Gorący temat

Watcher – groza emigracji [recenzja]

Przy dobrze pomyślanej historii, do wywołania u widza dojmującego uczucia znalezienia się w pułapce bez wyjścia nie potrzeba wiele więcej niż przysłowiowych czterech ścian i kogoś, kto aktorsko będzie w stanie wziąć przedsięwzięcie na swoje barki. Najnowsza produkcja ze stajni IFC Midnight wszystkie te założenia spełnia – czasem wręcz z nawiązką.

„Watcher” w reżyserii Chloe Okuno zabiera nas do Bukaresztu, gdzie swoje nowe życie na jednym z osiedl rozpoczynają Julia i Francis. O ile dla tego drugiego przeprowadzka z Ameryki do rodzinnego kraju jest szansą na poważny krok do przodu w karierze, dziewczynę czeka kulturowy szok. Trudy adaptacji do nowego otoczenia czy nauka języka to jednak wyzwania z jakimi jest gotowa się zmierzyć – w przeciwieństwie do nieustannie obserwującej ją tajemniczej postaci którą dostrzega w oknie bloku z naprzeciwka. Kroczek po kroczku, zagubioną bohaterkę zaczyna dopadać uczucie bycia śledzoną podczas wykonywania codziennych czynności, a narastającą paranoję jedynie potęgują wiadomości o grasującym w metropolii mordercy kobiet. Julia nie zamierza jednak biernie czekać na rozwój wypadków i postanawia z potencjalnej ofiary stać się łowcą.

„Watcher” to film który bez większej przesady można określić thrillerem w starym stylu – takim gdzie fabuła niekoniecznie sili się na zawiązujące w supeł zwroty akcji, a raczej próbuje podporządkować całość na jak najlepszym odmalowaniu atmosfery narastającego niepokoju. W tym celu swój psychologiczny thriller Chloe Okuno konstruuje na podobieństwo gatunkowych slow-burnów: pozwala w pierwszej kolejności wybrzmieć drobnym, ledwie niepokojącym sygnałom, by dopiero w dalszych partiach historii zwiększać ich intensywność. Groza uosabiana tu przez domniemanego, tytułowego obserwatora początkowo stoi tu więc niejako na drugim planie, a przyczyną prawdziwego koszmaru okazuje się codzienność: alienacja, poczucie osamotnienia w nieznanym środowisku i zderzenie z całkowicie obcą kulturą. Z tej perspektywy, zarówno sam Bukareszt, blokowisko jak i wreszcie lokum, zamiast szansy na nowe życie coraz to bardziej przypomina wywołującą dezorientację przestrzeń bez możliwości ucieczki.

Prowadząc fabułę w taki sposób, reżyserka doskonale wie dokąd zmierza, w pewnym momencie każąc zarówno widzowi jak i bohaterom stanąć przed pytaniem co tak naprawdę jest tu jedynie wytworem udręczonego umysłu, a co rzeczywistością. O ile ostatecznie odpowiedź okazuje się najzupełniej oczywista, warto w tym miejscu pochwalić „Watchera” również za to, że niejako przy okazji potrafi podjąć niebywale istotny dialog. Wyciągając oskarżycielski palec w stronę zobojętniałego społeczeństwa, Okuno zadaje pytanie do jakiego stopnia wierzymy w to co mówią kobiety o poczuciu zagrożenia i jak powinniśmy na takie komunikaty reagować.

Sprytnie pomyślany scenariusz powierzony zostaje aktorsko znanej choćby z „Coś za mną chodzi” Maice Monroe i trzeba przyznać, że jeśli ktokolwiek mógł mieć wątpliwości co do skali jej talentu, po seansie „Watchera” będzie musiał posypać głowę popiołem. Balans miedzy dezorientacją, wrażliwością a wolą walki bohaterki to zresztą idealna przeciwwaga dla weterana niejednoznacznych postaci, tajemniczego Burna Gormana, która działa w zasadzie w niemal każdym momencie filmu – może poza samym, uczciwie rzecz ujmując przesłodzonym na siłę finałem. „Watcher” pomysłem na zakończenie definitywnie nie zachwyca, a rysa to na szkle o tyle spora, że zmniejszająca niezwykle silny do tego momentu wydźwięk całości.

Pomimo tego jednak, film Chloe Okuno to w zasadzie w każdym innym aspekcie przykład rzemieślniczo dobrej roboty. Porządnie wykreowana atmosfera, niegłupi scenariusz napędzany solidnymi występami aktorów to więcej niż gatunkowy standard. Szkoda zatem, że zabrakło kropki nad i.

Foto © IFC Midnight

Watcher

Nasza ocena: - 65%

65%

Reżyseria: Chloe Okuno. Obsada: Maika Monroe, Burn Gorman, Karl Glusman i inni. USA, 2022.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Vesper – postapokalipsa z promyczkiem nadziei [recenzja]

Niezależne filmowe science fiction zrealizowane w jakości dalece wykraczającej poza ich budżet to rzecz wielce …

Leave a Reply