża kafkowską ścieżką i choć przez długi czas bardziej czytelnika rozbawia, to im dalej, tym wydarzenia stają się coraz bardziej niepokojące. Fretwell nie jest jednak pełnoprawnym odpowiednikiem Józefa K (być może sugeruje to nawet tytuł jego powieści) i jego perypetie są podane nam w lżejszym tonie. Do inspiracji Kafką dorzuciłbym tu również inspirację fabułami Hitchcocka. W filmach kultowego reżysera mieliśmy często zwyczajnych bohaterów wrzuconych w skomplikowaną i spreparowaną przez kogoś intrygę, w której istotnym rekwizytem staje się konkretny przedmiot – w tym wypadku walizka. Wilson dodatkowo dorzuca tu autotematyczne zabawy i każe bohaterowi wchodzić w buty wymyślonej przez siebie postaci, co z kolei zaciera granicę między rzeczywistością a fikcją. I w tym nieoczywistym stanie, towarzyszymy bohaterowi w zasadzie otwartego zakończenia tej historii.

Co w niej uderza najbardziej, to ciekawa polemika z gatunkiem literackiego kryminału. Mimo tych kafkowskich i hitchcockowskich inspiracji, Wilson wyraźnie bawi się z czytelniczymi oczekiwaniami w warstwie kryminalnej i w świadomie autorski sposób nie zamierza ich zaspokoić. Zagadka, sprawca, motyw, śledztwo – wszystko tu idzie na opak, uciekając raz po raz z toru oferowanego przez kryminalne fabuły i właśnie dlatego jest w tej sferze tak ożywcze. Być może trzeba by poczytać “Trasę promocyjną” nieco dokładniej, bo najwyraźniej poznaliśmy w grupce groteskowych pobocznych postaci poszukiwanego mordercę. A może to tylko kolejna część literackiej zabawy Watsona, który ucieka od gatunkowych prawideł i skłania nas do szukania w tej historii trochę innych interpretacyjnych ścieżek? Pozostawienie czytelnika i bohatera samemu sobie z nie dającą się schwytać w gatunkowe karby fabułą, jest koniec końców rodzajem pisarskiego okrucieństwa, ale właśnie takiego rodzaju autorskich zabiegów oczekiwałbym od gatunkowej prozy i obrazkowych historii dużo częściej. Dlaczego? Ponieważ tylko wtedy wyświechtane hasło o tym, że najlepiej lubimy to co dobrze znamy, traci swoją złowieszczo-przyziemną moc.

Trasa promocyjna

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz i rysunki: Andi Watson. Wydawnictwo Marginesy 2020

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Invincible, tom 9 – nie ma lekko [recenzja]

Dziewiąty już tom “Invincible’a” jest ważny z wielu powodów, ale ten jeden jest bardzo konkretny. …

Leave a Reply