Trolle z Troy, tom 3 – przede wszystkim zabawianie czytelnika [recenzja]

Przyznaję, zazdroszczę Arlestonowi wyczucia, smaku i zgryźliwej ironii, której nie traci z kolejnymi tomami, a wręcz przeciwnie – zdaje się odkrywać w sobie nowe pokłady twórczej inwencji.

Trzeci tom zbiorczy serii „Trolle z Troy” zawiera cztery kolejne zeszyty od francuskiego duetu (Christophe Arleston wspierany jest w swojej pracy przez rysownika Jean–Luise’a Mouriera), a w nich znajdziemy wszystko, za co kochamy – bo wiadomo, że kochamy! – historię o nietuzinkowej trollej rodzinie. Jest mnóstwo humoru, mnóstwo przygód, ale i niebezpieczeństw. Z tych ostatnich nasi dzielni bohaterowie nie do końca zdają sobie sprawę, zwyczajowo traktując je odruchem, jako okazję do świetnej zabawy. Ewentualnie posiłku. Emocje przeżywamy jednak my, czytelnicy, śledząc perypetie trolli, które w wyniku niespodziewanych zdarzeń muszą się wyprawić aż za morze, do egzotycznego Darshanu, gdzie zostały uprowadzone dwa małe trollątka. Wyprawa do Darshanu – odpowiednika naszego Dalekiego Wschodu czy Chin obejmuje dwa zeszyty „Uwięzieni w Darshanie” i „Rozwścieczeni w Darshanie”, gdzie trolle staną oko w oko ze starożytnymi bogami, ożywianymi przez swoich wiernych wyznawców. Jest szalenie epicko, są pościgi i pojedynki, poznajemy inne rasy trolli, ale i nie zabraknie okazji do nasycenia trollich żołądków. W kolejnym zeszycie przypomni o sobie sam czcigodny Risto Furiatu, który znów wpadnie na szatański pomysł, jak rozprawić się ze znienawidzoną trollą wioską. „Trollimpiada” to przykład, że odpowiednio zaprezentowane sportowe zmagania mogą zainteresować nawet tak niezainteresowanego sportem odbiorcę, jak niżej podpisany. Ostatni z zeszytów w tym tomie – „Trolle w szkole” przybliżą nam temat przymusowej edukacji i tego, że nie każdy troll ma skłonności, predyspozycje i – co ważniejsze – chęci do nauki.

Scenariusze Arlestona to starannie nakreślone historie, zawierające nie tylko znaczącą ilość gagów i prześmiewczych nawiązań do naszego, rzeczywistego świata, ale też stanowią przykład, jak tak długo kontynuowana seria komiksowa może nadal nie tracić nic z swojego uroku i efektywności przekazu. Brak tu – mówiąc całkiem szczerze – zeszytów obniżających poziom, bo autor za każdym razem jest w stanie wymyślić nie tylko nowy, ciekawy temat przewodni, ale i zapełnić go humorem oraz przygodami, które może i są rozpisywane wg standardowego klucza (złapać, zjeść, ewentualnie rozgnieść na miazgę, jeśli zjeść się nie da), ale nie tylko to nie nuży, ale śmieszy nadal tak samo.

Gdzie tkwi sekret tego komiksu? Chyba w przesunięciu siły ciężkości naszej sympatii z bohaterów ludzkich na te, które zwykle w fantasy są pokazywane jako złe i krwiożercze. Arleston wywraca do góry nogami schemat i u niego to ludzie są tymi, którym zdecydowanie nie kibicujemy, a wręcz przeciwnie. Trolle może nie należą do stworzeń przesadnie inteligentnych, ale nie da się im odmówić ani swoistego uroku apetytu, ani siły, ani umiejętności pakowania się w kłopoty. Kłopoty, z których często niekoniecznie zdają sobie sprawę.

Jest w komiksie mnóstwo bardzo nienachalnych, umiejętnie zaimplementowanych podtekstów erotycznych, zwłaszcza związanych z urodziwą i ponętną Wahą, będącą ludzką kobietą… która uważa się za trolla i jest przybraną córką wodza trollej wioski. Staranne rysunki Mouriera świetnie uzupełniają lekkie, prześmiewcze historyjki Arlestona, stanowiąc przykład grafiki bardzo charakterystycznej dla frankofońskiej szkoły komiksu. Jeśli więc jesteście fanami komiksów Loisela („W poszukiwaniu Ptaka Czasu”) czy Erica Cartiera („Wyprawę Anulysa” w „Fantasy Komiks”) lub Adriena Flocha („Sloka” j.w.), to jest wielka szansa, iż zachwycicie się serią „Trolle z Troy”, przynajmniej w warstwie graficznej. Dodatkowo wielkie brawa należą się Marii Mosiewicz, tłumaczce komiksu, która uchwyciła liczne gry słów zawarte zwłaszcza w nazwach własnych przez Arlestona.

„Trolle z Troy” to bardzo dobre rozwinięcie serii o Lanfeuście z Troy, które w niedługim czasie awansowało do poziomu pełnowartościowego tworu, równie zachwycającego i cieszącego się nie mniejsza popularnością, co seria oryginalna. Dla wszystkich, których zachwycił świat Troy, ale też dla tych, którzy chcieliby wkroczyć do niego po raz pierwszy.

Trolle z Troy. Tom 3

Nasza ocena: - 80%

80%

Scenariusz: Chrisopher Arleston. Rysunki Jean-Luis Mourier. Egmont 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Instytut bombowych teorii – w krzywym zwierciadle: niełatwo być naukowcem [recenzja]

Kto z Was kiedykolwiek chciał być naukowcem, ręka w górę! Brzmi fascynująco? Ekscytujące badania, poznawanie …

Leave a Reply