Gorący temat

Unka Odya – Brom miał być inny od bohaterów, jacy działają mi na nerwy [wywiad]

Z Unką Odyą – autorką scenariusza i rysunków w bestsellerowej serii “Brom” – rozmawiamy o podbijaniu komiksowego rynku, o nieprzemijającej popularności słowiańszczyzny i o tym, czy dziewczyny dobrze radzą sobie w polskim komiksie. 

Zaskoczył Cię sukces pierwszego „Broma”? W końcu rzadko trafia się debiut aż takim szturmem zgarniający wszystko to, co warto zgarnąć z komiksowych nagród…

Nie wiem czy mnie zaskoczył. Nie miałam za dużo czasu na przepracowanie tego, bo od razu usiadłam do „Broma 2”. Jeśli i on dostanie jakieś nagrody, również nie będę się nad tym jakoś mocno zastanawiać, bo mam jeszcze kilka tomów do narysowania. Może któregoś dnia w 50-te urodziny siądę sobie z kieliszkiem wina i nagle uderzy mnie co się stało.

A jak to się zaczęło? Pierwszy pomysł, koncepcja. Zarys postaci. Jak narodził się Bron? Ewoluował z czasem? Czy na start był już w jakiś sposób kompletny? Do-wymyślony, zanim zaczęłaś go rysować na poważnie?

„Brom” miał swój debiut w magazynie „Kolektyw” w 2008 roku. „Kolektyw” to martwy już magazyn komiksowy, gdzie ukazywały się krótkie historie na zadany temat. Wymyśliłam postać Broma na potrzeby numeru o miejskich legendach. Na początku Brom i Maria to była jedna osoba – dziewczynka z buzią w podkówkę. Dałam jej za matkę Annę, postać z jeszcze starszego mojego komiksu. I doszłam do wniosku, że to strasznie nudne jak będę miała dwie smutne babki za bohaterki, więc podzieliłam dziewczynkę na dwie postacie. Co do designu Broma – za dzieciaka uwielbiałam serial „Piraci Mrocznych Wód”. Jego głównym bohaterem był książę Ren – śniady chłopak z jasnymi oczami i niemal białymi włosami. Zaczęłam się zastanawiać, jak wyglądałby Ren, gdyby urodził się w Polsce. Na pewno nie byłby tak pięknie opalony i zamiast egzotycznych, kocich oczu miałby wory pod oczami. No i tak powstał Brom. Potem miałam wiele lat przerwy, przeprowadzek po świecie i brak warunków do pracy nad swoimi rzeczami. Względną stabilizację znalazłam dopiero po 30 i to był czas, żeby wreszcie narysować to, co siedziało mi w głowie od lat.

Na słowiańszczyznę jest obecnie moda. Coraz większa. To przeważyło? Czy jednak ten temat był Ci bliski wcześniej i naturalną koleją rzeczy zaimplementowałaś go do swojego komiksu?

Na słowiańszczyznę jest moda od XIX wieku i całego nurtu chłopomanii. Nie powiedziałabym, że to trend, który szybko przeminie. W moim rodzinnym domu książki o mitologii Słowian stały obok tych o mitologii Greków i Egipcjan, więc jest to coś, co było obecne w moim życiu odkąd pamiętam.
Chciałam stworzyć komiks z motywami wierzeń ludowych, ale dziejący się współcześnie a nie w jakimś niezidentyfikowanym czasie przypominającym magiczne średniowiecze.

A co jest tak fascynującego w słowiańskich wierzeniach, w mitologii, że ludzie XXI wieku tak chętnie po nią sięgają?

