Gorący temat

Death or Glory, tom 2: Kto tu jest szaleńcem? – fury road [recenzja]

Jeśli wydawało nam się, że nie może już być szybciej, mocniej i bardziej wybuchowo niż w pierwszym tomie serii Ricka Remendera i Bengala, to w drugiej odsłonie “Death or Glory” nie raz będziemy przecierali oczy ze zdumienia na widok totalnego szaleństwa, które rozgrywa się na komiksowych planszach.

Drugi i jak się okazuje ostatni tom “Death or Glory” wita nas na dzień dobry podobną w stylistce okładką – musi być na niej fura i główna bohaterka, tyle że tym razem widzimy Glory w pozie sygnalizującej zrezygnowanie. Już w pierwszym tomie sytuacja dziewczyny mocno się skomplikowała, choć przynajmniej znalazła sojuszników, którzy razem z nią wyruszyli do Meksyku, by dać jej ojcu nowe życie. Niestety ich śladem podąża banda złożona ze złoli ogarniętych nie mniejszą desperacją by schwytać Glory. I o tym właśnie jest drugi tom komiksu – o pogoni, która w komiksowym wydaniu dostarcza jeszcze większych emocji, niż samochodowe rozwałki znane nam z filmowej serii “Szybcy i wściekli”.

Lepszym tropem dla jakości historii w komiksie Ricka Remendera i Bengala jest tytuł recenzji, który jest jawnym nawiązaniem do ostatniego filmu z serii “Mad Max”. Jak pamiętamy, był to film o pogoni (jadą, potem wracają), co niektórzy odbierali jako wadę, nie widząc całej otoczki, którą stworzył dla tego motywu reżyser filmu, George Miller. O coś przecież w tej ucieczce chodziło, ale i tak najważniejsze było to, że zgodnie z tytułem  rzeczywiście oglądaliśmy fury road, czyli filmowy balet mechanicznej przemocy, który sięgnął poziomu filmowego dzieła sztuki. 

Może stuprocentowym, komiksowym dziełem sztuki trudno określić “Death or Glory”, ale jakimś cudem udało się Remenderowi i przede wszystkim Bengalowi osiągnąć poziom artystycznej rozpierdówy, w której możemy odsunąć na bok logikę, delektując się wizualnym, pełnym niemożliwości spektaklem. Zawsze ważna jest tutaj stawka, ważne są ofiary, które zostały poniesione podczas tego spektakularnego wyścigu. Ważni są też złoczyńcy, niektórzy bardzo ekscentryczni, a niektórzy niejednoznaczni to ci drudzy są w stanie dostarczyć zaskakujących rozwiązań fabularnych. W pewnym momencie ów wyścig sam w sobie robi się ważniejszy od samego celu tej szalonej jazdy, a jego finał powinien zaspokoić oczekiwania większości czytelników. 

Co na to wszystko Glory? Czy podniesie głowę i zobaczymy ją w lepszym psychicznym stanie, niż na tytułowej grafice? Cóż, zobaczymy dużo więcej, a determinacja z jaką walczy o życie ojca zostaje w głowie na długo, zwłaszcza w kontekście finału komiksu. Mimo, że Remender zostawił sobie furtkę do ewentualnej kontynuacji, czujemy ulgę, że ta naładowana akcją i emocjami opowieść kończy się po zaledwie dwóch tomach, bo z pewnością jej przeciąganie nie wyszłoby fabule na dobre. Dzięki temu mamy jeden z najlepszych komiksów Remendera, z konkretną, zwartą konstrukcją, która dostarcza świetnej, emocjonującej rozrywki w esencjonalnej dawce. Niczego więcej do szczęścia komiksowym czytelnikom nie trzeba. 

Death or Glory, tom 2: Kto tu jest szaleńcem?

Nasza ocena: - 75%

75%

Scenariusz: Rick Remender. Rysunki: Bengal. Non Stop Comics 2021

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Lycyfer. Wydanie zbiorcze, tom 2 – epicki rozmach na miarę bohatera [recenzja]

„Lucyfer” to monumentalne dzieło, stanowiące najwybitniejszy przykład twórczości autora scenariusza – Mike’a Careya, nie tylko …

Leave a Reply