Gorący temat

Księgi krwi 1-3 – Dziki i nieokiełznany zbiór opowiadań Clive’a Barkera

„Mówiąc (jak niektórzy autorzy grozy (…)), iż literatura grozy w gruncie rzeczy zajmuje się przypominaniem nam o tym, co normalne, poprzez uświadamianie, iż to, co nadprzyrodzone i obce, wykracza poza normę, zbliżamy się niebezpiecznie do stwierdzenia (pojawiającego się w ustach kilku znanych wydawców), iż musi ona traktować o zwykłych, przeciętnych ludziach, stających w obliczu obcości”.

To zdanie, zapisane przez Ramseya Campbella we wstępie do “Ksiąg Krwi” pasuje jak ulał do znacznej części współczesnej literatury grozy, tej, której początek dali autorzy tzw. „Grupy” (Ray Bradbury, Richard Matheson, Robert Bloch), a której niekwestionowanymi gwiazdami stali się później Stephen King, Dan Simmons, Dean Koontz, czy, w polskiej skali, Graham Masterton.

Ale Campbell pisze dalej : „Niebiosom dzięki, że nikt nie zdołał wmówić tego Poemu, i niebiosom dzięki za pisarzy równie radykalnych, jak Clive Barker”.

Trudno o lepsze wprowadzenie do „Ksiąg Krwi”. Dziki i nieokiełznany zbiór opowiadań Clive’a Barkera jest całkowitym zaprzeczeniem horroru “dnia codziennego”. „Księgi” są fascynujące, odrażające, ekstremalne; tu nie ma miejsca na choćby ślad realności – tu wszystko rozgrywa się w jakimś szalonym uniwersum, tylko pozornie przypominającym otaczający nas świat, gdzie tuż za cienką granicą czai się nadnaturalny horror, a głównym tematem tegoż horroru będzie ludzkie ciało (Barker uznawany jest za ojca chrzestnego tzw. „body horroru”).

Swój mroczny świat Barker tworzy grając różnymi konwencjami współczesnej literatury grozy, w każdej z nich tworząc równie świetnie i porywająco. Czy będzie to klasyczna ghost story, thriller, eleganckie weird fiction, pulp horror, brutalna ekstrema, czy w końcu mroczne fantasy, wszystkie te opowiadania charakteryzują wspaniały, żywiołowy styl, świeżość (na granicy bezczelności!) pomysłów fabularnych, i, last but not least, groza – Barker naprawdę bardzo konkretnie straszy!

Z uwagi na rangę tej kolekcji, na jej znaczenie dla współczesnej literatury grozy, zdecydowałem się krótko omówić wszystkie opowiadania (a że jest ich sporo, to trochę to omówienie zajmie) :

Księga 1

Rozpoczyna wszystko swoisty „wstęp” – opowiadanie „Krwawa Księga” opisujące genezę całego zbioru. Otóż tytułowe „księgi krwi” to opowieści zmarłych, opowieści, które zostały przez nich… wyrżnięte (!) na skórze pewnego młodego oszusta, udającego prawdziwe medium. Pomysł makabryczny, ekstremalny a przy tym nie pozbawiony czarnego humoru.

A potem już jest tylko lepiej…

“Nocny Pociąg Z Mięsem” początkowo przypomina “zwykły” slasher o grasującym w nowojorskim metrze seryjnym mordercy, by nagle, jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki (a raczej walnięciem młota kowalskiego) zmienić się w kosmicznej skali makabrę…

Humoreska „Papla I Jack” to chwila odpoczynku, zabawna wariacja na temat klechd ludowych opowiadających, jak to sprytny kmiotek z diabłem zakłady wygrywał, ale tak naprawdę to tylko przystawka przed bodaj czy nie najcudowniejszym (i najstraszniejszym) opowiadaniem całego cyklu, jakim jest

„Blues Świńskiej Krwi”. W opowiadaniu tym nowo przybyły do domu poprawczego wychowawca natrafia na tajemnicę – zaginionego pensjonariusza i dziwaczny animalistyczny kult, jakim otoczona jest hodowana w odległej oborze świnia. Groza, że można nożem ciąć, bogactwo interpretacji fabularnych – to trzeba koniecznie przeczytać!
“Seks, Śmierć I Światło Gwiazd” to klasyczna ghost story przyprawiona przez Barkera sporą dozą makabry i seksu, w której po zamykającym się teatrze grasują, grając życie, duchy zmarłych aktorów.

