poniedziałek , 26 Październik 2020

Palcojad, tom 1-3 – Witajcie w Bukaroo, mieście seryjnych morderców [recenzja]

Trzytomowy „Palcojad” od Image Comics, na polskim rynku wydany przez Wydawnictwo Egmont, ma jedną, podstawową wadę – niezdecydowanie. Twórcy serii z jednej strony chcieli zaserwować mroczną, duszną historię o miasteczku seryjnych morderców, a z drugiej, poprzez użycie dość pastiszowej konwencji, niezobowiązująco pobawić się jednym z najbardziej ogranych motywów popkultury. Efekt tym samy też jest dwojaki. Jest i straszno i śmieszno. Co wcale nie znaczy, że jest źle.

„Palcojad” tom 1 – Witajcie w Buckaroo, stan Oregon, USA

Nie chcielibyście mieszkać w tym miasteczku. Serio. To mała, pozornie nic nieznacząca mieścina, która jednak zasłynęła tym, iż od roku 1969 wydała na świat aż szesnastu seryjnych morderców. Pokaźna liczba, jak na tak niewielkie miasteczko. Pokaźna liczba, sama w sobie. Jednak punktem wyjścia dla komiksowego scenariusza jest amerykańska fascynacja seryjnymi mordercami, którzy praktycznie zawsze przenikają do popkultury, w mniejszym lub większym stopniu. Autorzy „Palcojada” ewidentnie bazują na tej swoistej amerykańskiej (i nie tylko) przypadłości, sięgając po dość kuriozalną – jak się okaże galerię postaci. Przez co sam komiks trudno, mimo krwawej estetyki, brać zupełnie na poważnie. Mamy tutaj zdecydowany nadmiar miłośników krwawych zbrodni, którzy swoje pokręcone fantazje z lubością wcielają w życie. Trup ściele się gęsto, jednak „Rzeźnicy z Buckaroo” nie robią zbyt wielkich karier… Tzn. zyskują wręcz celebrycką popularność, ich działalność odbija się w USA szerokim echem, jednak dość szybko wpadają w ręce policji i służb, a tym samym przed sąd. Tak, jak tytułowa postać – Edward Charles Warren, zwany właśnie Palcojadem, który nie tylko trafia przed oblicze sprawiedliwości, ale zaskakująco – i nie do końca wiadomo, dlaczego – równie błyskawicznie zostaje… uniewinniony. Ostatni, z dotychczasowych Rzeźników wraca do miasteczka, gdzie – wydawać by się mogło – żyje żywotem przykładnego obywatela, cierpliwie znosząc niechęć mieszkańców, jednocześnie będąc czujnie obserwowanym przez swoją byłą dziewczynę, obecnie szeryfa Buckaroo – Sharon Crane.

W miasteczku zaczynają dziać się niepokojące rzeczy, zresztą wszyscy żyją w cieniu tajemniczej przypadłości trawiącej mieścinę. Każdy może okazać się kolejnym z „Rzeźników z Bukaroo” i ujawnić swoje mordercze skłonności.

Charles Carroll, jeden z agentów biorących udział w obławie na Palcojada zjawia się w miasteczku wiedziony chorobliwym wręcz pragnieniem poznania prawdy o genezie „Rzeźników”. Kiedy zaginie w tajemniczych okolicznościach (czyżby rzeczywiście na coś trafił?) jego śladami podążać będzie Nicolas Finch, kolejny agent NSA, specjalizujący się w przesłuchaniach i tymczasowo zawieszony. Zostaje wezwany przez Carrola do nieformalnej pomocy w śledztwie, jednak, kiedy zjawia się w Buckaroo, okazuje się, że jego przyjaciel zniknął bez śladu.

Finch, z pomocą pani szeryf, rozpoczyna poszukiwania, poznając specyfikę samego miasta, jak i jego okolic, oraz odkrywając co rusz nowe tajemnice, zamiast rozwiązania zagadki.

Jak wspomniałem na początku, ta seria jest trochę niezdecydowana, czy chce grać na ostro, ciążąc w kierunku dusznej, fincherowskiej atmosfery rodem z „Siedem”, czy uciekać w swoiste przerysowanie i ironię. Z jednej strony nie brak tu makabry, a ciężka, przytłaczająca atmosfera samego miasteczka sugerowałaby to pierwsze, jednak dość swobodne podejście twórców do logiki kolejnych zdarzeń i znaczna dawka specyficznego humoru oraz przerysowania postaci wskazuje na to drugie. Moim zdaniem, jeśli zechcemy brać „Palcojada” zbyt na serio, zawiedziemy się obnażonymi szybko nielogicznościami w fabule. Kiedy jednak spojrzymy na ten tytuł jako na sprawny, choć w dość makabrycznym tonie, pastisz opowieści o seryjnych mordercach, okaże się, że Joshua Williamson zaserwował nam kawał porządnej, pełnokrwistej rozrywki, którą świetnie się czyta.

