Dr. Stone – praktyczny poradnik jak przetrwać apokalipsę i odbudować cywilizację na nowo

Mówi się, że najlepsza nauka to ta czerpana z dobrej zabawy. W myśl tego motta powstała kapitalna komiksowa seria “Dr. Stone”, która łączy rzeczową i rozległą wiedzę naukową z dynamiczną i wciągającą akcją.

Z nieznanych przyczyn, w jednej chwili, cała ludzkość ulega petryfikacji, czyli prościej mówiąc, zamienia się w kamienne figury. W ciągu kolejnych tysięcy lat dokonania naszej cywilizacji niszczeją i zostają starte w proch. Jedynym śladem po naszym istnieniu jesteśmy my sami, ale zaklęci w posągi. Pewnego dnia nastolatek Taiju wykrusza się ze swojej skorupy i z przerażeniem odkrywa w jak beznadziejnej znalazł się sytuacji. Na jego szczęście (i w ogóle całego naszego gatunku), pół roku wcześniej ze “śpiączki” wybudził się jego przyjaciel Senku, którego nie można zaliczyć do grona typowych dzieciaków. Senku jest bowiem naukowcem z krwii i kości, posiadającym rozległą wiedzę teoretyczną i praktyczną, bystry, otwarty umysł i jeden cel – odbudować ludzką cywilizację od podstaw, w szybkim tempie przechodząc z epoki kamienia łupanego do ery lotów kosmicznych. Jak się okazuje, z jego zapałem i możliwościami, nie jest to niewykonalne.

Senku od podstaw buduje narzędzia z kamienia i drewna, poluje, rozpoznaje rośliny i zbiera surowce, dzięki którym przemienia jednoosobową osadę przypominającą leciwy domek na drzewie w dobrze prosperujące laboratorium. Z pomocą Taiju i jego silnych rąk może wykonywać kolejne kroki, których w pojedynkę nie byłby w stanie zrobić. Po pierwsze, po żmudnych eksperymentach trwających prawie rok opracowują metodę depetryfikacji, dzięki której zdobywają kolejnych sojuszników. Po trzech tysiącach siedmiuset latach pojawiają się zatem pierwszy piec hutniczy do wypalania gliny, proste wino, mydło, sposoby konserwowania żywności, proch strzelniczy, itd. Wszystkie metody ich wytwarzania są opisane bardzo szczegółowo i co najważniejsze, mają umocowanie w rzeczywistości. To wręcz gotowe przepisy do samodzielnego testowania w domowych warunkach, które wielu naukowców amatorów już zdążyło wypróbować i potwierdzić ich skuteczność. W Internecie można znaleźć wiele filmików i wpisów na blogach wykorzystujących wiedzę z “Dr. Stone’a” w praktycznym sposób. Wszystko działa jak należy, co potwierdza tylko, że ta seria science fiction kładzie zdecydowanie większy nacisk na człon “science” niż fiction.

Wraz z rozwojem fabuły eksperymenty głównych bohaterów stają się coraz bardziej skomplikowane i wymagające. Dzięki ich wytężonej pracy możemy poznać tajniki wytwarzania i przetapiania szkła, prosty choć niebezpieczny sposób na stworzenie magnesu, niezwykle czasochłonną metodę wyrabiania antybiotyku czy domowy sposób na zrobienie własnej Coca Coli. Scenarzysta Riichiro Inagaki zadbał również, aby te wszystkie naukowe doświadczenia znalazły odpowiednie uzasadnienie w opowieści i popychały ją do przodu. Wraz z pojawieniem się kolejnych depetryfikowanych osób uwidaczniają się różnice w poglądach i zmienia się układ sił co prowadzi do rozłamu w grupie. Bohaterowie muszą wyruszyć na wyprawę w poszukiwaniu lepszej lokalizacji, walczą o przetrwanie, a na swojej drodze trafiają na osadę zaprawionych w bojach mieszkańców, którym muszą udowodnić swoją wartość. 

Zatem niby mamy do czynienia z serią nastawioną na edukację, ale dynamiczna, wręcz sensacyjna akcja stoi tu na równi z nauką. Nie ma mowy o nudzie czy przegadanych i rozwlekłych wywodach. Postacie są tak ekspresywne i zróżnicowane, że kolejne pomysły i wytłumaczenia chłoniemy z uwagą i zainteresowaniem, nerwowo oczekując wydania kolejnych tomów. Wielkim atutem serii są też prześliczne i pełne energii ilustracje Boichiego: dopracowane w szczegółach, kreatywnie wykadrowane i sprawiające, że narracja płynie jak bystra rzeka.

Na chwilę obecną na polskim rynku znajduje się pięć tomów “Dr. Stone”, z kolei w Japonii jest ich już szesnaście, a seria wciąż trwa. Wydawnictwo Waneko wydaje ją w cyklu dwumiesięcznym więc jest szansa, że wkrótce dogonimy oryginał. A jest na co czekać, bo w mojej opinii to kapitalny następca “Dragon Balla”, komiks równie wciągający i emocjonujący, z humorem a przy okazji diablo użyteczny. Warto go gdzieś bezpiecznie schować w przydomowym bunkrze obok podstawowych środków do życia i potraktować jako instrukcję odbudowy świata po ekologicznej katastrofie, która niechybnie nas czeka. 

Paweł Deptuch

Avatar
Redaktor, publicysta, autor kilku opowiadań i scenariuszy komiksowych. W latach 2004-2010 redaktor naczelny portalu Carpe Noctem. Od 2006 r. współpracuje z miesięcznikiem Nowa Fantastyka, a w latach 2018/2019 z polską edycją magazynu Playboy, gdzie pisał o nowych technologiach. Publikował też w zinach (Ziniol, Biceps) i prasie specjalistycznej (Czachopismo, Smash!). Od 2008 r. elektor Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego, a od 2019 r. juror Nagrody Nowej Fantastyki w kategorii Komiks Roku. Tata dwóch przepełnionych energią chłopaków.

Zobacz także

Batman: Ostatni Rycerz na Ziemi – alegoria, z której niewiele wynika [recenzja]

Z okładkowego opisu historia, która miała być ukoronowaniem współpracy nad postacią Batmana Scotta Snydera i …

Leave a Reply