Wydaje mi się, że to naturalne, że zastanawiamy się, co było przed nami i co ukształtowało naszą kulturę. Polacy nie mogą się definiować przez pryzmat chrześcijaństwa czy antycznej literatury – bo jest to coś, co dzielimy praktycznie z całą resztą Europy (i nie tylko) w mniejszym lub większym stopniu. To, co nas wyróżnia to właśnie resztki pogańskich wierzeń – palenie Marzanny (chyba nigdzie indziej się tego nie praktykuje), wieszanie wiechy (nawet na budowlach komercyjnych, a to przecież pogański zwyczaj), wiązanie dzieciom czy nawet zwierzętom czerwonych wstążek (chroniących przed porwaniem przez mamuny albo zauroczeniem).
Nie istnieje żaden moment w czasie, kiedy Polacy przestali być Słowianami. Nadal nimi jesteśmy, echa dawnych wierzeń są cały czas żywe i na co dzień po prostu nie zdajemy sobie z nich sprawy.

Wracając do komiksu. Pamiętasz pierwsza rzecz, którą narysowałaś, w temacie komiksów?

Chyba jakieś komiksy o kucykach pony w podstawówce, ale mogę kłamać. Podobnie jak ogromna większość ludzi – rysowałam od zawsze, po prostu z tego nie wyrosłam.

Komiks a feminizm. Jesteś przykładem kobiety, która się przebiła, odniosła sukces w branży. A jak to jest, od środka? Dziewczyny mają ciężej? Bo to, że dają radę, to widać, choć może wciąż za słabo…

Nie wiem, skąd bierze się pogląd, że środowisko komiksowe jest mocno zmaskulinizowane. Nie mogę się wypowiadać za każdą komiksiarę, ale z moich doświadczeń wynika, że komiksiarze w większości żywo i entuzjastycznie reagują na obecność kobiet w fandomie. W zeszłym roku nagrodę za najlepszy polski album zdobyła Maria Rostocka za „Koniec lipca”, 2 lata temu byłam to ja. Jeśli dziewczyny akurat nie zgarniają nagród, to są do nich nominowane. Aktywnie działają w środowisku tworząc, analizując treści i organizując konwenty. Według statystyk Webtoona i Tapasa z 2015 i 2016 roku blisko połowa twórców i czytelników tych platform to kobiety. A komiksy webowe to potężny biznes. Mam wrażenie, że dziewczyny nieco rzadziej gustują w komiksach superbohaterskich wydawanych na papierze, a dla niektórych (zwłaszcza ludzi spoza fandomu) tylko to są prawdziwe komiksy. Co jest oczywiście nieprawdą, nie ma komiksowej policji, która przyjdzie cię naprostować, jeśli powiesz, że twoim ulubionym komiksem jest np. „Lore Olympus” do tej pory ukazujący się wyłącznie w internecie.

Czy płeć autora / autorki wpływa na charakter opowieści? Kobiety i mężczyźni opowiadają swoje historie inaczej? Czy nie ma to znaczenia? Ty wybrałaś na swoją główną postać płeć przeciwną. Lepiej się czujesz, kreując historię widzianą męskimi oczami?

Ciężko mi powiedzieć, czy mężczyźni i kobiety opowiadają swoje historie inaczej, bo nigdy nie byłam mężczyzną. Jak wspominałam wcześniej, Brom jest kolesiem chyba tylko przez moje lenistwo – był to najszybszy sposób zróżnicowania postaci. A potem stwierdziłam, że jak już mam tego typa, to niech przynajmniej będzie fajną postacią inną od wszystkich popkulturowych bohaterów, jacy działają mi na nerwy. Nigdy nie będzie the chosen one’m. Nigdy Trinity, Pani Jeziora albo jakaś inna magiczna baba nie przyjdzie zrobić z niego największego kozaka na osiedlu. Nie ma żadnych przepowiedni zwiastujących jego świetność. I klisza której nie znoszę najbardziej – główny bohater zawsze zdobywający dziewczynę. Bohater łazi za dziewczyną, aż wyłazi sobie jej miłość. Albo ratuje świat,  wraca do niego była żona i wszyscy się orientują, jakim jest twardzielem. Strasznie mnie męczą takie historie, bo nie mają żadnego przełożenia na rzeczywistość. Jest to rodzaj eskapizmu, w który nie umiem się wczuć. Chciałam stworzyć bohatera, który dostaje kosza parokrotnie, jak to się mi zdarzyło, jak to się każdemu zdarza. Chciałam mieć bohatera, który się czasem skompromituje, bo ja jestem w tym całkiem dobra. I żeby przy okazji nie był kompletnym przegrywem bez kręgosłupa moralnego. Wydaje mi się, że jego płeć jest tutaj drugorzędna – większość ludzi dostała w życiu kosza i nie uratowała świata, więc raczej łatwo się z takimi doświadczeniami utożsamiać.

