Gorący temat

Koło czasu, sezon 1 – błogosławiona nieznajomość oryginału [recenzja]

Zanim Amazon Studios uraczy nas w przyszłym roku serialowym “Władcą Pierścieni”, możemy już oglądać na Amazon Prime Video  “Koło czasu”, które w wersji książkowej były mocno inspirowane dziełem Tolkiena. To seans całkiem przyjemny, zwłaszcza dla widzów, którzy nie znają powieściowego oryginału. 

Ostatni odcinek “Koła czasu” pojawił się w momencie, kiedy kiedy wciąż trwała ożywiona dyskusja widzów serialowego “Wiedźmina” na temat zgodności, a bardziej jej braku z powieściowym oryginałem Sapkowskiego. Powieściowy oryginał “Koła czasu” to aż czternaście tomów (cykl kończył po Jordanie Brandon Sanderson), a serial jest adaptacją pierwszego z nich, czyli “Oka świata”. Wojny o zgodność adaptacji z oryginałem odbywały się również w przypadku serialu Amazona, ale nie miały (szczególnie w Polsce) takiej temperatury jak te, które się toczą o “Wiedźmina”. I właśnie na przykładzie “Koła czasu” okazuje się, że nieznajomość książkowego pierwowzoru okazuje się rodzajem błogosławieństwa. Zresztą i “Wiedźmina” dużo lepiej odbierają ci, którzy nie czytali prozy Sapkowskiego, ani nie grali w gry od CD Projekt Red.

Jak się okazuje, bez wiedzy o kolorze skóry bohaterów, bez wiedzy o tym, których postaci brak w adaptacji, którym zmieniono płeć, których wątek znacząco zmniejszono itd. serial ogląda się bez przemożnego wpływu tego, co nasza wyobraźnia poukładała sobie po zetknięciu z oryginałem i co, o zgrozo, staje się obecnie swojego rodzaju obciążeniem w przypadku oglądania adaptacji. A o tym, że adaptacje będą się różnić od oryginałów decyduje przecież wiele czynników, z których tym wielce istotnym jest dla nas fakt różnicy czasowej i całkiem nowej percepcji popkulturowej, w której tak ważna jest dzisiaj i poprawność polityczna i wynikająca z niej kwestia przestrzegania różnorodności. A co najciekawsze, nie znając oryginału przyjmujemy adaptację z dobrodziejstwem inwentarza, lepiej się bawiąc podczas seansu i z automatu akceptując zmiany względem oryginału, bo po prostu nie mamy pojęcia, że to zmiany. I tak właśnie odbiera się serialowe “Koło czasu” bez znajomości książki Jordana. I co więcej, ocenia się przez pryzmat filmowej roboty, która powinna stanowić przecież główne kryterium oceny serialu. 

“Koło czasu” to klasyczna fantasy, z wybrańcem, z wyprawą, z grupką bohaterów, z mocami i magią, czarnymi charakterami i pięknymi lokacjami. Czołową postacią jest tu grana przez Rosamund Pike Moiraine Damodred, jedna z tak zwanych Aes Sedai, władających mocą kobiet, które sprawują pieczę nad krainą. Moiraine w jednej małej wiosce pod nazwą Dwie Rzeki odnajduje czwórkę (z czasem to piątka) potencjalnych kandydatów na wybrańca, którego określa się mianem Smoka Odrodzonego.  Ów Smok Odrodzony jako jedyny może zatrzymać istotę zwaną Czarnym, która choć uwięziona kilka tysięcy lat temu, wraca właśnie do życia i rzuca swój mroczny cień na całą krainę. Moiraine, związany z nią wojownik oraz czwórka młodych bohaterów rusza na wyprawę do siedziby Aes Sedai, w trakcie której widzowie spekulują, które z nich jest owym Smokiem Odrodzonym i poznają ujawniające się z czasem zdolności czwórki. Po drodze  rzecz jasna przeżyją oni wiele przygód, na czele z rozdzieleniem grupy, by w finale doprowadzić do frapującego starcia z Czarnym, po którym czeka nas jednak kolejny sezon, bo przecież reszta książek Jordana czeka cierpliwie na adaptację. 

