Gorący temat

Blast – w pogoni za wolnością absolutną [recenzja]

Czy jest możliwa całkowita, zupełna wolność? To pytanie staje się podwaliną opowieści Manu Larceneta – „Blast”, którego pierwszy tom wydało niedawno Wydawnictwo Mandioca. I choć trudno oceniać całość historii po znajomości jedynie jej połowy (jak w tym przypadku), to jednak nie sposób nie odbierać dzieła artysty jako tworu co najmniej wybitnego, próbującego wyrwać się z mentalnych okowów społecznych uwarunkowań i zadać pytania, na które odpowiedź niekoniecznie będzie dla nas akceptowalna.

Główny bohater, Polza Mancini, to niegdysiejszy zwykły obywatel, mąż, autor poczytnych książek kulinarnych. Pewnego dnia doświadcza tytułowego „blastu” – na wpół mistycznego doznania, swoistego przebodźcowania nadmiarem emocjonalnych doznań, które pozostawiwszy w nim niezmywalny świat popchnęły go do porzucenia względnie wygodnego, ale ograniczonego społecznymi uwarunkowaniami życia i w pełni świadomy wybór losu kloszarda. Mancini porzuca znany sobie, dotychczasowy świat, by ruszyć w podróż, w poszukiwaniu nie tyle swojego miejsca na ziemi, co bardziej zrozumienia samego siebie. Podróż bardziej metafizyczna, mentalna, niż fizyczne przemieszczanie się są osią opowieści Larceneta, a dodatkowo kolejne zrzucanie przez Manciniego okowów społecznych zasad, praw i ograniczeń zmieniają bohatera i prowadzą na krawędź człowieczeństwa w najbardziej szokującym katharsis, jaki można znaleźć w literaturze.
Kiedy poznajemy bohatera, siedzi on w celi, przesłuchiwany przez dwóch, skrajnie do niego uprzedzonych policjantów. Przedmiotem przesłuchania jest sprawa zmasakrowania przez Polzę młodej kobiety, przebywającej w śpiączce w szpitalu. Zeznanie / wyznanie Manciniego jest konieczne nie tyle do określenia, czy potwierdzenia jego winy – gdyż ta jest oczywista – ale bardziej dla zrozumienia genezy całego zdarzenia, pełnego poznania prawdy. Więc mimo swojej niechęci do zatrzymanego, policjanci próbują zmotywować go, nakłonić do mówienia. A Polza zaczyna snuć opowieść, od dzieciństwa, młodości, poprzez etap porzucenia zwyczajnego życia, aż do chwili, kiedy znalazł się w areszcie, do „tu i teraz”. A my poznajemy jego losy wraz z przesłuchującymi, słowo po słowie, scena po scenie, kadr po kadrze.
Larcenet powolnie odsłania karty, nie spiesząc się z obnażeniem kluczowych faktów. Polza Mancini opowiada swoją historię od wczesnych lat, kiedy cierpiał ze względu na nadmierną tuszę, ale też dalej, poprzez traumatyzującą śmierć ojca, doświadczenie pierwszego „blastu”, wybór życia kloszarda i coraz mocniejsze zatracanie się w tej absolutnej, niczym nie skrępowanej wolności, wynikającej z jednej strony z porzucenia cywilizacyjnych wygód, oraz maksymalnego zbliżenia z naturą, aż po odrzucenie całkowicie społecznych i moralnych praw. Mancini oddaje się skrajnemu nihilizmowi, w myśl którego wolno mu wszystko, nic go nie ogranicza, określa zaś tylko „tu i teraz”, jego własne potrzeby, jego pragnienia. Co interesujące, brak Polzie egoizmu – oddaje on absolutne prawo do decydowania o swoich poczynaniach także innym, choćby skrajnie wypaczonym jednostkom, jak spotkany handlarz narkotyków Święty Jacky, którego nie wini nawet za brutalne pobicie w czasie ich pierwszego spotkania.
Mancini jawi się jako osoba szalona, paranoik zagubiony w świecie własnych wyobrażeń, jednak z każdym kolejnym etapem swojej opowieści okazuje się on skrajnie racjonalnym – pomimo doświadczanych blastów – człowiekiem, którego historia układa się w spójną, sensowną i przede wszystkim w pełni weryfikowalną opowieść, co tylko wzmacnia jej autentyzm. Polza nie kluczy, nie lawiruje, nie przeinacza. Nie snuje irracjonalnych wizji – poza krótkimi momentami opisywania ekstatycznych doznań „blastu”, nie miesza fikcji z rzeczywistością. Opisywane przez niego „blasty” nie są w pełni aktem fizycznym, raczej swego rodzaju doznaniem duchowym, które pozyskane po raz pierwszy przypadkiem, staje się niejako celem dalszego egzystowania Manciniego. I uzyskuje on dostęp do kolejnych „blastów” choćby przez pierwszy, inicjacyjny narkotyczny haj, choćby przez zatracenie w gorączkowej malignie, na krawędzi śmierci. Doświadczenie mistyczne, mogące być zarówno realnym doznaniem, defektem mózgu, lub objawem choroby psychicznej z jednej strony kieruje bohatera poza granice współżycia społecznego, ale równocześnie pozwala mu na co dzień zachować trzeźwe spojrzenie, filtrowane przez wybraną życiową filozofię.