W sukurs scenarzyście przychodzi grafik – Mike Henderson, którego cartoonowe w estetyce rysunki doskonale uzupełniają mroczno – prześmiewczy styl narracji. Nieco przypomina to rysunki Roba Guillory’ego dla serii „Chew”, choć jest dużo mroczniej.

Odmalowane przez niego Buckaroo jest brzydkie, ponure i szare (za kolory odpowiada Adam Guzowski, który też odrobił swoje zadanie należycie), ale to tylko pozwala nam bardziej poddać się specyficznej atmosferze miejsca i na chwilę zawiesić niewiarę, a tym samym dać się porwać onirycznej i mocno nierealnej fabule.

Tom pierwszy kończy się zgrabnym cliffhangerem ( jak praktycznie każdy, zawarty w nim zeszyt), tylko zaostrzającym apetyt na dalszy ciąg opowieści, jednocześnie pozostawiając więcej pytań, niż odpowiedzi oraz mocne zaplątanie fabularne, co rodzi obawy, czy twórcy poradzą sobie z doprowadzeniem całości do sensownego końca.

Sprawdź, gdzie kupić:

„Palcojad” Tom 2 – Wzrasta poziom tajemnic i makabry, ale nadal wiemy mniej, niż więcej

Jeśli poziom pierwszego tomu mógł się dla niektórych okazać zbyt mocno nasycony zarówno makabrą, jak i absurdem, to z całą pewnością tom drugi sprawi, że porzucą oni z niechęcią lekturę tej serii. Jest mocniej, dosadniej, więcej. Wszystkiego. Działania poszczególnych postaci radykalizują się, przez wzrastającą w nich frustrację. Tajemnice miasta, zamiast odsłaniać prawdę, obnażają kolejne, jeszcze mroczniejsze, bardziej absurdalne sekrety, a całość zaczyna oscylować na granicy onirycznego koszmaru i jawy. Ulegamy wszyscy – łącznie z głównymi postaciami – jakiejś zbiorowej halucynacji? Gdzie – w obliczu takiego nawarstwienia makabrycznych zbrodni – wszystkie amerykańskie służby, które powinny rozmontować Buckaroo, kamień po kamieniu i zbadać każdą piędź ziemi w samym mieście i wokół niego? Amerykański aparat śledczy działa w komiksie nie tylko niemrawo, ale wręcz z otwartą niechęcią względem zdarzeń z Buckaroo. Jakby zupełnie nie chcieli dostrzegać, co się dzieje, jakby woleli udawać, że ta mieścina i jej problemy nie istnieją…

Odchodzenia scenarzysty od realizmu ciąg dalszy, więc ci, którzy oczekiwali pełnokrwistego, surowego thrillera w stylu choćby wzmiankowanego „Siedem” muszą całkowicie porzucić nadzieję. To swoisty przykład pastiszowego podejścia do motywu tak silnie wyeksploatowanego przez popkulturę, że aby stworzyć w jego obrębie coś interesującego, należy ośmieszyć go, wypaczyć, przejaskrawić do granic możliwości. I – paradoksalnie – ten przesyt, ta przesada w „Placojadzie” się sprawdza. Osobiście po pierwszym tomie – w trakcie lektury którego przestałem rozkładać wszystko na czynniki pierwsze, analizować, zestawiać z obwarowaniami mechanizmów funkcjonowania realnego świata, a dałem się po prostu porwać komiksowej opowieści – naprawdę jestem zachwycony scenariuszem Williamsona. Owszem, ucieka on w odrealnienie, w nawarstwienie absurdów, w swoistym komizm, choć oparty na częstym i bezpardonowym epatowaniu makabrą, jednak w obranej konwencji to wszystko bardzo dobrze się sprawdza.

Fabularnie ponownie – jak we wcześniejszym tomie – otrzymamy tu jeszcze więcej zagadek, niż odpowiedzi, co zaczyna nieco niepokoić, czy autor zdoła godnie zakończyć w ostatnim tomie zbiorczym wszystkie wątki? Sam album czyta się i dobrze i szybko, a namnożenie tajemnic Buckaroo powoduje, że na finalną część zaczynam czekać z większą jeszcze dozą niecierpliwości, niż dotychczas.

Rysunki Hendersona nadal trzymają poziom – tutaj do końca serii nic się nie zmieni. Świetna strona graficzna to na pewno wartość dodana do tej serii. Styl Hendersona dobrze koresponduje z pastiszowym stylem opowieści i niejako pomaga w przyjęciu takiej, a nie innej linii odbioru komiksu. Trochę z tym wszystkim nie komponują się okładki, sugerujące znacznie poważniejszą, realistyczniejszą historię, której raczej w „Palcojadzie” nie znajdziemy. Same w sobie – znakomite, sugestywne i odpowiednio mroczne, jednak zapowiadają coś zupełnie innego, niż oferuje docelowy produkt.

