100 naboi. Brat Lono – krwawa opowieść o próbie odkupienia w cieniu meksykańskiego kartelu [recenzja]

Nie do końca potrzebnie duet Azzarello / Risso podpina się z komiksową historią „Brat Lono” pod swoją sztandarową serię „100 naboi”. Wydaje się być to zabiegiem czysto marketingowym, by zapewnić lepszą sprzedaż tym stęsknionym za zakończoną definitywnie sagą o Minutemanach czytelnikom. A po prawdzie mogłaby to być opowieść zupełnie niezależna, typowy oneshot, bo jako taka „Brat Lono” sprawdza się doskonale.

Owszem, fakt, iż bohaterem komiksu twórcy uczynili jednego z Minutemanów nawiązuje jednoznacznie i bezpośrednio do serii „100 naboi”, jednak tak naprawdę to jedyne i dość ubogie odniesienie. „Brat Lono” to pełnokrwista historia o walce z narkotykowymi kartelami, utrzymana w brudnej, dwuznacznej moralnie estetyce znanej choćby z filmu „Sicario” Denisa Villeneuve.
Tak naprawdę fabuła jest banalnie prosta. Uciekający przed własną brutalną i mroczną przeszłością zabójca zaszywa się w małym kościele misyjnym w Meksyku, próbując poskromić swoją morderczą naturę i odnaleźć spokój. Jednak, kiedy bezwzględny kartel z Durango zaczyna łakomie spoglądać na parafialne ziemie, szybko okazuje się, ze zachowanie obojętności nie będzie takie łatwe. A szybko okaże się wręcz niemożliwe…
I choć bohaterem komiksu jest jeden z najkrwawszych Minutemanów, to tak naprawdę można by tu podstawić dowolną postać skruszonego, uciekającego przed własnymi grzechami płatnego mordercę, jakich popkultura zna dziesiątki. Autorzy, wykorzystując nawiązanie do sztandarowej serii, próbują dalej popłynąć na jej fali, choć może to mocno zawieść fanów „100 naboi”, oczekujących konkretnego nawiązania do głównej historii, mocnego osadzenia w jej uniwersum. A tego zwyczajnie tu brak. Przebitki z przeszłości w nielicznych kadrach to jedyne odniesienie do wcześniejszych losów Lono, a ci, którzy nie znają serii i tak niewiele stracą, bo z łatwością odnajdą się w lekturze.
Mimo tego niepotrzebnego podpinania się pod słynny szyld, „Brat Lono” zdecydowanie nie jest komiksem złym. Gra kliszami, sięga po bardzo klasyczne schematy fabularne, porusza temat meksykańskiej korupcji władz, czy rosnącego wciąż problemu z przestępczością młodocianych – a to wszystko popkultura przetrawiła niezliczoną ilość razy. Jednak rysunkowa wersja duetu Azzarello / Risso urzeka głębokim mrokiem, brudem, beznadzieją, tchnącą z każdego kadru. Nie chcielibyście urodzić się w Meksyku. Przynajmniej takim z kart omawianego komiksu To świat pełen przemocy, straconych nadziei, gdzie rządzi tylko prawo silniejszego. Tylko ono się liczy, ono ma wartość i znaczenie. Brak tu pozytywnych akcentów, mało, kto jest tu tak naprawdę tym, za kogo się podaje, każdy mniej lub bardziej oszukuje i kłamie. A ci, co chcą wreszcie zachować się właściwie, zazwyczaj marnie kończą.
Azzarello nie waha się w scenariuszu przekraczać kolejnych granic przerysowanej (ale czy na pewno?) makabry, co zresztą w bardzo trafny sposób zilustrował Risso. Jego charakterystyczna, brudna, nieco niedbała kreska i stonowana kolorystyka tylko uwypuklają prezentowaną w opowieści przemoc i płynącą szeroką strugą posokę. Ale – co trzeba podkreślić – to dodaje całości autentyzmu, tego się po takim typie opowieści spodziewamy.
Jeśli cenicie opowieści spod znaku wspomnianego filmowego „Sicario”, to „Brat Lono” jest komiksem zdecydowanie dla was. Mocna, sensacyjna opowieść bardzo trafiająca w gatunkowe ramy, choć i niesiląca się na cokolwiek więcej. Jednak, jeśli spodziewacie się interesującego rozwinięcia serii „100 naboi”, to zalecam ostrożność, bo srodze się zawiedziecie.

100 naboi. Brat Lono

Nasza ocena: - 80%

80%

Scenariusz Brian Azzarello. Rysunki Eduardo Risso. Wydawnictwo Egmont 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Pulp – komiksowe Gran Torino [recenzja]

Po tytule i okładce “Pulp” możemy wywnioskować, że będziemy mieli do czynienia z klasycznym westernem. …

Leave a Reply