Czy możemy zrozumieć Manciniego? Jego postępowanie, motywację? Myślę, że tak, choć jednocześnie zrozumienie nie oznacza akceptacji. Jego wybór zdaje się być z jednej strony ucieczką, z drugiej poszukiwaniem. Ucieczką od ludzi, od życia, które zawodzi, od relacji, które się nie udają, które nie spełniają oczekiwań. Poszukiwaniem wolności, swobody, uwolnieniem od ciężaru odpowiedzialności, od społecznych norm, od moralności, etyki, kultury. Słowem, od wszystkiego, co człowieka w jakikolwiek sposób ogranicza. Polza sam, świadomie wyklucza się poza obręb społeczeństwa, bowiem rozumie, iż inaczej nie osiągnie wolnościowego spełnienia. A życie, codzienność zaczyna uwierać go nazbyt mocno. Zwłaszcza, że świat „cywilizowany” jest dla niego skrajnie nieprzyjazny, wciąż go rani, poniewiera, nie oferując w zamian za te krzywdy niejako żadnej adekwatnej rekompensaty.
Ciężko nam postawić się w roli bohatera, bowiem nasze postrzeganie – mimo łudzenia się częstym pragnieniem wolności – znacząco się różni. Akceptujemy ograniczenia, społeczne normy, choćby przez wrodzony moralny imperatyw, przez nabyte w ramach społecznych relacji. Ale i wychowania od najwcześniejszych lat w poczuciu konieczności rozumienia i akceptowania różnicy między dobrem a złem. Wpasowujemy się w świat, jaki nas otacza, bo nasza potrzeba akceptacji i przynależności dominuje nad potrzebą wolności, choć czasem złudnie za ową wolnością gonimy, buntując się przeciw zastanemu status quo. Ale czy to złe, ta nasza bierność, ten zachowawczy konformizm? Jeśli chcielibyśmy się przecież zupełnie wyrwać, w pełni uwolnić, musielibyśmy – jak Polza – wszystko oddać, porzucić, zrezygnować z wszelkich wygód i dóbr. Zatracić się w wolności można albo zupełnie, albo wcale. Ale to „wcale” okazuje się całkiem rozsądnym wyborem, który gwarantuje nam miejsce w strukturze społecznej.
Historia Larceneta to tragikomiczna opowieść o jednostce zagubionej, desperacko poszukującej prawdy o sobie, ale też własnego miejsca, przyporządkowania, które będzie akceptowalne, nie będzie uwierało, jak źle dopasowane buty. Polza jawi się nie tyle, jako bohater negatywny, co moralnie neutralny. Usuwa się ze społeczeństwa, nam sprzed oczu, poza margines naszego zwyczajowego postrzegania, uznając, że nie pasuje, że nie ma dla niego w tych społecznych ramach przestrzeni do egzystencji. Poszukuje wciąż kolejnych „blastów”, jako jedynych dających mu choćby ułudę spełnienia. Podąża własną ścieżką, niczym nie ograniczoną, dyktowaną jedynie pragnieniem na poziomie instynktownym, archetypicznym. Hedonistycznym wręcz, zorientowanym wyłącznie na zaspokajanie własnych potrzeb.
Trudno nam akceptować zachowania Polzy i w odruchu oceny kwalifikujemy go jako postać negatywną, ale ludzie, jakich spotyka na swojej drodze też są dalecy od właściwych postaw, zachowań moralnych. Często są brutalni, źli, nieczuli. Dyskredytują, dyskwalifikują Manciniego ad hoc, oceniając powierzchownie, bez próby zrozumienia. Nie rozgrzesza to samego Polzy, owszem. Ale w niekorzystnym świetle – niejednokrotnie gorszym – jednocześnie stawia wszystkich pozostałych
Graficznie to album mocno różny względem wcześniejszego oferowanego przez Mandiocę komiksu Larceneta, „Raport Brodecka”. Znów pojawia się tutaj czerń i biel (poza chwilami tytułowych „blastów”, gdzie pojawia się kolor), ale kreska jest znacząco inna. Miększa, mniej szczegółowa, czasem monumentalna, czasem bardziej karykaturalna, zwłaszcza w rysach postaci, które, same w sobie, sprawiają tragikomiczne wrażenie, co potęguje jeszcze odczucia względem bohaterów wynikające z lektury. Wizerunek olbrzymiego tłuściocha Polzy wzbudza w nas samych uśmiech politowania, a wręcz pogardy, co samo w sobie jest wycelowanym w nas oskarżycielsko palcem – to przez takie właśnie postrzeganie Mancini znalazł się tam, gdzie jest, w sytuacji, w jakiej go poznajemy. Swoimi rysunkami Larcenet przemawia do nas równie bezpośrednio, co za sprawą słów. Wytyka nam nasze własne wady, o których zwyczajowo nie chcemy pamiętać, nie chcemy zauważać. „Blast” prezentuje zaskakującą, nie tak znów częstą – nie na tym poziomie – korelację pomiędzy słowem a obrazem, gdzie i jedno i drugie medium snuje własną opowieść, w odpowiednich miejscach zazębiającą się ściśle, co czyni z nich nierozerwalną całość. I dzieło monumentalne, które czytane raz nie odsłoni wszystkiego, bo przytłoczy nawałem emocji, myśli, skojarzeń. Dawkowane ponownie pozwoli odkryć więcej. Zaznajomieni z warstwą tekstową, pozwolimy sobie na pełniejsze studium obrazu, co odsłoni przed nami więcej fascynujących detali. I wtrąceń, które autor wypowiada jedynie w formie obrazu, czasem douzupełniając tekst, czasem dodając coś całkiem nowego, albo wręcz opowieści słownej przecząc. Ale to właśnie fascynuje w twórczości Larceneta, ta umiejętność korzystania w równym, często niezależnym od siebie stopniu ze słowa i z rysunku jako nośnika treści.

