Gorący temat

Wonder Woman 1984 – nie takie fajne te lata 80. [recenzja]

Wydawać by się mogło, że film który ma za sobą udany pierwowzór i silne wsparcie nostalgii, jest skazany na to, by sięgnąć co najmniej przyzwoitego poziomu. No chyba, że wszystko położy scenariusz.

Pierwsza „Wonder Woman” uczyniła z Gal Gadot gwiazdę, a fanów uniwersum DC natchnęła nadzieją na to, że wciąż można nawiązać rywalizację z okupującym pierwszym miejsca box office’u Marvelem. Lekka, pełna humoru i efektownej akcji rozrywka była dokładnie tym, czego monotematyczne ekranizacje komiksów potrzebowały, by na nowo rozgorzała rywalizacja między dwoma gigantami. Wszystko mogło więc wskazywać na to, że osadzona w zgodzie ze swym tytułem w latach 80’ kontynuacja będzie miała z górki. A w dodatku stanie się idealnym streamingowym prezentem na gwiazdkę, jaki wodzom postanowiło ni stąd ni z owąd ufundować HBO.

Film Patty Jenkins rozpoczyna się sekwencją z przeszłości Diany vel przyszłej Wonder Woman we własnej osobie. Jako młoda dziewczyna, bohaterka podczas turnieju Amazonek dopuszcza się oszustwa, na którym zostaje przyłapana. Życiowa lekcja mówiąca o tym ,że najważniejsza jest szczerość i prawda przyda się heroinie lata później, kiedy zmuszona będzie stanąć do walki wraz z ludzką chciwością i pragnieniem rządzenia światem, uosabianymi przez potentata naftowego, Maxwella Lorda. Ratowanie ludzkości to jedno, ale walka z własnymi słabościami w tym przypadku będzie istotna jeszcze bardziej.

Cokolwiek by o fabule „Wonder Woman 1984” nie pisać, pierwsze sceny widowiska są szalenie efektowne: mamy patetyczną muzykę, dynamikę i obietnicę niezobowiązującej przygody z morałem. Ba, wstępne wrażenie jest tak dobre, że będziemy jeszcze trwać w przekonaniu o tym, że „coś z tego musi być” długo po tym, zanim historia zacznie rozłazić się w szwach. Podstawowym problemem filmu Jenkins jest bowiem to, że w zasadzie ciężko tu mówić o jakiejkolwiek celowości całego zamieszania – ani postać głównej bohaterki, ani tym bardziej jej adwersarze zdają się kompletnie nie ruszać z miejsca, a całość niekoniecznie chce nam przedstawić cokolwiek ponad zestaw wyświechtanych motywów.

Skoro nawet o ewolucji samej Diany nie ma mowy, niekoniecznie jest więc komu kibicować, ale to zaledwie jedna część przewin „Wonder Woman 1984”. Równie istotne okazują się prawdziwie kuriozalne pomysły na rozwinięcie poszczególnych wątków. Na pierwszy plan wysuwa się tu obecność Chrisa Pine’a jako powracającego z zaświatów ukochanego Diany, która w kontekście reszty opowieści jest zwyczajnie śmieszna, ale i pozostałe poboczne historie w najlepszym wypadku wieją nudą. Kristen Wiig jako Cheetach jest całkowicie niewykorzystana i znajduje się w filmie w zasadzie tylko po to by Wonder Woman miała z kim stoczyć (w domyśle, bo rzeczywistość szybko to weryfikuje) efektowną walkę, a Pedro Pascal dostaje w swe ręce bohatera o tak schematycznych motywacjach, że efektu jego starań nie przewidziałby jedynie widz, dla którego „Wonder Woman 1984” jest pierwszym seansem życia.

Mimo starań obsady zatem, wypada zatem całość niezwykle przeciętnie, a na ekranie nie znajdujemy nic co zdołałoby utrzymać naszą koncentrację na dłużej, co dla ekranizacji komiksu jest błędem kardynalnym. Szkoda, że po tak dobrej części pierwszej, kolejne przygody Wonder Woman nie zdołały doskoczyć do wysoko zawieszonej poprzeczki. Możemy jedynie cieszyć się, że stało się to w zaciszach naszych domów, bo na kina „Wonder Woman 1984” wybitnie sobie nie zasłużyła.

Foto © Warner Bros. Pictures

Wonder Woman 1984

Nasza ocena: - 45%

45%

Reżyseria: Patty Jenkins. Obsada: Gal Gadot, Chris Pine, Kristen Wiig, Pedro Pascal i inni. USA, 2020.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Sisu – mniej znaczy lepiej [recenzja]

Kinowe eksperymenty z formą i treścią z pewnością należy cenić za przełamywanie utartych schematów, ale …

Leave a Reply