Gorący temat

Y: The Last Man, sezon 1 (odcinki 1- 4) – “Seksmisja” na poważnie [recenzja]

Komiksowy “Y: Ostatni z mężczyzn” to jedna z najlepszych historii z katalogu kultowego imprintu DC Vertigo. Mogłoby się wydawać, że to również idealny materiał na telewizyjny serial, choć pierwsze odcinki startującej na platformie Hulu produkcji, wcale tych słów nie potwierdzają.

Zanim Brian K. Vaughan zabrał się za tworzenie ”Sagi”, to właśnie “Y: Ostatni z mężczyzn” był jego najbardziej rozpoznawalnym dziełem. Przygody nieogarniętego młodzieńca (i jego małpki) w świecie, w którym zginęły wszystkie samce (ludzkie i zwierzęce) to fabularny samograj, pełen znakomitych zwrotów akcji i fascynujących kobiecych postaci. Fabuła była na tyle atrakcyjna, że scenarzysta dołączył w czasie powstawania komiksu do teamu odpowiadającego za realizację serialu “Zagubieni”, co było nie lada wyróżnieniem. “Zagubieni” mają zresztą sporo wspólnego z “Y: Ostatni z mężczyzn” – oba seriale obfitują w piętrzące się tajemnice, mają galerię barwnych postaci i fabułę, od której trudno było się oderwać. Dlatego wieść, że komiks Vaughana zostanie wreszcie sfilmowany była tak ekscytująca. Nie raz bowiem podczas lektury komiksu czytelnik czuł sią tak, jakby oglądał świetny, mądry i jednocześnie rozrywkowy serial. I tego można było oczekiwać od nadchodzącej ekranizacji.

Niestety po odpaleniu pierwszych odcinków, dominującym uczuciem jest konsternacja. Oglądamy bowiem niby tę samą, ale jednak inną historię, z inaczej rozłożonymi akcentami, na pewno bardziej kameralną. Pytanie, czy na tę kameralność miały wpływ decyzje twórców, czy jednak ograniczony budżet serialu? Bo zginął gdzieś ten epicki oddech opowieści Vaughana, pogrążając nas w świecie udręczonym przez niespodziewaną katastrofę, w którym kobiety nie za bardzo sobie dają radę i wciąż nie mogą wyjść z traumy. Cóż, w komiksie Vaughana wyglądało to jednak inaczej. Trauma była przerabiana, owszem (także trauma Yoricka), ale dla wielu przedstawicielek płci żeńskiej nowy świat był też szansą na nowe życie, którego nie miały, zanim doszło do katastrofy.

Głównym bohaterem serialu jest Yorick Brown, młody mężczyzna, który razem ze swoją małpką Ampersandem (również samcem) przetrwał światową zagładę. Stawia go to (podobnie jak kiedyś Maksa i Alberta w “Seksmisji) w niecodziennej sytuacji – jest jednocześnie cennym materiałem genetycznym, jak i potencjalnym podejrzanym o udział w spisku, także dlatego, że aktualna prezydent USA po męskiej zagładzie to matka Yoricka. Młodzieniec ów jest mężczyzną żyjącym z głową w chmurach, to iluzjonista i specjalista od ucieczek, co samo w sobie niesie w sobie duży potencjał fabularny. Ten niestety nie jest wykorzystywany i przez pierwsze trzy odcinki (proporcja nieco zmienia się w czwartym) Yorick traktowany jest raczej jak jedna z pobocznych postaci. 

W fabule jest jeszcze siostra ostatniego mężczyzny o imieniu Hero, której serialowy wątek jak na razie rozbiegł się z komiksowym, niestety na niekorzyść tego pierwszego. Kluczową postacią fabuły jest z pewnością enigmatyczna agentka 355, która staje się opiekunką Yoricka podczas ich podróży przez niebezpieczne tereny USA i chyba ta bohaterka, także za sprawą odtwarzającej ją Ashley Romans jak dotąd najlepiej prezentuje się w fabule. W czwartym epizodzie ich wyprawa dopiero się zaczyna i jak na razie jest mało ekscytująca, zmuszając widza do zastanowienia się, co tak naprawdę w tym serialu nie gra.

Bo teoretycznie wszystko jest na swoim miejscu. Aktorzy, na czele ze wspomnianą Ashley Romans, Diane Lane w roli matki Yoricka, a nawet Ben Schnetzer jako (teoretycznie) główny bohater dobrze wcielili się w swoje postacie, może z wyjątkiem Olivii Thirlby Hero, której wątek jest tu prowadzony na siłę. Są oczywiście fabularne zmiany względem komiksowego oryginału, ale do tego w ekranizacjach komiksów już się przyzwyczailiśmy, a nawet czasem  głośno im przyklaskujemy oglądając choćby “The Boys”. 

Natomiast to czego brakuje, to po prostu emocje. Tych było nieco więcej w pierwszym epizodzie, kiedy świat zaczynał się trząść w posadach i twórcy umiejętnie stopniowali napięcie. Potem jednak coś się popsuło, razem z bohaterami tkwimy w ponurych lokacjach, oglądamy zdesperowane kobiety, których problemy są mało angażujące. Owszem, w komiksie Vaughana problemy, zarówno ogólnoświatowe jak i indywidualne (często psychiczne) u bohaterów również były istotne, jednak szło to w parze z duchem przygody, który przepełniał perypetie Yoricka. To był świetny rozrywkowy komiks, pokrewny przywołanym wyżej “Zagubionym”. 

W wersji serialowej proporce się zmieniły, opowieść stała się bardziej ponura, przyziemna i nawet wizualnie mało atrakcyjna, w porównaniu do obrazów, które w komiksie proponowała Pia Guerra. Niewystarczający budżet z pewnością ma tu wpływ, ale też w grę wchodzą zapewne ambicje twórców, którzy nagle z tej zajmującej, przygodowej historii postanowili stworzyć ponurą, mroczną wizję o rozpadzie norm społecznych, a może kto wie, również coś w rodzaju moralitetu. Dlatego też, jak na razie nie ma tu miejsca na seks, bardzo istotny w komiksie Vaughana i w tytule recenzji pierwsza część słowa seksmisja powinna być przekreślona. Cóż, zobaczymy, jeśli serial nadal będzie szedł w tę stronę, to nie wróżę mu długiej przyszłości, bo przez większą część czasu wywołuje u widza zero emocji. A to niestety gwóźdź do trumny, który może pogrzebać coś, co w formie komiksu było niezwykłym, czytelniczym doświadczeniem. 

 

Y: The Last Man, sezon 1

Nasza ocena: - 55%

55%

Twórcy: Eliza Clark. Występują: Diane Lane, Ben Schnetzer, Ashley Romans i inni. FX on Hulu 2021

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Squid Game – krwawa forsa [recenzja]

Południowokoreański telewizyjny serial o turnieju dla desperatów w mgnieniu oka podbił świat, by wkrótce stać …

Leave a Reply