Gorący temat

Ostateczne rozwiązanie – mroczniejsza wersja II wojny światowej [recenzja]

Robert Szmidt po raz kolejny – po niedawnych „Szponach smoka. Zgasić słońce”, podejmuje się pisania historii alternatywnej. Jednak kiedy we wspomnianej powieści nurza całość fabuły w wątku fantastycznym, budując ją na podwalinie mitycznych smoków oraz konfrontacji wschodniej kultury z zachodnią, całościowo jej potędze ulegającej, tak w „Ostatecznym rozwiązaniu” bazuje na skrajnym prawdopodobieństwie. Owszem, zadaje nieodzowne dla historii alternatywnej pytanie, „co by było, gdyby”, jednak odpowiedź konstruuje na przesłankach czysto realistycznych, na historycznych analizach, oraz bardzo głębokim researchu, który – mimo, jakby nie patrzeć, fantastycznego sztafażu – czyni całość powieści mocno prawdopodobnym.

Szmidt unika bowiem sięgania po instrumentarium rodem z science fiction. Nie uświadczymy tutaj żadnych „Wunderwaffe”, nie ma kreacji świata nadmiernie odkształconego, nie ma tu miejsca na fantasmagoryczne wątki Towarzystwa Thule i okultystyczne (urealnione) obsesje Heinricha Himmlera. Jest natomiast starannie rozplanowany schemat możliwych zdarzeń, dla których punktem zwrotnym była przedwczesna śmierć Hitlera w zamachu w 1939 roku. Zamachu, który miał miejsce w rzeczywistości, jednak nie skończył się – w realnym świecie – eliminacją prawie całej ówczesnej wierchuszki III Rzeszy. Ten moment, ta data to klasyczny dla historii alternatywnej punkt dywergencji, w którym rozchodzą się historia realna i powieściowa. W książce Szmidta Georgowi Elserowi (z niemałą pomocą samego Himmlera) udaje się skutecznie zgładzić Wodza i większość z elity władz Rzeszy… co prowadzi do zmiany biegu dziejów. Jednak z pewnością nie tak, jak moglibyśmy oczekiwać.

Kluczowym dla interpretacji „Ostatecznego rozwiązania” jest uświadomienie sobie, że cały nazizm, jako ideologia, to nie tylko i wyłącznie Hitler. On – jako jednostka – był tylko trybem w gigantycznej maszynie zbrodniczej ideologii. Owszem, trybem ważnym, może w pewnych chwilach nieodzownym – zwłaszcza w zakresie propagandowym, jako charyzmatyczny mówca – ale z pewnością nie niezastąpionym. Myśląc obecnie o II wojnie światowej, o nazizmie jako ruchu ideologicznym który do niej doprowadził i który był jednym z jej katalizatorów zapominamy o tym, iż to nie Hitler był ojcem ideowym ruchu. On go zaadaptował dla swojej żądzy władzy, dla swoich obsesji i pragnień, jednak czy możemy z cała pewnością powiedzieć, że bez Hitlera nie byłoby II wojny, nie byłoby pogromu Żydów, nie byłoby Holocaustu, obozów zagłady, klęski wolnej Polski i śmierci milionów ludzi? Odpowiedź jest oczywista. Autor „Ostatecznego rozwiązania” snuje wizję ponura, ale oparta na bardzo racjonalnych przesłankach, w których osławiony „niemiecki porządek” nadaje prym całej machinie wojny, jaka nieco zmienia swoje oblicze – względem tej, która wydarzyła się naprawdę. Szmidt dywaguje – choć może się to pozornie wydać obrazoburcze – czy Hitler rzeczywiście był najgorszym, co mogło spotkać ówczesną Europę, ówczesny świat? I nie ujmuje w żaden sposób tragizmu realnym zdarzeniom, nie neguje zbrodniczego charakteru polityki hitlerowskich Niemiec. Zwraca jednak uwagę na specyfikę rządów Hitlera – znerwicowanego maniaka, który częstokroć działał impulsywnie, nieracjonalnie, by nie rzec – głupio. Przywódca nazistowskich Niemiec popełniał kardynalne błędy, przyczyniające się bezpośrednio do jego upadku. Ale co by było, gdyby go zabrakło? Gdyby na czele nazistów stał człowiek ostrożnie kalkulujący, wyrachowany, o strategicznym umyśle, zorientowany nie na parcie za wszelką cenę do siłowej konfrontacji, ale postrzegający całość swoich działań jako długofalowy proces, w którym konieczna jest determinacja, oraz (choćby pozorne) sojusze i starannie wycyzelowane ustępstwa? Wersja historii świata bez Hitlera od 1939 roku wcale nie jawi się jako lepsza, czy – ujmując to w kategorii zysków i strat naszej Ojczyzny – korzystniejsza. Wręcz przeciwnie. Sterowana przez Himmlera – którego geniuszowi dorównywały chorobliwe obsesje na punkcie władzy – III Rzesza podporządkowuje sobie ówczesny świat w dużej mierze dzięki rozgrywkom politycznym, nie zaś – jak to zrobił Hitler – poprzez bezpardonowy atak i podpalenie całej Europy.

