Gorący temat

Załoga Promienia – gdzie ci mężczyźni? [recenzja]

“Załoga Promienia” bardzo wyraźnie, robiąc to przy tym w wyjątkowo naturalny sposób, określa nadchodzącą przyszłość gatunku science fiction w popkulturze. Przyszłość, której wielu odbiorców nie będzie w stanie zaakceptować.

Kultura Gniewu w styczniu wydała dwa komiksy science fiction, których autorzy starają się szukać nowych ścieżek w mocno wyeksploatowanym gatunku. I o ile w przypadku “Genezy” z wyjątkowymi rysunkami Jakuba Rebelki, scenarzysta choć wychodzą z siebie, to jednak poruszają się po schodzonych obszarach tematyki postapokaliptycznej, tak Tillie Walden zabiera czytelników w ożywczą, emocjonalną podróż, z wyczuciem eksplorując nowe tereny fantastyki.

No dobra, na razie to co wyżej wybrzmiało nieco powierzchownie, ale z pewnością ci, którzy już sięgnęli po komiks Walden (a może i ci, którzy jeszcze nie sięgnęli) mają na jego temat dobrze wyrobione zdanie. Rzecz w tym, że to pełną gębą fantastyka queerowa, w dodatku  totalnie bez mężczyzn w fabule, bo mężczyźni są tu zupełnie niepotrzebni, odwrotnie niż w pamiętnej “Seksmisji”. I tak jak w “Genezie”, w której mężczyzna stanowi nieodzowny element fabuły i bez niego (także poprzez biblijne odniesienia) nie miałaby ona racji bytu, tak w “Załodze Promienia” brak przedstawiciela gatunku męskiego jest w ogóle nieodczuwalny. Prawda, jednym z głównych bohaterów jest Elliot, osoba niebinarna, o której mówi się używając nietypowych dla języka polskiego końcówek i to właśnie tej postaci jest najbliżej do zachowań i wyglądu samca. Z drugiej strony swoista wrażliwość i skrytość, przy jednoczesnej zaradności i odwadze tego bohatera (czy raczej tegu bohateru) stoi w opozycji do wyobrażeń na temat męskich postaci w gatunku science fiction.

Dobra, to teraz gatunek. Queerowa fantastyka zapewne dla niektórych brzmi jak oksymoron i tacy będą narzekać na ideologizację tej fantastycznej love story, ale rzecz w tym, że “Załoga Promienia” broni się doskonale jako science fiction samo w sobie, choć science funkcjonuje tu niestandardowo, bardziej w formie niedopowiedzenia, które jest bardzo udanie wkomponowane w inicjacyjny motyw tej historii. Coś, co dla bohaterów jest oczywistością z ich realnego świata (jak żyjące kosmiczne pojazdy w formie mknących przez kosmiczną przestrzeń wielkich ryb), czytelnikowi może się wydać mocno alegoryczne, baśniowe, ale też niezwykle pomysłowe i ożywcze w kreowaniu świata przedstawionego. A ów pełen jest innych dziwów i przede wszystkim porozrzucanych w kosmicznej pustce ruin, których naprawianiem i łataniem zajmuje się tytułowa “Załoga Promienia”

Fabułę poznajemy dwutorowo. Postacią centralną jest tu Mia, która trafia do szkoły z internatem, w którym poznaje Grace. Musi minąć trochę czasu, zanim dziewczyny opuszczą gardy i zbliżą się do siebie, a w międzyczasie przeżywają emocje charakterystyczne dla młodych osób w takim wieku. W innej linii czasowej czytamy o przypadkach Mii kilka lat później, kiedy razem ze zgraną załogą, do której nie jest łatwo jej się z początku wpasować rozpoczyna pracę nad odbudową zniszczonych struktur. W tej niezwykłej scenerii tajemnice przeplatają się z niezwykłymi emocjami, a fabuła z planszy na planszę robi się coraz bardziej intrygująca. Zwłaszcza gdy Mia postanawia odszukać swoją młodzieńczą miłość w nieprzyjaznym zakątku kosmosu.

Podczas lektury Załogi promienia” miałem wrażenie deja vu. Siedemnaście lat temu podobne wrażenie obcowania z czymś nowym i świeżym odczuwałem podczas lektury “Lupusa” Frederika Peetersa. Warstwa obyczajowa, alegoryczna i psychologiczna były w tej opowieści równie ważne jak cały sztafaż science fiction i pięknie się razem uzupełniały. “Załoga Promienia” przynosi takie same wrażenia i tak samo wyróżnia się spośród innych fantastycznych lektur. Choćby z tego względu, że zalicza cały test Bechdel i to z naddatkiem, bo przecież w fabule nie ma mężczyzn, więc kobiety nie mają jak ani po co o nich rozmawiać. Owszem, przechodzą czytelniczą głowę myśli, co też się wydarzyło, że faceci zniknęli z horyzontu, ale chyba nie o to tu chodzi. Bardziej chodzi o to, że świat przedstawiony i fabuła mogą istnieć bez nich i wciąż być niezwykle wciągające. Aż chce się na koniec podsumować: a jednak się kręci! Nawet bez udziału mężczyzn. 

Załoga Promienia

Nasza ocena: - 90%

90%

Scenariusz i rysunki: Tillie Walden. Tłumaczenie: Marceli Szpak. Kultura Gniewu 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Elektra i Wolverine: Odkupienie – inaczej niż zwykle [recenzja]

Elektra i Wolverine – taka para wspólnie w jednym komiksie obiecuje mnóstwo emocji. Najpierw jednak …

Leave a Reply