No i na koniec “Miasta Wśród Wzgórz”, jeszcze jeden barkerowski tour de force gdzie w scenie, rodem z najbardziej absurdalnych bizarro horrorów, scenie która zostanie z czytelnikiem na zawsze, ludność dwu jugosłowiańskich miast utworzy ze swych ciał (!) gigantyczne monstra, olbrzymy ścierające się w śmiertelnym pojedynku.

Księga 2

W “Lęku” thrillero/horrorze psychologicznym w stylu “Piły” czy “Old Boya”, szalony psychopata zadając uwięzionym ofiarom szereg tortur psychicznych, szuka granicy przełamania ich lęków.

Ozdobą drugiego tomu jest opowiadanie – “Piekielne Zawody”. Co sto lat odbywają się zawody, w których rywalizują ze sobą siły Piekła i Ziemi. Zwycięzca ustali swe zasady na najbliższe lata (nb. patrząc na otaczający nas świat odnoszę wrażenie, że ostatnio Ziemia jakiś bieg przegrała…). Mnóstwo grozy, skorumpowani satanistyczni politycy-kultyści, zmiennokształtne demony – miód z benzyną.

W “Nowych Morderstwach Przy Rue Morgue” Barker w zasadzie powtarza fabułę Poego, groteskowy zaś pomysł uczłowieczania małpy polskiemu (przynajmniej starszemu…) czytelnikowi nieodparcie będzie się kojarzył z …Tytusem de Zoo.

“Jacqueline Ess”, to bizarrowa feministyczna fantazja w stylu gore, opowiadająca o kobiecie, która, obdarzona tajemniczą mocą potrafi, przy pomocy samej wyobraźni, dokonywać fizycznego przekształcania ciał swych ofiar, co czyni w akompaniamencie bryzgającej krwi i trzaskających łamanych kości.

Ostatni w tomie tekst “Skóry Ojców” – opowieść o konfrontacji ludzi z żyjącymi na pustyni w Arizonie potworami bardziej przypomina fantasy niż horror (można ją potraktować jako zapowiedź późniejszej powieści Barkera – Cabal).

Księga 3

Już pierwsze opowiadanie, “Syn Celuloidu” jest niczym pięść w szczękę czytelnika, bohaterem tej historii jest bowiem… nowotwór zbiegłego przestępcy (sic!!!), który wchodzi w przedziwną interakcję z….duchami srebrnego ekranu (sic!!!), by wzbudzić przerażenie w kilku postaciach, uwięzionych w opustoszałym kinie.

“Trupiogłowy Król” to barkerowska zabawa konwencję pulp horroru, zawierająca jego wszystkie charakterystyczne elementy – grozę, przemoc czy przewrotny humor. Opowiadanie uderzająco przypomina nie/sławną “Bestią” Guya N. Smitha (fabuła jest praktycznie ta sama, wygrzebane spod ziemi w angielskiej wiosce monstrum sieje śmierć i zniszczenie), ale jak to jest napisane !

“Wyznania Całunu (Króla Pornografii)”, historia zemsty ducha księgowego na gangu, który zniszczył jego życie, jest z jednej strony bardzo udaną czarną komedią, żartem Barkera z archetypu „ducha w prześcieradle”, z drugiej potrafi wgnieść w fotel serią przerażających jump scare’ów, żywiołową, sensacyjną akcją i drapieżnym gore – finałowa scena swą komiksową brutalnością jednocześnie bawi i szokuje.

Następujące po “Pornografii” “Kozły Ofiarne” to jedno z najbardziej ponurych i przerażających opowiadań całego cyklu. W gęstej mgle czwórka podróżujących jachtem turystów przybija do tajemniczej, kamienistej wyspy. Bezludny spłacheć cuchnie gnijącymi wodorostami, a na jego szczycie w zagrodzie zamknięte sa trzy owce. Kiedy turyści zabiją jedno zwierzę, rozpęta się piekło….

Naprawdę mało jest tak gęstych, mrożących krew w żyłach tekstów. Mało, kiedy wydaje się, że czytelnik przetrwał już najgorszy koszmar i historia będzie powoli zmierzała do finałowego wyciszenia, horror eksploduje ponownie, przywołując w wyobraźni najlepsze sceny z zombie movies Lucio Fulciego.

