poniedziałek , 26 Październik 2020

Greenland – rodzina w obliczu zagłady [recenzja]

Choć od premiery „Armageddonu” filmy o zagładzie ludzkości regularnie nawiedzają srebrne ekrany, z reguły lądują pod wspólnym mianownikiem: „wiele wybuchów, mało bohaterów”. Najnowsza produkcja z Gerardem Butlerem postanawia zmienić taki stan rzeczy.

Nad podstawą fabuły „Greenland” w zasadzie nie ma się co wiele rozwodzić  – oto do Ziemi zbliża się kometa, która może spowodować zagładę naszej cywilizacji. Jako że jej uderzenia w planetę powstrzymać się nie da, uruchomiony zostaje program w ramach którego wybrani obywatele zostaną przetransferowani do tajnych schronów. Pośród całego tego zamieszania znajduje się John Garrity i jego rodzina, szczęśliwie wyselekcjonowani pośród milionów. Tyle, że w obliczu nadchodzącego końca świata jaki znają, podejmujący próbę przetrwania bohaterowie będą musieli odbyć najniebezpieczniejszą podróż swojego życia.

W odróżnieniu od tego, czego można byłoby oczekiwać po filmie Rica Romana Waugha po obejrzeniu zwiastunów, w przeciwieństwie do choćby „2012”, „Greenland” sam wątek katastrofy i efektowne sekwencje obracanego w pył dorobku ludzkości stawia raczej w tle dla rodzinnego dramatu. Nie znaczy to, że w filmie Amerykanina nie odnajdziemy momentów w których spadające z nieba odłamki wywołują prawdziwe pandemonium, środek ciężkości całości jest przeniesiony jednak na zdecydowanie bardziej kameralne spojrzenia na to, co dzieje się z poszczególnymi postaciami.

O ile temu dość nietypowemu dla współczesnego kina katastroficznego podejściu można jedynie przyklasnąć, trudno mówić tu jednak o tym, by „Greenland” było w stanie w pełni wykorzystać jego potencjał. Podstawowym problemem filmu Waugha okazuje się to, że potencjalnie intrygujący pomysł wyjściowy spajany jest wątkami, które emocjonalnie usiłują zaangażować nas już od lat. Małżeńska zdrada, chory na cukrzycę syn, zezwierzęcenie walczących o przetrwanie jednostek, wreszcie wątek pojednania teścia z zięciem – tego typu rozwiązań można wymieniać przy okazji „Greenland” jeszcze sporo, ale ich największą wadą pozostaje to, że wszystkie sprawiają wrażenie ledwie odhaczonych na liście tego, co w scenariuszu powinno się znaleźć.

Co za dużo to niezdrowo, chciałoby się powiedzieć, a na dodatek w pełnym zaangażowaniu w historię z pewnością nie pomaga nierówne aktorstwo – o ile Morena Baccarin i młody Roger Dale Floyd odpowiednio w rolach matki  i syna wypadają tu zupełnie nieźle, tak już sceny w których Gerard Butler wzbija się na wyżyny łzawego dramatyzmu skutecznie przypominają o tym, dlaczego z reguły widujemy go jednak w kinie akcji.

Nie jest jednak tak, że „Greenland” jest filmem do gruntu złym. Wręcz przeciwnie, mimo ewidentnych prób maskowania niedomagającego budżetu trzęsącą się w scenach akcji kamerą i pokrytym patyną elementom składowym scenariusza, obraz Waugha najlepiej radzi sobie w momentach, gdy próbuje ukazać spowodowany nadchodzącą tragedią chaos. Biegający bezładnie we wszystkie strony ludzie, eksplodujące samochody, czy wreszcie dość oszczędnie zastosowane, ale przyzwoite CGI połączone w całość sprawiają, że odnajdziemy w „Greenland” kilka sekwencji w trakcie których dosięgnie nas groza sytuacji.

Ostatecznie więc film Waugha pozostawia po sobie przyzwoite wrażenie, zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie festiwal łamiących podstawowe prawa fizyki głupot w produkcjach Rolanda Emmericha. Choć nadal daleko tu do prawdziwie grającego na emocjach widza kina, „Greenland” to niezła produkcja, która mimo wtórności, potrafi zapewnić dwugodzinny transport do tego rodzaju rzeczywistości która przypomni nam, że za oknem mogłoby być znacznie gorzej.

Foto © Monolith Films

Greenland

Nasza ocena: - 60%

60%

Reżyseria: Ric Roman Waugh. Obsada: Gerard Butler, Morena Baccarin, Roger Dale Floyd i inni. USA, 2020.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski
Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Proces Siódemki z Chicago – zostaną tylko symboliczne obrazki [recenzja]

“Proces Siódemki z Chicago” Aarona Sorkina pokazuje jak trudno uciec dziś od polityki i podziałów …

Leave a Reply