Gorący temat

Baltimore, tom 1 – żołnierz i wampiry [recenzja]

“Baltimore” to świetna alternatywa dla fanów nieco już zmęczonych puchnącym od kolejnych opowieści uniwersum Hellboya. Wystarczy jeden bohater kontra wampiry i jest sztos.

Zanim rozpoczniemy lekturę “Baltimore” mamy słowo wstępu od Mike’a Mignoli, który w krótkich słowach wyjaśnia nam genezę tej opasłej historii. Jakiś zapomniany, kinowy seans plus reminiscencje z “Cynowego żołnierzyka” H.Ch.Andersena i oto jest gotowy przepis na mroczną, alternatywną historię z początków XX wieku. Jej bohaterem jest tytułowy, angielski lord Baltimore, uczestnik okrutnej, pierwszej wojny światowej, która dzięki inwencji Mignoli i współscenarzysta Christophera Goldena zaliczyła nagły zwrot za sprawą udziału sił nieczystych. Dlatego w tej wojnie nie ma wygranych, są tylko przerażeni ludzie i szalejąca zaraza, która zmienia ich w nocne potwory. Oto świat, po którym wędruje lord Baltimore mając jeden cel. Zabijać potwory i dopaść tego najważniejszego z nich, odpowiedzialnego nie tylko za zarazę, ale i za śmierć bliskich lorda. Choć w rzeczywistości jest to bardziej skomplikowane, poniewaz za to, co się wydarzyło, w równym stopniu odpowiada nasz bohater. I to mocno wpływa na ton tej historii.

“Baltimore” w swoich pierwszych rozdziałach wygląda niczym przeniesiony w czasie “John Wick”. Żołnierz z drewnianą nogą i harpunem jest morderczo skuteczny, nieustępliwy, także nieufny i małomówny. Rzezie, które urządza wampirom i innym stworom nocy są widowiskowe i jednocześnie metodyczne. Przez jakiś czas myślimy, czy nawet obawiamy się, że na tym będzie polegała ta historia, czyli na starciach z coraz to bardziej wymagającymi bądź przerażającymi przeciwnikami na drodze do celu. I w wierzchniej warstwie tak jest, ale z czasem ów świat przestawiony zaczyna przytłaczać swoją wizją, swym fatalizmem, to świat bez nadziei, w którym ludzie muszą żyć w ciągłym strachu. Oto Europa czasów innej, mrocznej wojny, pokazywana partiami z różnych lokalizacji (n.p. podczas wizyty bohatera w Budapeszcie), z ludźmi odurzonymi strachem, choć znajdą się i tacy, którzy w takich warunkach czują się jak ryba w wodzie. Dopóki na ich drodze nie stanie lord Baltimore.

Podobną apokalipsę widzieliśmy rzecz jasna w serii “BBPO”, ale tam było to bardziej skomplikowane, wybuchowe, pełne rozmachu oraz inne niż w indywidualnych opowieściach z Hellboyem. W krótszych historiach z niniejszego tomu znajdziemy właśnie podobieństwa do pojedynczych przygód diabelskiego bohatera Mignli, ale bohater jest tu inny, nie tak sympatyczny i nie tak (co jest ciekawym paradoksem) ludzki jak Hellboy. Baltimore, który nie ma już nic do stracenia przypomina zaprogramowaną maszynę w swojej pogoni za wampirem Hagisem, który notabene z czasem też przestaje kojarzyć się z wszechmocnym, przerażającym Drakulą i wydobywa na wierzch różne swoje słabości. Jest jeszcze inkwizytor Dubić, który podąża śladem Baltimore’a, fanatyk z tajemnicą, równie skuteczny co lord, równie przeklęty przez los. Nie zapominajmy o ważnej postaci kobiecej, którą poznajemy w pierwszej odsłonie tej opowieści, czyli o . Ona również pasuje do tej potępieńczej, fantastycznej konwencji, choć jeszcze nie świadoma w pełni ceny, jaką trzeba zapłacić za znajomość z Baltimorem.

Ten straszny świat rysuje jeden rysownik – nowozelandczyk Ben Stenbeck, znany przede wszystkim właśnie ze współpracy z Mignolą. Oprócz “Baltimore’a” stworzył historie z Hellboyem i Kościejem, a zatem czynnie partycypuje również w rozwoju Mignolaverse. Jego graficzny styl jest bardzo zbliżony do Mignoli, choć proste rysunki nie są  aż w takim stopniu naznaczone artystyczną indywidualnością. Ta prostota sprawdza się znakomicie dając duże pole dla wyobraźni czytelnika, w głowie którego jakimś dziwnym trafem świat przedstawiony “Baltimore’a” staje się bogatszy. 

Dalszy ciąg tej historii zapowiada się bardzo smakowicie, bo stawka wzrosła, a zarazem finał był bardzo, ale to bardzo satysfakcjonujący w całym swym tragizmie i symbolizmie. Na druga odsłonę czekamy nawet bardziej niż na kolejne opowieści ze świata Hellboya, co świadczy o tym, że mamy do czynienia z naprawdę wyjątkowym komiksem w dorobku Mike’a  Mignoli w współtworzących go artystów.  

Baltimore, tom 1

Nasza ocena: - 80%

80%

Scenariusz: Mike Mignola i Christopher Golden. Rysunki: Ben Stenbeck. Tłumaczenie: Jacek Drewnowski. Egmont 2023

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Marvels. Wydanie jubileuszowe – Marvel w pigułce [recenzja]

Właśnie ukazało się wznowienie albumu „Marvels” Kurta Busieka i Alexa Rossa, jednego z najchętniej czytanych, …

Leave a Reply