Najsmaczniejsze danie Barker zatrzymał jednak na koniec tomu – “Ludzkie Szczątki” to prawdziwe arcydzieło – niezwykłe połączenie nowoczesnego weird fiction z cielesnym, brutalnym horrorem. Inspirowana “Golemem” Meyrinka, zapowiadająca jednocześnie genialnego “Hellraisera” historia wycofującego się krok po kroku ze swego życia mężczyzny, zastępowanego przez przyjmującego jego postać, uczucia i osobowość sobowtóra, szuka odpowiedzi o prawdziwą istotę człowieczeństwa. Uczta dla fanów weirdu, uczta dla maniaków gore, uczta dla każdego lubiącego niebanalne a pełne intensywnej grozy (tak, tu również konkretnie straszy) opowieści.

Lektura “Ksiąg Krwi” jest jak uczestnictwo w kolacji wydanej przez Hannibala Lectera, gdzie serwuje się ludzką wątrobę zasmażaną z cebulką do chianti i carpaccio z dziewczęcej polędwicy. To zdecydowanie nie jest proza dla każdego. Radykalni wyznawcy estetyki „horroru obyczajowego” mogą się czuć niekomfortowo, intensywność wrażeń może ich zniechęcać a szalone pomysły wydawać się zbyt dziwacznymi. Ale dla tych, którzy w horrorze lubią ostre smaki, Barker będzie wspaniałą przygodą.

W „Księgach Krwi” imponuje swoista bezczelność twórcza młodego Barkera. Niekiedy punkt wyjściowy opowiadanej historii wydaje się banalny i generyczny, niektóre pomysły balansują wręcz na granicy głupoty i w rękach słabszego twórcy opowiadania te zamieniłyby się w coś żenującego, gdy tymczasem u Barkera jakość prozy, jej energia, umiejętności warsztatowe autora potrafią zamienić je zawsze w arcydzieło, sprawić, że prawie zawsze zadzwonią one spiżowym głosem.

“Księgi Krwi” to Jeden Z Najlepszych Zbiorów Opowiadań Grozy, Powstałych Kiedykolwiek, plain and simple. To proza wspaniała, absolutnie równa geniuszem i znaczeniem gatunkowym Poemu, Lovecraftowi, czy naszemu Grabińskiemu. Jeden Ligotti, choć krańcowo odmienny, może stanąć w szranki. Wiem, że napisane już zostało mnóstwo słów, ale tak naprawdę tego się nie da opowiedzieć, to trzeba przeczytać. Rzecz KULTowa. Brak skali na ocenę.

PS.
„Księgi Krwi 1-3” ukazały się w nowym tłumaczeniu, które poprawia najbardziej koszmarne błędy z pierwszego wydania. Pozwolę sobie zacytować przynajmniej jeden, szczególnie kuriozalny passus :

W wersji z 1991 było :
„Stwór zacisnął wargi, napiął mięśnie, czuł każdy muskuł, każdą kosteczkę; usiłował na nowo poruszyć Balaclavę”. (sic!)

Tymczasem chodzi tu o :

„Stwór chwycił go za wargę i oderwał mięśnie od czaszki, jakby ściągał kominiarkę”.

Jest sztos, c’nie? Warto kupować nowe tłumaczenia!

Rafał Gluchowski

Ślązak rodem z Pszczyny. Zawodowo prawnik dużej międzynarodowej korporacji, prywatnie fan fantasy, heavy metalu a przede wszystkim horroru. Przez pewien czas marzył o karierze pisarskiej, ale stwierdziwszy, że brak mu odpowiedniej dozy talentu skoncentrował się na publicystyce. Uwielbia grozę klasyczną - od Poego do Lovecrafta, nabożnie czci twórczość Thomasa Ligottiego, ale najbardziej lubi „złotą erę horroru” - drapieżne, kolorowe paperbacki wydawane w latach 70tych 80tych. Dumny członek Oficjalnego Fan Clubu Guya N. Smitha , samozwańczy znawca i żarliwy obrońca dobrego imienia jego prozy (dla tego powodu zwany czasem „ajatollahem pulpy”) Poza literaturą lubi też horror filmowy. Pasjonat europejskiego kina gatunkowego (tzw. Euro Cultu, czy też, jak mówią złośliwi, Euro Trashu), ze szczególnym uwzględnieniem włoskiego giallo.

Zobacz także

Złe wszechświaty – artystyczny konglomerat twórczy “Wojciech Gunia”

Wojciech Gunia zdaje się coraz częściej – jak niegdyś Stanisław Lem – bardziej twórczym konglomeratem …

Leave a Reply