Gorący temat

Festiwal – migawki z przeszłości [recenzja]

Po ponad pięciu latach od premiery komiksu “Powstanie. Film narodowy” dostajemy nowy album Jacka Świdzińskiego. “Festiwal” to jego najbardziej formalnie zaawansowane dzieło, świadczące o tym, że ten uzdolniony twórca wciąż się rozwija, używając nowych środków artystycznego wyrazu.

No dobra, nie ma co ukrywać, powyższa zajawka ma szansę wzbudzić rodzaj nieprzyjemnych, estetycznych drgawek u niektórych odbiorców automatycznie reagujących awersją na styl graficzny Świdzińskiego. Tak to już jest z tym autorem oraz odbiorem jego minimalistycznego stylu (słynne patyczaki, choć bardziej zaawansowane niż u Jana Mazura) przez niektórych czytelników, czy może bardziej oglądaczy przykładowych plansz. Bo przecież prawdziwy wielbiciel Manary i Rosińskiego i innych tuzów komiksu nie zniży się do lektury takich dziwactw. Zastanawiam się, czy ów podział, który zaznacza się podczas niektórych dyskusji w polskim komiksie więcej szkody paradoksalnie nie przyniósł odbiorowi tychże klasyków, których młodsi duchem uważają za estetycznych dziadersów, tak samo zresztą jak ich wielbicieli.

W zasadzie to normalna sytuacja, te ścierające się grupy w obrębie sztuki to nic nowego, a efekt jest taki, że nowi z czasem i tak są nobilitowani, wchodzą na nowo przygotowany piedestał i czekają, aż ich docenioną sztukę z  czasem zaczną rozrywać estetycznie na strzępy kolejne pokolenia. Ot krąg życia artystycznego, nic nowego. A to, że Jacek Świdziński na piedestał zasługuje jest więcej niż pewne. Mrożek, Butenko, Białoszewski, ale też Thomas Pynchon, Damon Lindelof, Chris Carter ze swoimi Mulderem i Scully  – te nazwiska jakoś bezwiednie przychodziły do głowy podczas lektury jego wczesniejszych komiksów. Różnorodne wzorce, które w “Festiwalu” Świdziński chciał chyba zostawić za sobą i koniec końców wyruszył na nową, artystyczną przygodę do 1955 roku. Roku organizowanego w prl-owskiej Polsce Festiwalu Młodzieży. 

Mały format, choć dużo, bo prawie 400 stron. Letni miesiąc z życia Warszawy, w której nagle zrobiło się kolorowo, światowo, wciąż socjalistycznie, ale również w cudowny sposób kosmopolitycznie. Inne kultury, nowe doznania, niektóre niby fuj, ale jakoś przyciągające swoją odmiennością, że nawet malkontenci są poruszeni. Obrazki z życia, dyskusje i interakcje, najczęściej w formie krótkich impresji, które mają oddać ducha tego czasu i doznań. Czasu, w którym przez chwilę Warszawa i wszyscy z Polski, którzy do niej zjechali mogli poczuć, jak to jest być po drugiej stronie, być częścią czegoś większego, być po prostu częścią świata. Od wojny minęło dziesięć lat, wciąż wywołuje ona emocje i resentymenty, ale wszystko jest jakieś lżejsze, nawet dużo lżejsze niż dzisiaj, w naszym aktualnym dyskursie, że nawet wybuchy agresji pokazane w komiksie wydają się mieć mniejszy kaliber. Tyle że Festiwal minie i trzeba będzie wrócić do rzeczywistości – czego świadomośc ma pokazana na okładce komiksu jego najważniejsza bohaterka – przodowniczka pracy Jadwiga Brykalska.

Ta okładka z charakterystycznymi kolorami, które zobaczymy także w środku komiksu Jacka Świdzińskiego to jest komiksowe mistrzostwo świata, która oddaje całą symbolikę tamtych czasów. Posągowa Jaga, z klasycznie wyciosaną twarzą niczym z socrealistycznych plakatów, w zasadzie twarz Festiwalu, której historia przytoczona w fabule mówi całą, banalną i straszną prawdę o tamtych czasach. To w zasadzie jedyna z całej plejady postaci, której Świdziński nadaje większy kontekst.  Inni są mniej lub bardziej anonimowi (choć mamy też Wojciecha Fangora w czarnym golfie) i razem tworzą niezwykłe kłębowisko rozproszonych myśli, pragnień i żalów które układają się w społeczny fresk  – choć takie górnolotne słowa wydają się nie pasować do maniery artystycznej polskiego rysownika. Niech będzie, że to udawany społeczny fresk, bo wielu bohaterów znajduje podczas Festiwalu okazję, by poudawać, żyć przez chwilę innym życiem.

Świdziński na koniec komiksu wylicza inspiracje, lektury, które składały się na wiele miesięcy przygotowań do tworzenia komiksu. Patyczaki zyskują fizjonomie, które nie zlewają się ze sobą, jak u niektórych rysowników z powerem w łapie, tylko nadają indywidualne cechy każdemu z pojedynczych bohaterów. W pewnym monecie autor rysuje również muzykę, co prowadzi do mojej ulubionej w albumie planszy z cudowną, spontaniczną awanturą na stronie 131. Kolory jak z pop artu, Fangor, może nawet Fernand Leger – oto nowe inspiracje i nazwiska kłębiące się w głowie podczas lektury. 

Zadziwiająco mało jest w niej teorii spiskowych, jak to miało miejsce w poprzednich albumach choć ich echa wybrzmiewają w rozmowach mieszkańców Warszawy. Nie wychodzą one jednak na pierwszy plan, bo też opowieść jest o czym innym. Może po prostu chwilach szczęścia w smutnym kraju – co składa się na nieoczekiwana paralelę z dzisiejszą, odległą o dziesięciolecia Polską .Ale nie tylko – ta historia wręcz domaga się różnych interpretacji, to album do ponownego prześledzenia, do doszukiwania się połączeń w przedstawianych kadrach, które przewijają się przed oczami tak szybko, że nie mamy czasu na dogrzebywanie się do ich znaczeń. Może o to chodziło, o przekazanie tego doświadczenia odbieranego na gorąco, tu i teraz, odwzorowanie kłębowiska wrażeń w tempie, które znamy również z naszego, coraz bardziej migawkowego życia. Cóż, znowu Jackowi wyszło, choć pewnie niektórym wyjdzie bokiem. 

Festiwal

Nasza ocena: - 90%

90%

Scenariusz i rysunki: Jacek Świdziński. Kultura Gniewu 2023

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Assassin’s Creed. Valhalla – Ukryta księga – niezbyt udany mariaż komiksu i gry [recenzja]

„Assassin’s Creed. Valhalla. Ukryta księga” nie jest z pewnością komiksem wybitnym. Ale, tak jak sama …

Leave a Reply