Gorący temat

Hellblazer, tom 4 – brutalna melancholia [recenzja]

Drugi tom “Hellblazera” Gartha Ennisa dobitnie udowadnia, że irlandzki scenarzysta najlepsze historie tworzył w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku. 

Okładka do drugiego tomu Hellblazera ma w sobie dużo liryki. Jej autorem jest Glenn Fabry, który w swoich grafikach jest zazwyczaj dosadny ( by nie powiedzieć – przesadny), ale tym razem udało mu się uchwycić zarówno istotę najdłuższej serii Vertigo, jak i istotę samego bohatera. Gdzieś w tle żarzą się najprawdopodobniej piekielne ognie, koszula Constantine’a nasiąkła krwią, a on sam trzyma w ręku ostre narzędzie, dzięki któremu najprawdopodobniej dokonał brutalnego egzorcyzmu. Generalnie, możemy śmiało podejrzewać, że działo się tu coś naprawdę epickiego. Jednak kłam takim przypuszczeniom zadaje spojrzenie i postawa Constantine’a, która jest niespodziewanie melancholijna. Co tym razem przytrafiło się proletariackiemu magowi?

Nowy “Hellblazer” to niemal w całości powtórka dwóch egmontowych wydań sprzed lat, zawartych w zbiorach “Strach i wstręt” i “Chora miłość”. Niemal w całości, ponieważ w końcu doczekaliśmy się zeszytów poprzedzających “Strach i wstręt”, bez których lektura tego zbiorczego wydania powodowała pewne problemy. Wreszcie dowiedzieliśmy się więcej o relacjach Constantine’a z demonicą Ellie, jak i mogliśmy przeczytać o okolicznościach jej związku z aniołem Talim. Rezultatem tego uczucia była ciąża demonicy, co od razu skłania nas do porównań z “Kaznodzieją”, dla którego to przecież kluczowy wątek. Jak widać, “Hellblazer” był polem doświadczalnym dla nadchodzącego opus magnum Gartha Ennisa, lecz nie tylko na polu niezwykłych fabularnych pomysłów, ale też na polu uczuciowych rozgrywek między bohaterami.

Drugi tom “Hellblazera” w największym stopniu jest bowiem opowieścią o końcu niemożliwego związku między Kit a Johnem i jego reperkusjach dla obojga bohaterów. Wiadomym było, że sielanka nie mogła trwać długo, bo sprawy którymi zajmuje się Constantine nie rokują dobrze żadnemu związkowi. I o ile hucznie obchodzona czterdziestka głównego bohatera, na której pojawiają się znane i dużo mniej znane postacie z uniwersum DC nie wywołuje u pani jego serca złych uczuć, tak atak dwóch zbirów z nazistowskiego ugrupowania w jej własnym mieszkaniu przechyla szalę. Kit po tym incydencie decyduje się na zerwanie z Johnem, bo przecież jego sprawy miały jej w żaden sposób nie dotykać. Tak zaczyna się najgorszy dotąd etap w życiu głównego bohatera.

Druga połowa niniejszego tomu jest studium upadku, który doprowadza Contantine’a do życia na ulicy wśród bezdomnych i bez nadziei na lepszą przyszłość. To mocne przeżywanie rozłąki przypomina etap z życia Jessy Custera w Salvation, ale w “Hellblazerze” górę bierze totalna degrengolada głównego bohatera, który jednak nawet w takim stanie pozostaje sobą i wciąż czerpie przyjemność ze ścierania się z siłami ciemności. O tym, jak wnikliwie Ennis przeanalizował rozpad związku świadczy też osobny rozdział o Kit, która po powrocie do rodzinnego Belfastu powraca boleśnie do swojego dawnego życia. To wszystko składa się na przejmujący miłosny dramat, który boli czytelnika tak samo mocno jak jego bohaterów. 

A jednak skoro jest upadek, to czekamy również na wzlot. Czy John Constantine zdoła się podnieść? Garth Ennis nie pozostawia złudzeń – nawet jeśli, to ten wzlot może być równie bolesny jak upadek, ponieważ bohater będzie musiał walczyć ze swoimi największymi strachami. Tym samym w ostatniej partii drugiego tomu Ennis wznosi się na wyżyny talentu, mając w tej twórczej drodze niezwykłe wsparcie w postaci nabierających coraz mocniejszego charakteru rysunkach Steve’a Dillona. Najpierw opowieść o Kit w Belfaście, potem duchowe przebudzenie Johna po niezwykłym doświadczeniu z udziałem brytyjskiego lotnika z czasów Drugiej Wojny Światowej i wreszcie bolesna opowieść z czasów młodości głównego bohatera, której konsekwencje niespodziewanie wracają w postaci – uwaga, mamy dopiero połowę lat dziewięćdziesiątych – księdza pedofila. Dlatego też Anglia po tych wszystkich brudach, które zaserwował nam Garth Ennis, to miejsce, które najlepiej na jakiś czas opuścić. Dlatego w kolejnym tomie zobaczymy, jakie przygody  czekają Constantine za wielką wodą,  w Ameryce. 

Hellblazer, tom 4

Nasza ocena: - 85%

85%

Scenariusz: Garth Ennis. Rysunki: Steve Dillon. Egmont 2020

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Tomb Raider. Archiwa, tom 3 – ach te cudowne lata 90. [recenzja]

Lara Croft to niewątpliwie jedna z tych popkulturowych ikon, dla których medium w jakim występuje …

Leave a Reply