Sprawdź, gdzie kupić:

A “Brom” w wersji erotycznej powstanie? Zapowiadasz, co nieco w tym temacie. Nie powiem, jestem ciekawy…

Powstanie 🙂

Nie boisz się, w kraju dość purytańskim, że ci się za takie pomysły oberwie? Krzysiek „Prosiak” Owedyk już trafił na łamy „raportu” o prześladowaniu chrześcijan. Nie boisz się, że zaraz ktoś oskarży Cię o deprawację młodzieży?

Nieszczególnie. „Polish Porno Graphics” ma ze trzy tomy, zin „Warchlaki” też zaliczył numer pornograficzny. „Istota” wyszła w 2018 a „Lust Boat” jest do czytania w internecie od ponad dekady. Polacy już trochę tego naprodukowali i będę bardzo zdziwiona, jeśli to akurat mnie się oberwie za rysowanie golizny. Aczkolwiek raczej nie pochwalę się tym tomem rodzicom.

Jeśli jesteśmy przy tych kwestiach – artyści powinni się określać światopoglądowo? Manifestować w sztuce swoje poglądy? Czy raczej „robić swoje” i nie wciągać w to polityki?

Nie czuję się na tyle kompetentna, aby wypowiadać się na temat tego, co artyści powinni. Mogę jedynie powiedzieć, że nie istnieje sztuka apolityczna a to jakie ilości polityki ktoś chce przemycać do swojej twórczości to jego sprawa.

W „Bromie”, mimo nagromadzenia dziwności i mitologicznych stworzeń, mam wrażenie, pierwsze skrzypce gra zwykła ludzka codzienność. Bolączki dojrzewania, trudne rodzinne relacje, próby odnalezienia się w środowisku rówieśniczym. To ma być – w jakiś sposób – komiks dydaktyczny?

Dydaktyczny to ciężkie słowo. Na pewno staram się znormalizować pewne kwestie – cywilizowany sposób radzenia sobie z odrzuceniem, akceptację inności, postępującą laicyzację społeczeństwa (w komiksie np. nikt nie mówi „o Boże” ani „o Jezu”. Nawet świąteczny jarmark nie jest nazwany „bożonarodzeniowym”), ale to nie był mój główny cel. Chciałam po prostu, aby czytelnik się dobrze bawił w na tym dziwnym Pomorzu, bardzo różnorodnym i barwnym pomimo szarości tuszu.

A oprócz „Broma”, pracujesz nad czymś? Co jeszcze w zanadrzu ma na bliższy lub dalszy czas Unka Odya?

Tylko kolejne „Bromy”. Jak rysowałam jedynkę to liczyłam, że historia będzie miała trzy tomy, ale nie sądzę, abym się w tych trzech zamknęła. Bardziej cztery – pięć. Potem pewnie tłumaczenie tego na angielski i pchanie w internet a potem wreszcie święty spokój.

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Paulina Christa – Fundacja otworzyła mi drzwi, których jako wnuczka Janusza Christy otworzyć nie mogłam [wywiad]

Z Pauliną Christą, wnuczką Janusza Christy, autora “Kajko i Kokosza”, rozmawiamy o Fundacji “Kreska”, dziedzictwie …

Leave a Reply