Gorący temat

1899, sezon 1 – serialowy wir tajemnic [recenzja]

Netflix w ostatnim czasie nie ma łatwo,  odbiorcy coraz częściej krytykują jego ofertę, jednak póki na platformie będą lądować takie seriale jak “1899”, póty wciąż warto korzystać z jej subskrypcji.

Zapowiedź “1899” pokazała się w Internecie kilka miesięcy temu i szybko zdołała rozbudzić oczekiwania widzów. Temu akurat nie ma się co dziwić, bo przecież to nowy serial twórców jednej z najciekawszych produkcji ostatnich lat, czyli niemieckiego “Dark”. Te kilka lat temu nikt się nie spodziewał, że serial Barana Bo Odara i Jantje Friesie urzeknie samego Stephena Kinga, zabije ćwieka swoją skomplikowaną fabuła tysiącom widzów i zaoferuje racjonalne w całej swojej nieracjonalności zakończenie, czego z reguły nie potrafią dać inne tego rodzaju dzieła, na czele z pamiętnym “Lost”. Twórcy zamknęli “Dark” w trzech sezonach, odpowiedzieli na wszystkie bodajże fabularne zagadki i spowodowali, że nawet w Polsce język niemiecki stał się dzięki tej fabule jakoś bardziej przyjazny. Pozostała niemiecka precyzja kompozycji, która na tle innych, pełnych zagadek seriali nie ma sobie równych, może jedynie pierwszy sezon “Westworld” był w stanie pod tym względem konkurować z “:Dark” zanim w kolejnych odsłonach rozmienił się na drobne. 

W zwiastunie “1899” zapowiadał się na “Titanic” w konwencji mystery, jednak fabularna rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana. Niemniej pierwsze dwa odcinki serialu skupione na podróży potężnego parowca przez ocean mają w sobie ów nastrój nadchodzącej katastrofy, którą przeczuwają tylko nieliczni w miarę coraz dziwniejszych wydarzeń rozgrywających się na wodzie. W tych dwóch odcinkach poznajemy całą galerię bohaterów mówiących w różnorodnych językach, podobnie jak w “Titancu” obserwujemy podziały klasowe aż za bardzo widoczne na “Cerberze”, ale jednak większą uwagę poświęcamy tej otoczce tajemnicy, która z odcinka na odcinek ogarnia świat zagubionego na oceanie parowca. Naprawdę dziwnie zaczyna się dziać, kiedy zostaje odebrany sygnał sos z zaginionego od trzech miesięcy “Prometeusza”, innej morskiej jednostki tego samego armatora. Kapitan “Cerbera” wbrew protestom załogi i pasażerów decyduje się wyruszyć z pomocą, a to co z garstką towarzyszy zastanie na pokładzie spowoduje, że zacznie stopniowo kwestionować otaczającą go rzeczywistość.

Kapitana gra pamiętny z “Dark” Andreas Pietschmann, jednak najważniejszą postacią w serialu jest Maura Franklin, kobieta z medycznym doświadczeniem. Po zatargu z ojcem (ten najprawdopodobniej trzymał ją wcześniej w szpitalu psychiatrycznym) udaje się na Cerberze w poszukiwanie brata, Cierana, kóry przed nią wypłynął w rejs Prometeuszem. Maurę gra świetna Emily Beecham, którą niektórzy widzowie będą pamiętać z diametralnie innej, wybuchowej wręcz roli z “Into the Badlands”. Jednak dla polskich widzów i tak największym wydarzeniem będzie udział w serialu Macieja Musiała, który w 1899” gra Olka, Polaka zatrudnionego na parowcu w maszynowni. Nie jest to jak w “Wiedźminie” jedynie krótki epizod, tylko pełnoprawna, drugoplanowa rola ważna dla fabuły i ważna w otoczeniu pozostałych międzynarodowych aktorów, którzy mają bardzo podobne fabularne zadanie co odtwarzany przez Musiała Olek..

