Gorący temat

Wędrowiec – to jeszcze komiks, czy już album sztuki graficznej? [recenzja]

Peter Van den Ende, debiutujący skromnym objętościowo albumem „Wędrowiec”, na polskim rynku prezentowanym przez mające wyjątkową rękę do komiksowych sztosów Wydawnictwo Mandioca, pozwala ponownie zadać pytanie, gdzie kończy się w komiksie zwykła opowieść rysunkowa, a zaczyna zbiór samodzielnych obrazów z podobnym motywem przewodnim.

Bywają artyści, którzy za sprawą swoich dzieł graficznych, potrafią opowiadać całe historie (jak np. Jakub Różalski). Ale bywają, jak się okazuje, także komiksiarze, którzy wykraczają poza schemat zwykłej komiksowej opowieści, których poszczególne plansze, choćby i wyrwane z ciągu, odseparowane od reszty historii, nadal radzą sobie doskonale, jako dzieła niezależne, jako małe uniwersa, potrafiące funkcjonować poza linearną fabułą, na potrzeby jakiej zostały stworzone.

Bywają też komiksy złożone z serii obrazów właśnie. Nie dzielonych na kadry, rezygnujących z komiksowych dymków i całej tej estetyki, jaka czyni rysunkową historię komiksem. I taki właśnie jest „Wędrowiec” – niczym swoista galeria morskich stworów, z jednej strony opowiada historię podróży mikrej łódeczki z papieru przez bezmiar oceanu, a z drugiej stanowi manifestację nieposkromionej wyobraźni autora, skupiającej się na kreacji pojedynczych pełnoplanszówek, spiętych klamrą jednolitej tematyki.

To opowieść maksymalnie niedopowiedziana, gdzie to odbiorca ma za zadanie samodzielnie odkryć, zrozumieć, pojąć. I w finale także doopowiedzieć sobie samemu całą opowieść. To niezwykły eksperyment, posługujący się obrazem jako punktem wyjścia, jako zaczepieniem dla czytelniczej wyobraźni. Sposobem narracji przypomina choćby genialnego Shauna Tana (chwalącego zresztą „Wędrowca” na okładce, co nie dziwi, zważywszy na podobną artystyczną wrażliwość obydwu twórców).

Szukając tropów graficznych, nieustannie przywodzi mi na myśl niepokojąco – oniryczna estetyka rysunków den Ende niektóre prace Jacka Yerki, może też odległe echa wczesnego okresu twórczości Sętowskiego. To luźnie skojarzenia estetyczne, jednak należy podkreślić, że den Ende kreuje własną, niezależną artystyczną tożsamość, którą cechuje spójność kreacji i pewna silna konsekwencja.

Co ciekawe, oryginalny wydawca „Wędrowca” – Wydawnictwo Pushkin Press – kwalifikuje „Wędrowca” jako literaturę dla dzieci, sięgając zresztą w kwestii okładkowej ilustracji po planszę mniej niepokojącą, mniej weirdową, niż polski wydawca. A Mandioca, mam wrażenie, celuje raczej w dojrzalszego czytelnika, bardziej obytego z graficznym dorobkiem sztuki popularnej. I chyba słusznie, bo twórczość den Ende zdaje się nie posiadać wyraźnie określonej metryki, nie ogranicza też sama z siebie wieku docelowego odbiorcy. I każdy, czy kilku – czy kilkudziesięcioletni miłośnik komiksu ma szansę odnaleźć w tej opowieści, w tej sekwencji obrazów coś dla siebie. Inne to będą ścieżki, inne tropy i odmienne doświadczenia, ale jednak zawsze łączyć będzie je poczucie obcowania z czymś niezwykłym, zarówno niepokojącym, jak i pięknym. Na swój, wyjątkowy sposób, poetyckim. Ale tak to już jest, kiedy obcuje się ze Sztuką.

Wędrowiec

Nasza ocena: - 90%

90%

Peter Van den Ende. Wydawnictwo Mandioca 2022

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Rorschach – druga fala kosmicznych kałamarnic [recenzja]

Rorschach był jednym z najbardziej charakterystycznych bohaterów “Strażników” Alana Moore’a. Czy nowy album z Egmontu …

Leave a Reply