Sprawdź, gdzie kupić:

„Palcojad” Tom 3 – Absurdu stało się zadość, a finału mamy aż nadto

I oto jest. Ostatni, finalny tom porywającej serii duetu Williamson / Henderson. Już w drugim tomie nagromadzenie nieprawdopodobnych elementów w scenariuszu (tajemnicze jaskinie w okolicach Buckaroo, podwodna świątynia niewiadomego pochodzenia, pozostałości po makabrycznych eksperymentach na ludziach oraz postać zagadkowego „Rzeźnika”, grasującego po podziemnych tunelach i strzegącego jego tajemnic to tylko niektóre) było znaczące, jednak finał przynosi takie ich spiętrzenie, że mam wrażenie, iż Williamson nie do końca podołał ich udźwignięciu. Teoretycznie otrzymujemy wyjaśnienie całej historii, rozwiązanie zagadek trawiących Buckaroo, poznajemy sekret plagi seryjnych morderców. Piszę „teoretycznie”, bowiem trzeci tom „Palcojada” zdaje się obnażać gorzką prawdę – autor scenariusza zbyt mocno zapętlił się we własnej opowieści, nadmiernie ją napompował do niespotykanych rozmiarów, że nie do końca poradził sobie z jej dokończeniem. Owszem, mamy odkrycie wszystkich kluczowych sekretów, poznajemy i genezę „powstania” zagłębia seryjnych morderców i całej jego otoczki. Jednak końcowe zeszyty pozostawiają pewien niedosyt. Zaczęło się świetnie. Była duszna, mroczna atmosfera, była adekwatna – do rodzaju samej historii – ilość makabry, było staranne podtrzymywanie napięcia poprzez częste stosowanie zgrabnych cliffhangerów na zakończenie każdego zeszytu. Jednak mam wrażenie, że owo spiętrzenie wątków, tajemnic i skomplikowanie fabuły sprawiło, że nie do końca finał wszystko pomieścił. Zdaje się on pisany nieco pośpiesznie, z nazbyt skondensowaną ilością zdarzeń w zbyt krótkim czasie. To tak, jakby Williamson trzymał cały worek z odpowiedziami gdzieś w zanadrzu i nagle, przypomniawszy sobie o nim, wysypał wszystkie hurtem na sam koniec. Za szybko, za dużo, naraz. Gdyby poszczególne elementy zakończenia bardziej rozłożyć w czasie, ujawniać powoli, systematycznie, tak od połowy serii, może zmniejszyłoby to napięcie w trakcie, ale jednak nie spowodowało końcowego przesytu. A tak, wyszło, jak wyszło.

Widać z pewnością fascynację Williamsona erą VHS z lat 80-tych i olbrzymią ilością lepszych lub gorszych horrorów z tamtego okresu – z którą zresztą nie kryje się on sam w przedmowie serii. Ta fascynacja mocno przenosi się na pastiszowy i krwawy charakter samej historii, która z pewnością jest na wskroś przerysowana i okazuje się czymś wyjątkowym w obrębie swojego motywu. Choć sam finał nieco zawodzi, to jednak nie odbiera nam satysfakcji z lektury – pod pewnymi warunkami oczywiście, o których wcześniej wspomniałem.

Reasumując – „Palcojad” okazuje się być naprawdę ciekawą, chwytliwą serią, która jednak nie do końca wykorzystała własny potencjał. Graficznie spełnia się świetnie. Pewien swoisty minimalizm w rysunkach Hendersona (twarze postaci, elementy tła) równoważone są umiejętnie przez bardzo dopracowane sceny gore – jakich w komiksie nie brak.

Całość polskiego wydania okraszone jest pokaźną ilością dodatków – od szkiców, poprzez galerie okładek po pełne scenariusze wybranych zeszytów. Mimo pewnych zastrzeżeń, co do zwieńczenia serii, nadal oceniam ją wysoko, z pewnością nie uznając lektury za stratę czasu. Sama opowieść jest mocno pulpowa, utrzymana w estetyce gore i stanowiąca ciekawy pastisz samego motywu, wielbionego przez popkulturę od dawna. Autorzy nie tylko uniknęli tendencyjnego ujęcia tematu, ale stworzyli podwaliny pod możliwość ciekawego rozbudowania świata przedstawionego, choćby o zeszytowe opowieści o kolejnych „Rzeźnikach z Buckaroo” (pełny przegląd znalazł się w dodatkach do tomu 2 polskiego wydania zbiorczego, w Księdze pamiątkowej).

Abstrahując od tego, „Palcojad” to świetny, na wskroś pulpowy horror, jaki rzadko można uświadczyć w komiksie na naszym rynku. I dlatego zdecydowanie warto by sięgnęli po niego przynajmniej fani pulpowego horroru.

Sprawdź, gdzie kupić:

Palcojad tom 1-3

Nasza ocena: - 85%

85%

Scenariusz Joshua Williamson. Rysunki Mike Henderson. Wydawnictwo Egmont 2018-2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

ElfQuest, tom 1 – legenda niezależnego komiksu [recenzja]

„ElfQuest, tom 1″ to z jednej strony rzecz bardzo ciekawa, bowiem Wydawnictwo Amber, odpowiadające za …

Leave a Reply