Ta międzynarodowa mieszanka – Skandynawowie, Francuzi, Hiszpanie i dwie japońskie pasażerki wspólnie buduje w “1899” silną, emocjonalną strukturę, która jednak w miarę fabularnych postępów staje się w fascynujący sposób drugorzędnym dla widza obszarem. To jeden z najbardziej fascynujących, filmowych eksperymentów twórców serialu, którzy w miarę ujawniania kolejnych tajemnic fabuły jakby sami z siebie niszczyli to, czemu nadali wcześniej tak duże znaczenie. Oczywiście musimy poczekać do samej końcówki serialu, by zorientować się w całej zagadce i w tym, co rzeczywiście było tu znaczące, a co rozwiało się w mgle nieistnienia, ale ten właśnie element filmu jest dla wielu widzów w jakiś sposób kontrowersyjny i trudny do zaakceptowania. Może to co napisałem wyżej brzmi nieco enigmatycznie – wszystko po to by nie zdradzać fabularnych tajemnic – ale siła “1899” tkwi właśnie w strukturze narracji, która robi sobie rodzaj poligonu doświadczalnego z oczekiwań widzów.

Już w drugim odcinku, twórcy w jego zakończeniu podpowiadają bardzo wiele  na temat natury rzeczywistości fabularnej w “1899” tworząc wrażenie jakiegoś trudnego do ogarnięcia umysłem eksperymentu, ale na pełne odpowiedzi trzeba poczekać dość długo i w tym właśnie przedziale cierpliwość widzów wystawiona jest na dużą próbę. Idziemy od jednej tajemnicy do drugiej, coś podejrzewamy, bo przecież mamy za sobą mnóstwo podobnych produkcji z samym “Dark “ na czele, ale wciąż jesteśmy wodzeni za noc, intryga prowadzi nas na kolejny poziom tajemnic i być może niektórzy widzowie mogą mieć już w pewnym momencie dość.

Na szczęście jest coś, co trzyma nas podczas seansu mocno niczym uwięzionych na parowcu pasażerów – klimat serialu. Ponura, obezwładniająca czołówka, muzyka momentami doniosła niczym dzieła organowe Bacha, innym razem poszarpana jak jakieś ambientowe, eksperymentalne wtręty. Nastrój osaczenia, nastrój zagubienia i wybrzmiewające zawsze na koniec odcinka muzyczne, najczęściej rockowe standardy, to wszystko składa się na fascynującą serialową podróż. Prawda, że przeciąganą, ale właśnie przeciąganą po to, aby zanurzyć się w niej całkowicie i dać się ponieść prądowi, który co i rusz i tak wrzuca nas w kolejny, zagadkowy wir. Mamy w serialu momenty, kiedy te doznania są naprawdę jedyne w swoim rodzaju, a budowanie podwalin pod finał, ciągłe pułapki, ciągła sytuacja bez wyjścia, może sprawić, że sam  widz poczuje się jak w pułapce i to doznanie jest w stanie wzbudzić poczucie dyskomfortu. Jest tak jakby twórcy igrali z naszą percepcją i  z naszym mózgiem tak jak grają w tę poznawczą grę z bohaterami serialu. Jednak trzeba doczekać do samej końcówki, która rozbudza wielki apetyt na kontynuację i rodzi w nas przekonanie, że pierwszy sezon był jedynie przygrywką do czegos naprawde niezwykłego, co czeka nas dalej. Oby włodarze Netflixa przypadkiem nie pomyśleli, żeby skasować “1899” bo byłaby to wręcz zbrodnia. Czuć, że twórcy mają w planach opowiedzieć nam historię o podobnym stopniu skomplikowania jak w “Dark” i oby dostali taką mozliwość.

Foto © Netflix

1899, sezon 1

Nasza ocena: - 80%

80%

Twórcy: Barana Bo Odara i Jantje Friesie. Występują: Emily Beecham, Andreas Pietschmann i inni. Netflix 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

See, sezon 3 – mogło być lepiej [recenzja]

Trzeci sezon “See” choć zapewnił sporą dawkę emocji, zostawia swoich widzów z poczuciem niedosytu. To …

One comment

  1. dzięki za to info 🙂

Leave a Reply