Gorący temat

Uncanny X-Men, tom 2: Cyclops i Wolverine – jest nadzieja na lepsze jutro [recenzja]

Tytuł drugiego tomu “Uncanny X-Men” w ramach Marvel Fresh jest co najmniej intrygujący. Czy przygody dwóch mutantów, których od zawsze dzieliła różnica zdań to historia zasługująca na naszą uwagę?

“Cyclops i Wolverine” – tytuł może nie tylko intrygować, ale i dziwić tych fanów, którzy przynajmniej na podstawowym poziomie ogarniają ostatnie przygody mutantów. Powszechnie wiadomo, że Wolverine jakiś czas temu zaliczył zgon, ale jak przystało na superbohatera, wrócił do życia. Natomiast jeszcze w poprzednim tomie “Uncanny X-Men” Cyclops był uznawany za zmarłego, skąd zatem jego imię pojawia się w tytule tomu? Cóż… na to pytanie niestety nie dostaniemy odpowiedzi, Cyclops pojawia się już na pierwszych planszach komiksu, jak najbardziej żywy, choć po przejściach i to pojawienie to chyba najpoważniejszy zarzut do kompilatorów niniejszego tomu. Fakt, że nie dostaliśmy zeszytu, w którym Cyclops zmartwychwstaje (to bodajże jeden z annualów “Uncanny X-Men) jest poważnym uchybieniem, a czytelnik po prostu musi przyjąć to do wiadomości. Szkoda, że tak wyszło. 

Rozpoczynamy lekturę lekko zrażeni, ale ciekawość w końcu bierze górę. Zwłaszcza po tym, co wydarzyło się w poprzednim tomie, kiedy niemal wszyscy X-Men zniknęli z naszego świata i wylądowali w wymiarze Apocalypse’a. Kto oczekiwał dalszego ciągu tej historii musi pozostać bardzo cierpliwy i przyjąć aktualne status quo. Mutanci poznikali, Cyclops postanawia znaleźć niedobitków, którzy zostali na Ziemi, a Wolverine tym razem będzie mu w jego misji pomagał, zamiast wybić to z głowy koledze z dwuosobowej na poczatku drużyny. W międzyczasie Ziemianie wprost świętują zniknięcie większości mutantów, legalizują szczepionkę przeciw genowi X i wprowadzają ją w życie. Odtąd na świecie ma nie być nowych mutantów. Czy niedobitki X-Men będą w stanie coś z tym zrobić? 

To zaledwie początki tej pełnej fabularnych zwrotów historii, w której obydwaj tytułowi bohaterowie i reszta X-Men będą walczyć o swoją przyszłość, choć walka ta jest nietypowa, jak na dotychczasowe standardy przestrzegane przez mutantów.. Całość napisał jeden scenarzysta, Matthew Rosenberg, polskim czytelnikom raczej mało znany, a okazujący się lepszy od wielkich gwiazd, którzy ostatnimi czasy parali się przygodami mutantów (choćby Brian Michael Bendis, czy Jeff Lemire). Jego historia od początku jest angażująca, w pierwszych rozdziałach pokazana z trzech perspektyw (Cyclops, Wolverine i jasnowidząca Blindfold). Te zmiany perspektywy oraz drugie, a nawet trzecie dno opowieści całkiem dobrze funkcjonują w tym tomie, a pełne pasji i miłości dla X-Men posłowie Rosenberga udowadniają, że w tym przypadku właściwy człowiek znalazł się na właściwym miejscu.

Ten pokaźny album (prawie 400 stron w miękkiej oprawie) w wielu momentach daje czytelnikowi dużo satysfakcji, choć bywają momenty, że historia traci wewnętrzną spójność. Widać wyraźnie, że było to pisane pod zagorzałych X-Men i ktoś, kto nie zna dobrze aktualnego status quo i całej rzeszy nowych bohaterów może się łatwo w pogubić  w fabule Na dodatek w środku albumu dostajemy crossover z równoległym eventem “Wojna światów” i tam już można całkowicie polec, jeśli nie zna się przewodniej historii,. Jednak lektura tych trzech zeszytów szybko mija, a później czeka nas to, co w nowym tomie “Uncanny X-Men” najlepsze – wielopiętrowa intryga, wielkie powroty, cała historia opowiedziana z jeszcze jednej perspektywy i walka, która prowadzi do przełomowego momentu w dziejach mutantów. Końcówkę tomu czyta się z wypiekami na twarzy, a kiedy docieramy do finału aż żałujemy, że musimy już rozstać ze wszystkimi bohaterami.

“Uncanny X-Men” z Marvel Fresh w pierwszym i drugim tomie okazali się jedną z najciekawszych w ostatnich latach superbohaterskich historii dotyczących mutantów. Matthew Rosenberg w całości odpowiedzialny za drugi album polegał w tym przypadku na starej dobrej zasadzie dotyczącej paranoicznych thrillerów, że nic nie jest tym, czym się tak naprawdę wydaje i umiejętnie wplótł w ów motyw rozterki mutantów, często rodzinne (Cyclops, Havok i Hope). X-Men choć usilnie próbują, wciąż nie mogą znaleźć sobie bezpiecznej przystani wśród zwykłych ludzi. Oglądamy tę historię oczami kilku rysowników (Salvador Larocca, Pere Perez, Carlos Villa) i wszystko tu w tym aspekcie gra i raczej nie odbiega od aktualnych, graficznych standardów Marvela. O tym, że różnorodność może dobrze działać świadczy opowiadany z trzech perspektyw początek tej historii, graficznie zgodny z charakterem i aktualnymi przejściami trójki przywołanych wyżej bohaterów. To wszystko daje nadzieje na lepsze jutro nie tylko dla historii mutantów, ale też zainteresowanego nią czytelnika. Jak z tym będzie, okaże się już w kolejnej odsłonie przygód X-Men.

Uncanny X-Men, tom 2: Cyclops i Wolverine

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz: Matthew Rosenberg. Rysunki: Salvador Larocca i inni. Tłumaczenie: Marek Starosta. Egmont 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Elecboy – obiecujący mariaż science fiction z postapo [recenzja]

Po lekturze pierwszego tomu „Elecboya” uczucia mam mieszane. Bo z jednej strony seria kryje w …

Leave a Reply