O Jordanie i jego cyklu mówi się, że  był zapatrzony w swojego idola i powieściowy wzorzec jakim jest “Władca Pierścieni”, jednak podczas oglądania serialu aż tak tego nie czuć, mimo elementów i motywów, które są jakby wyjęte z powieści Tolkiena. Taki jest choćby sam początek rozgrywający się w sielankowej scenerii wioski przypominającej Shire Hobbitów oraz najeżdżająca go horda Trolloków, którzy jednoznacznie kojarzą się z tolkienowskimi orkami. Jednak fakt, że przecież najlepiej lubimy to co dobrze znamy wpływa pozytywnie na odbiór fabuły i w tym przypadku klisze po prostu się sprawdzają. Choć nie we wszystkich momentach. 

Bardzo dobrze wypadają w serialu sceny akcji, w których bohaterowie muszą walczyć z realnym zagrożeniem, jak i te, w których doświadczają sugestywnych wizji. Energetyczna sekwencja  bitwy z Trollokami z pierwszego odcinka skutecznie podnosi stawkę i ciśnienie u widza stanowiąc bardzo wyraźny kontrast dla sielskich pierwszych minut serialu. Ten rytm wyróżnia zresztą fabułę, mamy tu  długie momenty zawieszenia, podczas których bohaterowie często długo dyskutują objaśniając nam zasady świata i dzieląc się swoimi przeżyciami i dynamiczne momenty, które potrafią wprost eksplodować na ekranie wywołać u widza większe emocje. W tych chwilach przestoju, kiedy trzeba pokazać nową, większą grupę bohaterów lub jakąś nową lokację serial scenograficzne zaczyna przypominać produkcje fantasy z lat dziewięćdziesiątych (w typie “Herkulesa” lub “Xeny”) i w głowie widza rodzi się pytanie, czy ów paździerz był celowym zamierzeniem, aby tym mocniej wybrzmiał kontrast w świetnie zrealizowanych scenach akcji? 

Nie przekonują też dialogi, które częściej są rodzajem deklamacji niż normalną rozmową. Może spełniałoby to swoją rolę, gdyby w ten sposób mówiła tylko Moiraine i inne Aes Sedai, ale kiedy to robią wszyscy bohaterowie, są momenty że staje się to trudne do zniesienia. W efekcie produkcja nie może złapać właściwego balansu między hołdem dla książkowej i filmowej klasyki, a tą nowoczesną serialową stroną, która lśni choćby w innym serialu Amazona, czyli w “The Boys” (również adaptacja, tylko że komiksu). Ten dualizm często wytrąca z równowagi, ale na szczęście fabularne klocki tworzą przed nami spójną, zgrabną  i najważniejsze, że ciekawą opowieść, którą z zainteresowaniem, ogląda się do samego finału. A fakt, że nie czytało się oryginału, odwrotnie niż w przypadku Wiedźmina” sprawia, że nie przeżywa się katuszy jak podczas seansu netfliksowego serialu, który poza kontrowersjami związanymi z brakiem wierności oryginałowi,  w warstwie realizacyjnej miewa podobne problemy co “Koło czasu”. Warto zatem czekać na potwierdzony przez Amazon drugi sezon, bo to co jak na razie dostaliśmy, to przecież dopiero początek bardzo długiej opowieści. 

Koło Czasu, sezon 1

Nasza ocena: - 65%

65%

Twórcy: Rafe Judkins. Występują: Rosamund Pike, Daniel Henney, Madeleine Madden i inni. Amazon Studios 2021.

User Rating: 4 ( 1 votes)

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Stranger Things, sezon 4, cz. 1 – dokąd biegniesz, Max? [recenzja]

Jeśli zastanowić się nad tym jakie produkcje stałym się fundamentami popularności największego serwisu streamingowego na …

One comment

Leave a Reply