Przed finalną oceną całości należałoby się wstrzymać do drugiego – ostatniego tomu komiksu. Jak potoczy się dalej opowieść, jakie jeszcze tajemnice kryje Mancini i co w rzeczywistości łączy go ze skatowaną kobietą, to kluczowe informacje, jakich brakuje dla podsumowania monumentalnej historii Larceneta. Jednak już na tym etapie „Blast” jawi się jako dzieło obrazoburcze, prowokujące i trudne w bezpośrednim odbiorze, co zarazem nie przeszkadza mu być opowieścią na wskroś fascynującą, hipnotyzującą wręcz przez sposób narracji i odpowiednie tempo dawkowania informacji. Opowieścią nie zawsze poprawną politycznie, nie zawsze wygodną. Ale, cytując słowa samego Polzy: „łatwiej wypowiedzieć prawdę, niż jej wysłuchać”.

Blast tom 1

Nasza ocena: - 90%

90%

Scenariusz i rysunki: Manu Larcenet. Tłumaczenie: Katarzyna Sajdakowska. Wydawnictwo Mandioca 2022

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Rorschach – druga fala kosmicznych kałamarnic [recenzja]

Rorschach był jednym z najbardziej charakterystycznych bohaterów “Strażników” Alana Moore’a. Czy nowy album z Egmontu …

Leave a Reply