Szmidt kreśli wizję świata, w jakim z pewnością nie chcielibyśmy żyć. Jakiego na szczęście nie doświadczyliśmy. Nie gloryfikuje w żaden sposób Hitlera – warto to podkreślić – jednak zwraca uwagę, iż nie był on (prawdopodobnie) najgorszym ze scenariuszy, jakie mogły spełnić się w tamtym czasie. Pozostaje więc gorzka konkluzja – jeśli on nie był najgorszym, co mogło spotkać Europę, to co mogło być gorszego?

Odpowiedź kryje się właśnie w „Ostatecznym rozwiązaniu”.

To powieść oparta na prawdopodobieństwie, nie na popuszczaniu wodzów fantazji. To historia jaka mogła się zdarzyć, ale która na nasze szczęście, jednak się nie wydarzyła. To powieść dla miłośników historii, zwłaszcza tych obeznanych z tematyką II wojny światowej (zwłaszcza tła społeczno – politycznego tamtego okresu), bo oni wyłowią w powieści najwięcej detali, najwięcej smaczków. Jednak dla każdego, kto ceni sobie realistycznie skrojoną historię alternatywną, to będzie prawdziwa literacka uczta. Szmidt buduje starannie sieć powiązań i wzajemnych zależności oraz możliwych, prawdopodobnych postaw światowych rządów i przywódców. Kalkuluje, jak mogły reagować społeczeństwa ówczesnej Europy. W tym wszystkim oczywiście są Polacy. Znów, jak to zwykle w naszym przypadku, wykazujący się co rusz ułańską fantazją, ale głównie zakleszczeni pomiędzy interesem wielkich mocarstw, które – zwyczajowo – nie przejmują się losem maluczkich. I które gotowe są pozornych sojuszników bez wahania, dla własnej korzyści, poświęcić.

Szukając porównań, od razu polecam odrzucić skojarzenia – zdawać by się mogło – oczywiste, z „Człowiekiem z Wysokiego Zamku” Philipa K. Dicka. Amerykański mistrz SF zbyt mocno odrealnił świat przedstawiony, zbyt luźno potraktował historyczne ramy, byśmy mogli zestawiać jego powieść z mocno osadzoną w historycznych realiach książką Szmidta. Zbyt wiele je różni. Nawet bliższy historycznemu prawdopodobieństwu „Vaterland” Roberta Harrisa idzie zbyt dalece w dywagacje nt. możliwych ścieżek rozwoju sytuacji społeczno – politycznej w przypadku zwycięstwa Niemiec. Zwłaszcza, że powieść Harrisa rozgrywa się w okresie powojennym, kilkanaście lat po zwycięstwie Niemiec i klęsce Aliantów.

Czy to czyni „Ostateczne rozwiązanie” powieścią w swoim gatunku wyjątkową? Mam wrażenie, że tak, bowiem opiera się ono na budowaniu fabuły w oparciu o maksymalną z możliwych ilość autentycznych postaci oraz rzeczywistych zdarzeń. Owszem, wspomniany punkt dywergencji prowadzi całość fabuły w znacząco odmienną konstrukcję realiów świata przedstawionego, jednak bohaterowie nadal pozostają autentyczni i jedynie adaptują się do nowych okoliczności, w dodatku w sposób adekwatny do ich postaw i charakterów, jakie znamy z historycznych opracowań.

„Ostateczne rozwiązanie” to swego rodzaju przestroga. Przypomina nam o tym, że za żadnym systemem totalitarnym nie stoi jeden człowiek, ale cała rzesza ludzi, uczestniczących we wspieraniu aparatu państwowej represji. Totalitaryzm może i zasłania się jednostką, czyniąc z niej symbol, jednak może działać dzięki dziesiątkom, setkom tysięcy wprawiających całość systemu w ruch, umożliwiających jego działanie. To jednocześnie przypomnienie, do czego może prowadzić (i zazwyczaj prowadzi) fanatyzm. Ale też wizja historii, jaka mogła – w określonych warunkach historycznych – się spełnić. Lekcja alternatywnej historii, pokazująca złożoność procesów kształtujących globalne wydarzenia na świecie. W dodatku nadal zamknięta w ramy fascynującej, dynamicznej i pełnej akcji powieści.

Ostateczne rozwiązanie

Nasza ocena: - 85%

85%

Robert Szmidt. Wydawnictwo Znak Horyzont 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Dom stu szeptów – jedna z najlepszych powieści Mastertona? [recenzja]

„Dom stu szeptów” – najnowsza powieść uznanego twórcy horrorów Grahama Mastertona to powrót do klasycznej …

Leave a Reply