Gorący temat

Daphne Byrne – gotycka opowieść o mroku ludzkiej natury [recenzja]

„Daphne Byrne” – piąty i (jak na razie) ostatni album spod szyldu Hill House Comics to mocno gotycka opowieść, która na bazie opatrzonej już solidnie scenografii stara się opowiedzieć nie całkiem oczywistą opowieść.

Daphne to młoda dziewczyna, która cierpi po przedwczesnej śmierci ojca. Tym bardziej, że jej matka, zupełnie nie radząca sobie po stracie męża, na wpół obłąkana, żyjąc ponad stan, trwoni resztki rodzinnego majątku na spotkaniach tajemniczej grupy okultystów, obiecujących jej szansę spotkania ze zmarłym.

Daphne jednocześnie kryje pewien sekret, uosabiany przez towarzyszącą jej, równie tajemniczą, co niematerialną postać Brata. Nie do końca wiemy, kim jest Brat. Halucynacją? Duchem? Demoniczną istotą, kryjącą się w ciele kruchej, zagubionej Daphne? I – co ważniejsze – do czego doprowadzi ta dziwaczna, niepokojąca w swojej istocie symbioza?

Nowy Jork, tonący w świetle gazowych latarni, u schyłku XIX wieku, to sceneria wprost stworzona dla horrorowej konwencji. I autorka scenariusza – Laura Marks doskonale zdaje sobie z tego sprawę, zgrabnie to wykorzystując Zresztą, całą historię Marks dawkuje niespiesznie, zgrabnie rozkładając akcenty i dobrze wykorzystując potencjał tkwiący w przyjętym sztafażu, bezpośrednio kojarzącym się z duchem opowiadań Edgara Allana Poe i z tendencją do zaglądania w mroczne, ludzkie wnętrze. Bowiem osią fabuły nie tyle są losy tytułowej Daphne sensu stricte, a raczej to, czy ulegnie ona podszeptom swojego niecodziennego, mrocznego towarzysza. Jak daleko dziewczyna zdolna jest posunąć się, by wykorzystać moc otrzymaną od Brata? Na ile jest to afirmacja jej własnej, tej gorszej części osobowości, a na ile coś bardziej demonicznego, pochodzącego spoza znanego nam, realnego świata?

Przemiana Daphne z zagubionego dziecka w osobę coraz bardziej świadomą własnej, wewnętrznej siły postępuje powoli, a jej katalizatorem jest zwykle otoczenie i ludzie, którzy raz po raz okazują się nie tylko niegodni zaufania, ale zwyczajnie zepsuci i niemoralni w samej swojej istocie. Co prowadzi do gorzkiego wniosku, że dwuznaczność natury Daphne jest wypadkową jej doświadczeń i to otoczenie właśnie jest za nie odpowiedzialne bardziej, niż ona sama. Kiedy wokół ciebie brak ciepła i stabilizacji, to cóż pozostaje? Zło nie buduje dobra, a jedynie więcej zła. Czy jest więc, w takiej rzeczywistości, szansa dla zagubionego, cierpiącego dziecka?

Laura Marks to uznana scenarzystka, która dobrze rozumie horror (pracowała przy takich kultowych tytułach, jak „ Egzorcysta”, czy „Martwica mózgu” ), ale też doświadczona dramatopisarka – a to wszystko da się odczuć przy lekturze jej komiksowego debiutu. Dobre wyczucie napięcia, staranne rozplanowanie tempa akcji i plastycznie odmalowane sceny, o wyważonym dramatyzmie i napięciu czynią z „Daphne Byrne” album może i mało żywiołowy, ale z całą pewnością przejmujący i przerażający w swojej wymowie.

Od strony graficznej jest znakomicie. Kelley Jones, jak na laureata Nagrody Eisnera, doskonale poradził sobie z ilustrowaniem opowieści. Rysownik, który pracował nie tylko przy pod-seriach „Batmana”, ale i przy gaimanowskim „Sandmanie”, świetnie rozgrywa kolejne plansze za pomocą akcentowania światłocieni, co daje mu możliwość budowania ponurej, klaustrofobicznej atmosfery i co raz to makabryczniejszych scen. Dodatkowo w sukurs grafikowi idzie samo użyte w opowieści miejsce i czas akcji. XIX – wieczny Nowy Jork, odmalowany przez Jonesa jest miastem obcym, nieprzyjaznym i odpychającym – nie tylko dlatego, że chadzamy z bohaterami po ponurych zaułkach, ciemnych piwnicach i starzejących się rezydencjach. To miejsce mroczne ze względu na naturę jego mieszkańców, wśród których trudno szukać kogoś o czystej, nieskażonej duszy. Poszczególne kadry nie obfitują w szczegóły tła, bardziej skupiając się na postaciach, uwypuklając je, a jednocześnie intensyfikując nasze odczucia, jako odbiorców opowieści.

„Daphne Byrne” to najbardziej gotycka i najmocniej osadzona w klasycznej estetyce opowieści grozy odsłona serii komiksów pod patronatem Joego Hilla. I jedna z bardziej udanych, bowiem granie na sprawdzonych gatunkowych kliszach, filtrowanych i przetwarzanych przez wprawną autorkę w celu nadania im nowego, świeżego sznytu naprawdę robi duże wrażenie.

Pozostaje mieć nadzieję, że projekt nie został jednoznacznie zakończony i autor „Upiorów XX wieku” zaprosi kolejnych zdolnych twórców do stworzenia nowych tytułów w serii. Warto by było.

Daphne Byrne

Nasza ocena: - 85%

85%

Scenariusz: Laura Marks. Rysunki: Kelley Jones. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawnictwo Egmont 2022

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Heavy Liquid – niekonwencjonalny trip [recenzja]

“Heavy Liquid” to komiksowy trip, po którym spodziewaliśmy się chyba czegoś innego, niż dostaliśmy. Miała …

Leave a Reply