Gorący temat

Batman Imposter – Batman razy dwa [recenzja]

“Batman Imposter” to kolejny tytuł w ramach imprintu DC Black Label, w którym twórcy zaprezentowali tradycyjnie trzyczęściową, mroczną historię. A w niej, zgodnie z tytułem komiksu, Batman zmierzy się ze swoim bardzo brutalnym oszustem naśladowcą.

”Batman:Imposter” wyłamuje się z dotychczasowych publikacji w ramach premierowych tytułów z DC Black Label tradycyjnym, a nie powiększonym formatem. W przypadku tego tytułu to dość istotna różnica, ponieważ niektóre, misternie skomponowane plansze autorstwa Andrea Sorrentino (w stylu, który znamy z “Gideon Falls”) aż proszą się do oglądania ich w większym formacie, ale niestety musi nam wystarczyć to co jest. Po tych kilku tytułach z imprintu DC już dobrze wiemy, że nie jest to coś, co miałoby zastąpić Vertigo. Bardziej mamy do czynienia z edycją elseworldowych historii z Uniwersum DC, w których autorzy, jeśli im się bardzo chce, mają możliwość naprawdę pozytywnie zaskoczyć inwencją twórczą, jak choćby było to w przypadku najlepszego dotąd w tym zestawie albumu, czyli “Wonder Woman. Martwa Ziemia”. Nowej historii o Batmanie, a raczej o traumach Bruce’a Wayne’a też nie można odmówić świeżego spojrzenia na tego  bohatera i jego świat.

Co powiecie choćby na fakt, że bardzo młody Bruce Wayne wychowywał się bez Alfreda, który przerażony wybuchami wściekłości chłopca zrezygnował ze służby? W odniesieniu do tego wątku pada zresztą z ust głównego bohatera jeden z najlepszych tekstów w komiksie – “nie przepadam za kamerdynerami” – który chcąc nie chcąc musimy przyjąć z uznaniem dla inwencji scenarzysty, Mattsona Tomlina. Co prawda traumy, ataki wściekłości i brutalność działań Batmana nie są wcale czymś nowym, w ostatnich latach ten temat jest wałkowany nieustannie w głównych i pobocznych seriach, ale Tomlin przy udziale kreatywności Sorrentino robi to w swojej historii w sposób bardziej przekonujący. W historii, w której oprócz gościnnego występu przyszłego Brzuchomówcy nie znajdziemy żadnego z ważnych przeciwników Batmana, za to dostaniemy kilka nowych postaci, na czele z twardą, ale i wrażliwą policjantką Blair Wong, która zrobi na Brusie duże wrażenie. 

A zatem nie ma tu śladu po Selinie Kyle, która być może czeka gdzieś na tego Batmana w przyszłości. Także dlatego, że historia opisuje dopiero trzeci rok działalności Człowieka-Nietoperza. Nie jest on jeszcze takim twardzielem, jak znamy go na co dzień, nie ma pod kontrolą całego Gotham i nie raz dostaje łupnia. W jakiś sposób to go uczłowiecza, dzięki czemu staje się nam bardziej bliski. No i oczywiście nie zabija swoich przeciwników w przeciwieństwie do swojego naśladowcy, który rozpoczyna w Gotham krwawą krucjatę przeciwko przestępcom podszywając się pod oryginalnego Batmana. 

Główny wątek i jego rozwiązanie okazują się nie tak ciekawe, jak wszystkie wartkim poboczne w “Batmanie: Imposter”. To w nich czuć świeżość i chęć opowiedzenia niestandardowej historii i one są największą wartością tego albumu. I właśnie ze względu na  nie, warto sięgnąć po najnowszą historię z imprintu Black Label.

Batman Imposter

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz: Mattson Tomlin. Rysunki: Andrea Sorrentino. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Egmont 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Elecboy – obiecujący mariaż science fiction z postapo [recenzja]

Po lekturze pierwszego tomu „Elecboya” uczucia mam mieszane. Bo z jednej strony seria kryje w …

Leave a Reply