Gorący temat

Venom, tom 1 – metoda w szaleństwie [recenzja]

Venom to bohater, z którym polscy czytelnicy nie mieli zbyt często do czynienia, jednak nawet przy małej dostępności i tak budził od zawsze u odbiorców niezmienną ekscytację. Teraz mamy okazję by skupić się na jego solowych przygodach wydawanych w ramach Marvel Fresh. Dodajmy że to przygody, które robią naprawdę dobre wrażenie.

Najbardziej znanym nosicielem pozaziemskiego symbiontu jest były dziennikarz i niemal przez cały czas zaciekły przeciwnik Spider-Mana, Eddie Brock. To od niego wszystko się zaczęło, choć symbiont miał jeszcze później innych nosicieli, między innymi wspomnianego w niniejszym komiksie Flasha Thompsona. Jednak w startującej serii Marvel Fresh to właśnie Eddie Brock jest centralną postacią i to jego życie wziął pod lupę coraz bardziej popularny w superbohaterskiej tematyce scenarzysta, Donny Cates. Życie, o którym powiedzieć, że jest ostatnio mocno skomplikowane, to jak nic nie powiedzieć.

Donny Cates ostatnio zachwycił czytelników swoją prześmiewczą wersją Thanosa (i towarzyszącego mu Cosmic Ghost Ridera) i już po tej historii widać było, że scenarzysta nie boi się przełamywać zastałych, superbohaterskich schematów bądź poczynać sobie z superbohaterskim kanonem na swoich warunkach. I nie inaczej jest w jego “Venomie”. Z wydawałoby się prostej i schematycznej z początku historii o innych i jak się z czasem okazuje wcześniejszych nosicielach symbiontu, w którym to procederze maczała palce SHIELD, Cates buduje opowieść o mitologiczno-kosmicznym wymiarze, decydując się na opowiedzenie o genezie symbiontu, która sięga daleko w przeszłość, w zasadzie do początków wszechświata i samego życia. Ktoś mógłby powiedzieć, że Cates porwał się z motyką na Słońce i niepotrzebnie grzebie w genezie symbiontu, zwłaszcza że czytelnicy raczej nie lubią takich ruchów. Venom na pozór również nie wydaje się bohaterem, któremu trzeba tworzyć genezę większa niż życie, jednak Cates jest najwyraźniej uparty i postanowił zaszaleć fabularnie. Co więcej, w tym szaleństwie jest metoda. 

A udało się, ponieważ opowieść Catesa ma wręcz transowy rytm, napędzany brakiem psychicznej równowagi u Brocka. W jego głowie wciąż słychać dwa lub więcej głosów i czasem może nam się wydawać, że cała opisana tu historia to jedynie pokłosie nękających go majaków. No bo jak odnieść się do tego, że Eddie musi stawić czoło praktycznie bogu, którego Cates wcale nie traktuje w swojej fabule jako przenośni? Zuchwałość scenarzysty trzeba docenić, ale trzeba również pochwalić trud rysowników, przede wszystkim Raya Stegmana, który w imponujący sposób odmalował wizualnie to fabularne szaleństwo, często atakując zmysł estetyczny czytelnika obrazami jak z koszmaru, nad którym nie sposób zapanować.

W “Venomie” są jednak dwie historie i w tej drugiej, kiedy pokiereszowany po epickiej walce Eddie wraca do życia, Cates tym razem mocniej skupia się na jego przeszłości, jeszcze sprzed czasów symbiontu, która równie mocno ciąży na bohaterze. Tu być może trzeba trochę lepiej znać dotychczasową historię tego oraz innych bohaterów, ponieważ wracamy w “Venomie” do faktów, o których większośc czytelników słyszy zapewne pierwszy raz, ale nie przeszkadza to tak w lekturze, jak mogłoby się wydawać. A najważniejsze jest to, że scenarzyście udało się stworzyć niezwykle wiarygodny portret udręczonego przez swoje czyny mężczyzny, który od jakiegoś czasu stara się odpokutować swoje winy i chronić życie niewinnych, tyle że los na tej drodze wciąż rzuca mu pod nogi kłody. 

“Venoma” można śmiało porównać do “Moon Knighta” ze scenariuszem Jeffa Lemire’a, bo i bohaterowie są podobni w swym szaleństwie i swoistym rozdwojeniu jaźni i pisarstwo stoi na podobnym poziomie. Jednak zrozpaczony Eddie wydaje się być bardziej ludzki od Moon Knighta, a to co wyczynia pod koniec tomu sam symbiont, po prostu chwyta za serce. Tym samym Cates stworzył opowieść o sile człowieczeństwa, która potrafi się objawić nawet u tych bohaterów, którzy są z natury nieludzcy. Potrafić napisać coś takiego to już wyższa szkoła jazdy i Cates ze swoją twórczością ma naprawdę dużą szansę być za jakiś czas zaliczony do grona prawdziwych, popkulturowych klasyków.

Venom, tom 1

Nasza ocena: - 75%

75%

Scenariusz: Donny Cates. Rysunki: Ryan Stegman i inni. Egmont 2021.

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Predator 5th Anniversary, tom 4: Ksenogeneza / Piekielny wędrowiec – koniec łowów [recenzja]

Czwarty rocznicowy tom “Predatora” jest jednocześnie ostatnim, w którym znajdziemy klasyczne opowieści wydawane w latach …

Leave a Reply